fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Medale rozdawała pogoda

Fotorzepa, Paweł Nowak PN Paweł Nowak
- Właściwie wszyscy z mojej grupy startowej nie odegrali roli w tym biegu - mówi Tomasz Sikora o straconej szansie w biegu sprinterskim
[b]Rz: Chyba nie tak wyobrażał pan sobie pierwszy występ w Whistler?[/b]
[b]Tomasz Sikora:[/b] Cóż zrobić, nie po raz pierwszy natura pokrzyżowała szyki najmocniejszym. Właściwie wszyscy z mojej grupy startowej nie odegrali roli w tym biegu. Na podium stanęli ci, którym nie przeszkodził śnieg, więc można chyba powiedzieć, że medale w sprincie rozdała pogoda. Owszem, Norweg Svendsen to klasa światowa, ale tym razem miał jeszcze sporo szczęścia, bo startował na początku, z nr. 10.
[b]Po pierwszym, bezbłędnym strzelaniu był pan szósty. Zapowiadały się wielkie emocje...[/b]
Też miałem takie nadzieje. Narty jechały dobrze, deszcz, który zaczął padać zaraz po starcie, też mi nie przeszkadzał. Ale już w połowie pierwszego koła zacząć sypać gęsty śnieg i nie przestał aż do mety. Nie miałem szans, by coś zrobić w tych warunkach. Dwa pudła na drugim strzelaniu to efekt słabej widoczności i braku stabilności całej sylwetki. Na dywanikach, na których ustawiamy się do strzelania, było sporo śniegu. Narty podjeżdżały, odjeżdżały, widziałem, jak Niemiec Michael Greis się męczył. Czułem, że też będę miał problemy, i miałem.
[b]Słynny Ole Einar Bjoerndalen, który miał aż cztery niecelne strzały, pobiegł bardzo szybko, pan znacznie wolniej.[/b]
Narty przestały jechać. Na zjazdach musiałem pracować kijkami tak jak na podbiegach, by nie polecieć na głowę. W normalnych warunkach te dwie rundy karne na pewno odrobiłbym znacznie szybciej, a tak męczyłem się strasznie. Zresztą nie ja jeden.
[b]Na razie Whistler nie jest dla pana szczęśliwe. W sobotę zamiast trenować sporo czasu spędził pan na kontroli dopingowej...[/b]
Nie chce mi się o tym mówić, bo na samą myśl o tym trzęsę się ze złości. Nie mam nic przeciwko ściganiu dopingowiczów, kontroli niech będzie jak najwięcej, ale nie mogą one rujnować czterech lat przygotowań. W tym czasie miałem przecież szalenie istotny trening, mógłbym przetestować narty, spędzić trochę czasu na strzelnicy, przebiec trasę. A pobrano tak dużo krwi, że zgodnie z zaleceniami lekarzy miałem co najmniej pół godziny leżeć w łóżku, by nie zemdleć. Faktycznie czułem się słabo. To już druga kontrola w Vancouver i drugi też raz pobrano mi tyle krwi.
[b]Czy w tej sytuacji maleją pana szanse na dobre miejsce w biegu łączonym?[/b]
Chyba tak, straty są spore, ale będę walczył do końca na każdym dystansie, bo na koniec jest przecież bieg masowy, do którego trzeba się kwalifikować.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA