fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Godło ocalało z katastrofy

ROL
Rosjanin znalazł godło Polski z rozbitego Tu-154. – Chcę je oddać Polakom – mówi
– Coś czerwonego mignęło mi w grudce błota. Gdyby nie to, że było po deszczu, pewnie bym go nie zauważył. Może w ogóle nikt by go nigdy nie znalazł – opowiada "Rz" mieszkaniec Smoleńska. – Coś mnie tknęło, podniosłem, okazało się, że to kawałek materiału. Rozwinąłem go i zobaczyłem orła w koronie.
Zrozumiałem, że to musi być polskie godło z prezydenckiego salonu. Wyobraziłem sobie, że siedział pod nim Lech Kaczyński.
[srodtytul]Prawie nietknięte [/srodtytul]
Oglądamy znalezisko: biały orzeł w złotej koronie na czerwonym tle ciągle jest nieco przybrudzony smoleńskim błotem, materiał mocno pachnie paliwem lotniczym. Ale godło jest prawie nienaruszone. W rogach ma cztery naderwane dziurki, ślady po gwoździach, którymi było przybite.
– To cud, że nic mu się nie stało, jest praktycznie nietknięte – mówi Rosjanin. Na odwrotnej stronie wyszyty napis "PPHU Kramex, haft sztandarów. Suwałki, ul. Świerkowa 22". I nazwisko: "Krystyna Brzezińska".
Pani Brzezińska pamięta, jak wyhaftowane przez jej zakład godło mocowano w salonce prezydenckiej.
– To było ładnych kilka lat temu, dowódcą 36. Pułku Lotnictwa Transportowego był wtedy płk Tomasz Pietrzak. Byliśmy tam razem – mówi "Rz". I dodaje: – Wciąż nie mogę się otrząsnąć po tej tragedii, ale zrobiło mi się ciepło na sercu, gdy usłyszałam, że nasze godło tam było i że się znalazło.
Płk Pietrzak po obejrzeniu zdjęć potwierdza, że godło pochodzi z salonki prezydenckiej w samolocie Tu -154. Także osoby, które latały z Lechem Kaczyńskim, mówią, że w maszynie było tylko jedno godło – umieszczone nad fotelem przeznaczonym dla prezydenta.
Mój rozmówca ze Smoleńska jest związany z lotniskiem Siewiernyj, do którego nie doleciał prezydencki Tu -154. Prosi, by na razie nie ujawniać jego funkcji i nazwiska. Udało mu się wejść na miejsce katastrofy, gdzie natknął się na godło.
– Wiem, że powinienem był je oddać śledczym, ale pomyślałem wówczas, że pewnie długo potrwa, zanim godło trafi do Polski. A jego miejsce jest właśnie tam – stwierdza. – Wyobrażam sobie, jak ktoś, np. ambasador, przekazuje je rodzinie zmarłego prezydenta. Albo umieszcza w muzeum poświęconym tej tragedii. Może Polacy zdecydują, by umieścić je na pomniku poświęconym ofiarom katastrofy, jeśli w Smoleńsku taki powstanie?
Zastanawia się, jak zwrócić orła białego polskim władzom. Deklaruje, że napisze list do Ambasady RP w Moskwie i przekaże tam godło.
[srodtytul]Pomnik dla Polaków [/srodtytul]
Społeczny projekt pomnika, który miałby stanąć w miejscu tragedii, już powstał. Jego autorem jest były pilot ze Smoleńska Aleksandr Koronczik, obecnie energetyk na lotnisku Siewiernyj. Pokazuje komputerową prezentację: wielka polska flaga okolona promenadą, przed nią krzyż, nachylony pod kątem. – Przestrzennie jest pomyślany tak, by flagę było widać z nieba, z lecącego samolotu. A pochylony krzyż symbolizuje ostatnią drogę samolotu – tłumaczy.
Pamiętam Koronczika, jak w dniu katastrofy, stojąc przy bramie lotniska, namawiał stróżów prawa, by chociaż pokazali zdezorientowanym dziennikarzom drogę do miejsca wypadku. Potem cały czas pomagał. Stojąc po kolana w błocie, dociekał – na podstawie ściętych przez samolot drzew – co mogło być przyczyną katastrofy. Co go skłoniło do zaprojektowania pomnika? – Nie wymyślałem go, po prostu go zobaczyłem – mówi. – Po katastrofie wszyscy byliśmy Polakami, ta wiadomość nami wstrząsnęła.
Koronczik nie kryje, że Polska jest mu bliska – pochodzi spod białoruskiego Grodna. – Słyszałem, że Polacy myślą o zbudowaniu pomnika ofiar w Katyniu. Ale moim zdaniem on powinien stanąć tam, gdzie wydarzyła się tragedia – przekonuje. – Na razie jednak cisza, nic nie wiadomo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA