Film

Do Berlina, Gdyni, Los Angeles – po pomysł i sukces

Na planie "Lęku wysokości"
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Mijający rok należał do nich. Młodzi filmowcy wyrwali się z poczekalni. Nie wystarczyły im festiwale i sekcje przeznaczone specjalnie dla nich. Sięgnęli po więcej. Pokazali się w kraju i za granicą. Teraz niektórzy z nich powalczą o Oscara. I… zadebiutują.
Borys Lankosz (rocznik 1973)– triumfator 2009 roku, pełnometrażowy fabularny debiut ma już za sobą. Przed nim przedoscarowa promocja „Rewersu” w Stanach. Bartek Konopka (1972), który dokumentem o upadku muru berlińskiego, najpierw zaskoczył Niemców a potem zaintrygował oscarowych selekcjonerów (jego „Królik po berlińsku” trafił na tzw. skróconą listę do nominacji), teraz skupia się przede wszystkim na swojej pierwszej pełnometrażowej fabule - „Lęku wysokości”. Jest już po zdjęciach. Podobnie jak inny debiutant – Jan Komasa (1981), reżyser, który zwrócił na siebie uwagę nowelą „Warszawa” w debiutanckiej trylogii „Oda do radości” (m.in. Nagroda Specjalna Jury, Gdynia 2005).
[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/362784,14,413425.html]Zobacz galerię zdjęć z planu filmu "Lęk wysokości"[/link] [/wyimek] Lankosz, Konopka, Komasa swoje pierwsze pełnometrażowe fabuły mogli zrealizować dzięki, wspierającym debiutantów, studiom filmowym. „Rewers” i „Sala samobójców” powstały w reaktywowanym przez Jerzego Kapuścińskiego Kadrze. „Lęk wysokości” – w Studiu im. Andrzeja Munka .
Poza warszawskimi studiami swój pełnometrażowy fabularny debiut nakręcił Marek Lechki (1975), twórca nagradzanej średniometrażowej fabuły „Moje miasto” (2002). Jego „Erratum” również będzie mieć premierę w 2010 roku. [srodtytul]Zrozumieć i pokonać lęk[/srodtytul] Warszawiak Jan Komasa „Salę samobójców” – rozgrywającą się także w wirtualnym świecie, historię zagubionego osiemnastolatka – w przeważającej części kręcił poza stolicą. Bartek Konopka, który w filmie wysyła swojego bohatera na Śląsk, realizował zdjęcia głównie w Warszawie. Dlatego to właśnie jego ekipie towarzyszyliśmy podczas pracy. Jednym z najbardziej emocjonujących okazał się dzień, w którym filmowcy na chwilę wrócili w przeszłość. W lata 80. [srodtytul]Życie niczym łach[/srodtytul] Na osiedlowym podwórku - poruszenie. Z jednego z okien mężczyzna wyrzuca ubrania, drobne sprzęty, w końcu walizkę. Leżące bezładnie rzeczy próbuje zgarniać kobieta. Pomaga jej kilkuletni chłopiec. – Moja bohaterka chce zabrać syna i wyjechać. Jej mąż protestuje. Sposób w jaki to robi, jest jednym z sygnałów, że dzieje się z nim coś niedobrego – tłumaczy, grająca matkę Dorota Kolak . – Po kilku latach pracy w Niemczech, na tzw. saksach żona postanawia opuścić rodzinę. Mężczyzna nie może tego znieść. Taki opis sceny byłby najprostszy, ale stoi za nim coś znacznie poważniejszego – zapewnia Krzysztof Stroiński, wcielający się w postać ojca. – To nie tylko predyspozycja bohatera do choroby, zazdrość o kobietę czy żal, że życie nie wygląda tak, jak planował. Gdybyśmy tylko tak do tego podeszli, historia byłaby banalna. Tymczasem to, co widzimy jest zaczątkiem dramatu. Czymś, co po latach , gdy bohaterowie wrócą do tej sceny we wspomnieniach, pozwoli im zrozumieć podłoże zmian, jakie zaszły w ich rodzinie, w nich samych – dodaje. W filmie, który reżyser i zarazem scenarzysta Bartek Konopka, chętnie plasuje „gdzieś pomiędzy „Rain Manem” a „Inwazją barbarzyńców”, do ostatecznych rozstrzygnięć między bohaterami dochodzi we współczesnych realiach. Młody reporter telewizyjny, grany przez Marcina Dorocińskiego, dowiaduje się, że jego ojciec trafił na oddział psychiatryczny. Początkowo nie chce w to uwierzyć. Z czasem, gdy zaczyna analizować przeszłość, znajduje przyczyny załamania ojca. Dochodzi do wniosku, że jest być może jedyną osobą, która mogłaby mu pomóc. Wymaga to jednak poważnych zmian w jego dotychczasowym życiu. – Właśnie otwiera się przed nim szansa kariery, otrzymuje pracę w telewizji i ciekawe zadania, a musi zdecydować, czy zostać w Warszawie czy też rzucić pracę i jechać do ojca na Śląsk – dopowiada druga reżyserka filmu, Anna Wydra. [srodtytul]Zagubiony w samym sobie [/srodtytul] Tymczasem na planie dochodzi do kolejnej awantury. Mężczyzna wykrzykuje coś przez okno. Znów lecą w dół przedmioty. – Bardzo trudno mi na ten temat mówić, bo to delikatna sfera życia, jak każda choroba – komentuje zachowanie bohatera, Krzysztof Stroiński. Przygotowania do roli trwały, jak na polskie warunki, długo. Obejmowały rozmowy ze specjalistami, lektury z zakresu psychiatrii i psychologii. – Krzysiek jest amerykańskim typem aktora. Wchodzi w rolę, nie zajmuje się niczym innym, żyje postacią, patrzy na ludzi, czyta książki, szuka też bohatera w sobie. Bardzo dużo daje z siebie – podkreśla reżyser. – Wszystko to były działania, które miały nas uspokoić, że nie popełniamy podstawowych merytorycznych błędów, natomiast cały ciężar roli polega na niezwykle skomplikowanym życiu uczuciowym tego człowieka – zapewnia Stroiński. – Mój bohater nie zrealizował swoich ambicji. Życie go przerosło, wymknęło mu się z rąk. I z powodu tego przesilenia trafił do szpitala. Od tego momentu zainteresował się nim syn. Po wielu latach nie widzenia się. Na tym etapie ich poznajemy, obserwujemy jak on z tą choroba się zmaga i jak głównym, najważniejszym terapeutą okazuje się właśnie jego syn. Znajdują drogę do siebie. To w końcu syn odkrywa sposób na rozwiązanie, przynajmniej częściowo, problemów ojca – podsumowuje aktor. – Tytułowy „lęk wysokości” rozumiem jako strach przed przekraczaniem kolejnych granic: życiowych, rodzinnych, miłosnych, zawodowych, ale też granic sztuki. W naszym filmie wszyscy bohaterowie są blisko granicy. Nawet dziecko – dodaje Dorota Kolak. [srodtytul]Jak ojcem z synem[/srodtytul] Bartek Konopka mówi, że „Lęk wysokości” jest dla niego projektem ważnym także z powodów osobistych. Dlatego wszystko musi tu zagrać. Dlatego tak istotna była obsada. Opowieść tak mocno czerpiącą z ukrytych emocji i psychologicznych niuansów mogli udźwignąć jedynie najlepsi aktorzy. Film opiera się na postaciach ojca i syna. Obie role zostały napisane z myślą o konkretnych aktorach. – Mówimy, upraszczając, że to film psychologiczny. W tym sensie, że opowiada o postaciach, o konflikcie, który jest między nimi. Ich relacje, spojrzenie na świat, na ludzi, zmieniają się w trakcie rozwijania się tej historii. Dlatego tak ważni są tu: Krzysztof Stroiński i Marcin Dorociński. Nim weszliśmy na plan, długo się spotykaliśmy, pracowaliśmy nad konstrukcją ich ról – wspomina Konopka. Postać kreowaną przez Stroińskiego znakomicie dopełnił Dorociński. Reżyser mówi, że znalazł u niego zarazem temperament, siłę jak i delikatność. Obaj bohaterowie są wrażliwymi facetami, którzy mogliby świetnie ułożyć sobie relacje. I byliby bardzo optymistyczną, wzruszającą parą. Natrafiają jednak na przeszkody, trudności, których nie są w stanie pokonać. I pojawia się w ich wizerunku, i w ich życiu, rysa. Skomplikowana relacja między ojcem i synem nie byłaby pełna, gdyby nie kobiety. Matka, którą gra Dorota Kolak (nagrodzona na tegorocznym festiwalu polskich filmów za rolę matki dorosłego syna w "Jestem twój" Mariusza Grzegorzka) i Magda Popławska, która wcieliła się w postać żony głównego bohatera. [srodtytul]Kierunek Los Angeles[/srodtytul] „Lęk wysokości” trafi do kin prawdopodobnie jesienią. Początek 2010 roku Bartek Konopka spędzi w montażowni. Tu też zastanie go decyzja amerykańskiej Akademii. 2 lutego okaże się, czy jego średniometrażowy dokumentalny film „Królik po berlińsku”, o którym było tak głośno w 2009 roku, znajdzie się wśród pięciu nominowanych do Oscara tytułów. – Miło byłoby pojechać do Los Angeles. A z nominacją łatwiej byłoby też w Berlinie, gdzie planujemy oficjalną premierę „Królika…” – mówi. Skomasowaną promocję, polska producentka filmu szykuje na Wielkanoc. Z okazji rocznicy upadku muru film – który z tak nietypowej i zarazem oryginalnej perspektywy pokazał obalenie dawnego systemu politycznego – był wyświetlany w kilku europejskich stacjach telewizyjnych, które go współfinansowały. Na Barbórkę trafił do polskich kin. Razem z plastelinową animacją Izabeli Plucińskiej „Esterhazy”. Teraz, zdaniem twórców „Królika…” czas, by dotarł on także do niemieckich kin. Trzymamy kciuki za naszych kandydatów do oscarowych nominacji. Poza „Rewersem” i „Królikiem po berlińsku” jest jeszcze animowany krótkometrażowy "Kinematograf" Tomka Bagińskiego.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL