Kraj

Pomysł PO na zamknięcie afery?

Zbigniewa Wassermanna pytano na komisji hazardowej m.in. o wynagrodzenie Józefa Blassa od firmy GTech. Pretekstem był fakt, że kiedy wybuchła afera związana z tymi pieniędzmi, poseł PiS był prokuratorem krajowym
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Jeśli komisja wezwie Józefa Blassa, może to doprowadzić przed jej oblicze prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Śledczy z komisji badającej aferę hazardową zamierzają wezwać jako kolejnego świadka Józefa Blassa, amerykańskiego biznesmena i naukowca polskiego pochodzenia. To może doprowadzić przed jej oblicze ludzi z otoczenia Lecha Kaczyńskiego, a nawet samego prezydenta. Wszystko z powodu spotkań Blassa z prezydentem i jego współpracownikami.
– To ciekawy temat – przyznaje Sławomir Neumann, poseł PO z komisji. Dodaje, że nie wiadomo, czy da się przesłuchać Blassa, gdyż ten może nie mieć polskiego obywatelstwa. – Natomiast wezwanie prezydenta jest ostatecznością, bo my możemy go wezwać, a on jak Kwaśniewski odmówić – mówi. – Duże znaczenie będzie miało przesłuchanie Roberta Draby, który jako prezydencki minister pisał opinie na temat wideoloterii. [srodtytul]Cel: prezydent[/srodtytul]
Blass wyemigrował do USA w 1968 r. Dzięki temu, że zrobił wielką karierę w nauce i biznesie, mógł ufundować setki stypendiów dla młodych naukowców z Polski. Między innymi za te zasługi odznaczył go prezydent Aleksander Kwaśniewski. Blass od kilkunastu lat współpracuje z firmą GTech (to amerykański operator systemów elektronicznych Totalizatora Sportowego). W jej imieniu miał „monitorować” interesy firmy w Polsce. Sprawa tej współpracy powróciła kilka tygodni temu. Prokuratura wznowiła śledztwo zawieszone w 2001 r., a dotyczące wypłacenia Blassowi przez GTech 20 mln dolarów za doradzanie przy negocjowaniu kontraktu z Totalizatorem Sportowym w 2001 r. Ta kwestia bardzo zainteresowała posła PO Jarosława Urbaniaka, który pytał o nią Zbigniewa Wassermanna podczas poniedziałkowego przesłuchania. Urbaniak sugerował związek Wassermanna z tą sprawą, poseł PiS bowiem był prokuratorem krajowym w czasie, gdy zaczęła się afera z tymi 20 milionami. Jednak zdaniem naszych rozmówców nie o Wassermanna tu chodzi. Celem dla śledczych jest Lech Kaczyński, który zna Blassa od dziesięciu lat. Jako prezydent z grupą współpracowników spotkał się z nim w lutym 2006 r. Według oficjalnych zapewnień Kancelarii Prezydenta miało to związek z zasługami Blassa we wspieraniu polskich stypendystów w USA. Rozmowa miała też dotyczyć systemów emerytalnych, czym prof. Blass zajmował się w swej pracy naukowej. Nie dowierzają temu śledczy PO. – Trzeba wyjaśnić, ile było takich spotkań i czy rozmowa z Blassem miała wpływ na kształt opinii Draby – mówi Neumann. Inny polityk PO: – Ta sprawa ma dla nas jeszcze inne znaczenie. Gdy ktoś zażąda konfrontacji Donalda Tuska z Mariuszem Kamińskim (byłym szefem CBA – red.), my będziemy mogli odpowiedzieć żądaniem skonfrontowania prezydenta z Blassem. Lecz nawet i bez konfrontacji wymienienie nazwiska Kaczyńskiego stawia prezydenta w trudnej sytuacji. Odmowa stawienia się przed komisją – do czego ma prawo – narazi go na zarzut ukrywania prawdy. Co z pewnością będzie wykorzystywane w kampanii prezydenckiej. [srodtytul]Szykuje się jatka[/srodtytul] – Mimo wszystko dla nas nie będzie źle, gdy Platforma ruszy Blassa. To będzie piękna katastrofa – mówi osoba z otoczenia prezydenta. Polityk PiS ma na myśli szerokie koneksje profesora. Aby uderzyć Lecha Kaczyńskiego, PO narazi się wielu wpływowym środowiskom, także poza Polską. – Wiem, że będzie jatka, ale my musimy robić swoje – zarzeka się Neumann. Koneksje Blassa biorą swój początek w warszawskim liceum Gottwalda, gdzie razem z nim w jednej klasie uczyli się laureat Oscara Allan Starski, Wanda Rapaczyńska, Jan Tomasz Gross, Marek Borowski, Jan Lityński, prezes PAN i doradca prezydenta Michał Kleiber (to on był głównym łącznikiem między Blassem i Kaczyńskim), prezes BPH Józef Wancer. Do tego trzeba dodać kolegów z Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności – Helenę Łuczywo, Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, byłego szefa czeskiego MSZ Józefa Zieleńca. Jego dobrymi znajomymi są też George Soros i Aleksander Smolar. Czy kierownictwo PO odważy się na wojnę na nowym froncie? – Przyjaciele Blassa to tzw. salon. Ale dzisiaj nie mają politycznego znaczenia, więc uderzenie w tę stronę jest możliwe – ocenia jeden z liderów PO. Inny wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO jest bardziej ostrożny: – Tusk może to zrobić, bo gra o prezydenturę, więc każdy cios w Kaczyńskiego ma swoją wartość. Natomiast Schetynie nie byłoby na rękę. On się boi, że sprawa wymknie się spod kontroli, więc woli minimalizować straty. Zdaniem tego polityka Grzegorz Schetyna będzie naciskał na przewodniczącego komisji, by ten jak najszybciej wypchnął aferę z Sejmu. Potwierdza to też Janusz Palikot: – Słyszałem, że Mirosław Sekuła chce w styczniu narzucić tempo prawie codziennych przesłuchań, by jak najszybciej trafiło to gdzie indziej. Np. do prokuratury. O swojej chęci złożenia zeznań już w styczniu mówił też w środę Tusk. Premier dodał, że nie zgadza się z przewodniczącym komisji co do wykluczenia z niej posłów PiS. Ale od razu zaznaczył, że nie musi mieć w tej kwestii racji oraz że ufa Sekule. [srodtytul]Komisja się spieszy[/srodtytul] Motywacje do pośpiechu są dwie. Pierwsza: majowy kongres PO. Schetyna obawia się, iż zarzut uwikłania w aferę zostanie wykorzystany przeciw niemu, gdy będzie się ubiegać o którąś z partyjnych godności. Druga: pogodzenie się z tym, że nie da się obronić uwikłanych w aferę polityków PO, nie tylko Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego. Stąd pomysł, by podzielić się odpowiedzialnością z innymi partiami. – My już ponieśliśmy koszty. Zapewniam, że nie będzie taryfy ulgowej dla ludzi z PO, ale rolę wielu osób z PiS i SLD też trzeba wyjaśnić – mówi Sebastian Karpiniuk, poseł Platformy. Zanim jednak dojdzie do sprawy Blassa, będzie trwało „grillowanie” posłów PiS. Platforma zapowiada, że Wassermann może być wzywany na przesłuchania wielokrotnie. Podobnie Beata Kempa. – PO zależy na kompromitacji komisji, by nie doszło do przesłuchania Chlebowskiego, Tuska i Schetyny – mówi rzecznik PiS Mariusz Błaszczak. Pytany o dalsze plany jego partii, odpowiada, że PiS najprawdopodobniej znów zgłosi Kempę i Wassermanna. W PiS jednak powoli zaczyna upowszechniać się pogląd, iż dalsze trwanie przy tych osobach jest realizowaniem scenariusza PO. Kierownictwo partii rozważało i inne warianty: bojkot prac komisji albo wprowadzenie następcy Wassermanna. – Boję się, że PiS się obrazi tak jak w komisji „Przyjazne Państwo” i wycofa się całkowicie. Mam nadzieję, że nie jest tak, iż PiS zależy na zniszczeniu tej komisji – mówi Bartosz Arłukowicz. Obawy posła Lewicy mogą wynikać też z tego, że i on może się stać obiektem „grillowania”. Według tygodnika „Wprost” w barze należącym do jego rodziców przeprowadzono już kontrolę w poszukiwaniu automatów do gier. Arłukowicz zapewnia, że takich urządzeń nigdy tam nie było.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL