Film

Klatka po klatce – odkrywamy wytwórnię

Korytarz ścinalni po brzegi wypełniony jest pudełkami z filmami
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Skończyła 60 lat i jest jedną z największych w Polsce. Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych zna każdy filmowiec, ale nie każdy warszawiak. Jej wnętrza kryją tajemnice.
Sześćset metrów taśmy. Taką długość ma 20 minut filmu. A my tu dziennie możemy zrobić 15 – 20 kopii – mówi Grażyna Arwar z Laboratorium Filmowego i prowadzi nas w głąb pawilonu nr 21. To jeden z 30 budynków mieszczących się na siedmiohektarowym terenie przy Chełmskiej 21.
Wchodzimy do hali, gdzie wywoływane są negatywy. Wokół, jak na fabrykę filmów przystało, huk aparatury i woń środków chemicznych. – Teraz pewnie rozumiecie, czemu prace związane z powstawaniem filmu nazywane są produkcją – mówi Magda Michalska, rzeczniczka WFDiF. Wchodzimy do pracowni, w której na bieżąco sprawdzana jest stabilność obróbki taśmy. Poza komputerami stoją tu probówki, flakony, wagi. Znalazło się też miejsce na choinkę.
[srodtytul]10 mln metrów taśmy[/srodtytul] – A tu macie „pralnię” – mówi pani Grażyna, otwierając drzwi do pomieszczenia, w którym taśmy przechodzą odświeżające kąpiele. – Przed kopiowaniem oczyszczamy je z pyłków, m.in. za pomocą ultradźwięków. Żeby dostać się do ścinalni, musimy przejść wąski korytarz zastawiony pudełkami z filmami. – W tym miejscu przechowujemy niepotrzebne taśmy. Do czasu, gdy producent nie wyrazi zgody na ich utylizację – tłumaczy wiceszefowa Laboratorium Filmowego. Wewnątrz pracowni, nad otoczonym rolkami stołem, pochyla się Elżbieta Kossek, podobnie jak pani Grażyna od 35 lat pracująca w branży filmowej. Skrupulatnie, klatka po klatce przegląda zwiastun nowego filmu. Taśmę skleja tradycyjną metodą: ręcznie, pędzelkiem. Godzina pełnometrażowego filmu to ok. 600 takich sklejek. Laboratorium obsługuje obróbkę ok. 70 proc. polskich produkcji. Co roku wywoływanych jest ok. 10 mln metrów taśmy filmowej, powstaje ponad 1000 kopii seryjnych do fabuł i 320 tys. kopii kinowych reklam i zwiastunów. Na początku – w latach 50. i 60. – wytwórnia produkowała głównie dokumenty, w tym „Polską Kronikę Filmową”. W latach 70. pełną parą ruszyła produkcja innych form: od „Wesela” Wajdy, przez „Dekalog” Kieślowskiego, po „Galerianki” Rosłaniec. – Zmieniają się rynek, technika, sprzęt, ale przed festiwalem w Gdyni zawsze jest u nas gorąco – mówi pani Grażyna. I jeszcze jedno nie zmienia się od dziesięcioleci: – Gdy któryś z robionych przez nas filmów, tak jak „Piotruś i wilk”, dostaje Oskara, radości nie ma końca. [srodtytul]Wokół „M-20”[/srodtytul] W tym samym pawilonie, co Laboratorium, mieści się Zakład Techniki Zdjęciowej. Odkąd weszły techniki cyfrowe, współpraca obu działów zacieśnia się. – Tu skanuje się negatywy. Każda klatka wymaga precyzji, więc czasem nad dziesięciogodzinnym materiałem pracuje się nawet kilka tygodni – mówi Marek Sikorski, kierownik zakładu. Z montażowni przechodzimy do pracowni korekcji barwnej. – Właśnie pracuję nad „M-20” Macieja Wojtyszki – mówi Jarek Migała, demonstrując nam różnice w obrobionym już materiale i nieobrobionym. – Korekta trwa dwa tygodnie. Przygotowane filmy trafiają z powrotem do Laboratorium. Są tam ponownie zapisywane na taśmie albo kopiowane cyfrowo. [srodtytul]Dźwiękowe sztuczki[/srodtytul] – To bałagan w pełni kontrolowany – mówi Wojciech Hamer, kierownik Zakładu Montażu i Dźwięku, niepewnie uchylając drzwi do studia S2, w którym nagrywane są właśnie efekty dźwiękowe do „M-20”. W środku przestronnego, wyciszonego, zawalonego różnymi przedmiotami (od butów, po kuwety z piaskiem) pomieszczenia praca wre. – Musimy oddać każdy dźwięk – mówi Dorota Pawelec i pochyla się nad rozsypanym na podłodze mokrym piachem. – Gdy jest wilgotny, to mniej szeleści – mówi. – I trzeba chodzić po nim bez spodni, żeby nie powodować niepotrzebnych szumów – zdradza Maciek Krakówka. Dodaje on, że dźwięki z ekranu zawsze są bardziej słyszalne, niż te na co dzień. – Dlatego czasem musimy oszukiwać i na przykład tupot końskich podków zastępować dźwiękiem rozciętego na pół kokosa. Opowieść o ekranowych sztuczkach ucina mu pan Wojtek. – Musimy mieć swoje tajemnice – śmieje się i prowadzi nas do jednego z najbardziej reprezentatywnych miejsc wytwórni – synchronizacyjnego studia S1. Tu miksuje się dźwięki w systemach Dolby i DTS. – Cicho, cicho. Potrzebujemy jeszcze dziesięciu minut – rozmowę przerywa nam prośba siedzącego przy konsoli operatora dźwięku. Trwa praca nad polską wersją zagranicznej animacji. Czuwa nad nią Miriam Aleksandrowicz, jedna z najbardziej znanych reżyserek dubbingu. – Największym wyzwaniem jest wyciąganie polskich słów. Kaczora Donalda w oryginale da się bez problemu zrozumieć, ale po polsku wcale nie jest tak łatwo – mówi. – Dziennie jesteśmy w stanie zrobić około 15 – 20 minut dubbingu – mówi Tomasz Dukszta, członek międzynarodowej organizacji Cinema Audio Society. Na koncie ma on pracę nad ok. 150 filmami. – Kiedyś dokładnie liczyłem, dziś straciłem rachubę – mówi. Rachubę stracił też Aleksander Musiałowski, reżyser dźwięku, członek Europejskiej Akademii Filmowej. – Wybieram duble, dodaję pogłosy, usuwam szumy – wymienia. – Każda kamera, nawet nowoczesna, wydaje dźwięk, a są jeszcze lampy i tym podobne. Wszystkiego trzeba się pozbyć – dodaje. [srodtytul]Filmowe połączenie[/srodtytul] Przy Zakładzie Montażu i Dźwięku działa też Fonoteka – archiwum nagrań muzycznych i efektów dźwiękowych, w którym znajdują się m.in. oryginalne nagrania z czasów II wojny światowej. Sam zbiór muzyczny to ponad 1000 godzin muzyki klasycznej, rozrywkowej, ludowej, w tym największe w Polsce archiwum polskiej muzyki filmowej – od Komedy, przez Kilara, do Lorenca. W pozostałych halach WFDiF mieszczą się m.in. Zakład Budowy Dekoracji i Zakład Inscenizacji oraz siedziby 40 firm i instytucji filmowych. Od nowego roku „60-latkę” czeka duża zmiana. Zgodnie z wolą Ministerstwa Kultury, potencjał stołecznego przemysłu filmowego ma się wzmocnić przez połączenie WFDiF z wytwórnią Czołówką. Nie rozwiązuje to jednak problemów z terenem przy Chełmskiej. Miasto deklaruje, że wycofa się z planów burzenia części wytwórni, które wywołały tak głośne protesty. Czy dotrzyma słowa? Tego dowiemy się, gdy wreszcie przedstawi nowy plan zagospodarowania Sielc.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL