fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Prymas był jak ojciec

Maria Okońska
Rzeczpospolita, Paweł Woldan Paweł Woldan
W poniedziałek w TVP 1 o 20.20 na Scenie Faktu Teatru TV premiera spektaklu „Prymas w Komańczy” Pawła Woldana. Jego bohaterka, dziś 90-letnia Maria Okońska, przez 39 lat była bliską współpracownicą prymasa Stefana Wyszyńskiego. Poznali się w 1942 roku.
– Nigdy nie zwracałam się do niego: „księże profesorze”, tylko od razu mówiłam „ojcze” – wspomina Maria Okońska w rozmowie z „Rz”. – Wcześniej ogromnie tęskniłam za ojcem. Mojego nie zdążyłam poznać, zginął, zanim się urodziłam. W 1920 poszedł jako ochotnik bić się za Polskę. Mama, która była wtedy ze mną w ciąży, powiedziała mu: „Idź, Polska ważniejsza niż ja”.
Jeszcze jako nastolatka od wybuchu II wojny światowej Maria Okońska prowadziła pracę konspiracyjną, krzewiąc ideał duchowości wśród rówieśniczek. We wspomnieniach napisała: „przyszło zrozumienie, że walczyć o wolność Polski i budować nową Polskę to znaczy wychowywać siebie i innych”. Równocześnie studiowała na tajnych kompletach – polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim oraz psychologię i pedagogikę na Uniwersytecie Poznańskim.
W 1942 roku ks. prof. Stefan Wyszyński, specjalista nauk społecznych, pełnił posługę w Zakładzie dla Ociemniałych w podwarszawskich Laskach. 22-letnia Okońska przyjechała do niego z grupą najbliższych koleżanek, prosząc o duszpasterską opiekę nad nimi i ich planem. Dwa miesiące wcześniej w konspiracji stały się Ósemką, grupą, która postanowiła zmieniać świat na lepsze, zakładając instytucję wychowawczą dla młodych kobiet potrzebujących wsparcia. Za swój program przyjęły osiem błogosławieństw. Chciały stworzyć Miasto Dziewcząt – także w dosłownym tego słowa znaczeniu – z instytucjami publicznymi, jak szkoły czy placówki kulturalne. Listopadowe spotkanie ze Stefanem Wyszyńskim okazało się początkiem długoletniej współpracy. Przyjął obowiązki kierownika duchowego Ósemki, głosił dla nich rekolekcje, wspierał. Spotykali się regularnie.
W czasie powstania warszawskiego, dziewczyny z Ósemki stworzyły powstańczy punkt modlitwy i zostały zaprzysiężone jako żołnierze łączniczki Armii Krajowej. Po wojnie kontynuowały działalność – m.in. organizowały obozy dla dziewcząt, propagując chrześcijańskie idee. To nie podobało się komunistycznym władzom, które w 1948 roku aresztowały na kilka miesięcy Okońską. Opuściła więzienie po interwencji Stefana Wyszyńskiego, wówczas biskupa lubelskiego. Z kolei, gdy on został internowany jako prymas we wrześniu 1953 roku, Okońska złożyła ślubowanie, że nie opuści Jasnej Góry, dopóki prymas nie zostanie uwolniony. Na wyraźne polecenie władz kościelnych odwiedzała go w czasie ostatniego okresu odosobnienia w Komańczy. Powierzono jej ważną misję – przekazanie Wyszyńskiemu prośby o napisanie nowych Ślubów Jasnogórskich na trzechsetną rocznicę tych złożonych przez króla Jana Kazimierza. Zadanie wykonała.
Po uwolnieniu prymasa współpraca między nim a Ósemką funkcjonującą już jako Instytut Świecki Pomocnic Maryi Jasnogórskiej (później Instytut Prymasowski Ślubów Narodu) jeszcze się zacieśniła. Od 1969 roku główną siedzibą Instytutu stał się dom w Choszczówce, do którego regularnie na wakacje przyjeżdżał wypoczywać prymas. Do dziś w pokoju, który zajmował, stoi na stole kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, którą wszędzie ze sobą zabierał.
– Nawet do Watykanu – podkreśla 90-letnia Maria Okońska, która do dziś mieszka w sąsiednim pokoiku.
Od 1957 roku aż do śmierci prymasa w 1981 roku była też pracownicą jego Sekretariatu. Jest autorką ponad 10 tysięcy jego zdjęć, które spoczywają w archiwach Instytutu. Pamięta doskonale chorobę i odchodzenie prymasa Wyszyńskiego, jego ostatnie rozmowy z Janem Pawłem II, gdy był już tak słaby, że nie mógł podejść do telefonu i trzeba było przedłużać kabel telefoniczny, by mogli ze sobą rozmawiać.
Instytut do dziś upowszechnia dzieło Prymasa Tysiąclecia, wydaje jego teksty i książki, prowadzi wydawnictwo Soli Deo.
Mimo swych 90 lat Maria Okońska jest w świetnej formie - ciągle pracuje, czyta. Tylko chodzić nie lubi.
- Nigdy nie byłam łazikiem jak Ojciec prymas - śmieje się i przyznaje - Nie czuję swojego wieku. Jestem żywiołowa, a to daje energię. I ciągle świat mnie zachwyca.
[i]więcej w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej” [/i]
Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA