Film

Artur i zemsta Maltazara **

Animowane wstawki są znakomite, ale nie rekompensują słabości scenariusza
Monolith
Dziesięcioletni Artur wraca do krainy Minimków, maciupeńkich elfów, a Luc Besson – na fotel reżysera. Choć zapowiadał, że pierwsza część przygód Artura będzie ostatnim filmem w jego karierze. Nie jest to powrót udany. „Zemsta Maltazara” pełni jedynie rolę przydługiego wstępu do finałowej odsłony trylogii.
Zobacz też:
[b]Ważne, czy masz dobre serce[/b] - [link=http://www.rp.pl/artykul/9131,412123_Wazne__czy_masz_dobre_serce.html]rozmowa Luca Bessona z Barbarą Hollender[/link] [link=http://www.rp.pl/galeria/107684,3,412123.html]Galeria zdjęć z filmu[/link]
Artur spędza z rodzicami wakacje u dziadków. W napięciu oczekuje, aż nadejdzie dziesiąta faza księżyca, która umożliwi mu powrót do królestwa Minimków i spotkanie z księżniczką Selenią. Jednak ojciec Artura, źle znoszący bliski kontakt z naturą (szczególnie z owadami), zarządza wcześniejszy powrót do domu. Na chwilę przed wyjazdem chłopiec dostaje od tajemniczego pająka ziarenko ryżu z napisem „Pomocy”. Nie ma wątpliwości, że Selenia i jego tyci przyjaciele są w niebezpieczeństwie. Dlatego postanawia się dostać do krainy Minimków, nawet wbrew woli rodziców. Nie podejrzewa, że wołanie o pomoc jest pułapką... Film otwiera pełna uroku scena zbierania przez Minimki owoców na ucztę dla Artura. W tej sekwencji Besson i graficy z jego studia udowadniają, że są w stanie konkurować z Hollywood. Tyle że później komputerowo wykreowany świat Minimków schodzi na dalszy plan. Dominują perypetie Artura na farmie rozegrane w konwencji filmu aktorskiego. Zamiast olśniewającej wizualnie baśni dostajemy sztampowe kino familijne, w którym animacja jest przerywnikiem. Gra aktorów razi sztucznością, a polski dubbing jeszcze to potęguje. Besson pokazuje w animowanych wstawkach nowe zakątki minimkowego mikroświata, ale te migawki nie rekompensują słabości scenariusza. Na dodatek, gdy akcja wreszcie się rozkręca, reżyser urywa opowieść. Rozumiem, że w ten sposób chciał zaostrzyć apetyty widzów na część trzecią. Z marketingowego punktu widzenia pewnie trafił w dziesiątkę, ale sam film na tym sporo stracił. [i]Francja 2009, scen. i reż. Luc Besson, dubbing: Kajetan Lewandowski, Ewa Kania, Daniel Olbrychski [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL