Ekonomia

Jeszcze nie czas na uwolnienie cen

Mariusz Swora, odchodzący prezes Urzędu regulacji energetyki
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Mariusz Swora, odchodzący prezes Urzędu Regulacji Energetyki: "Energa jako pierwsza firma spełniła nasze wymagania w swoim wniosku taryfowym."
[b]Rz: Czego odbiorcy energii mogą się spodziewać w 2010 roku?[/b]
Mariusz Swora: Ze względu na sytuację gospodarczą w przyszłym roku nie dojdzie do znaczącego wzrostu zapotrzebowania na energię, a to oznacza, że i ceny nie powinny rosnąć. Po spadku popytu, jaki miał miejsce w mijającym roku, o 4 – 5 proc., w 2010 r. wzrost może sięgnąć około 1 proc. [b]Czyli rachunki przeciętnego klienta – rodzin i firm – nie wzrosną znacząco?[/b]
Skoro na rynku hurtowym nie będzie wzrostu cen, a raczej możemy liczyć, że na rynku spotowym one spadną, to też podwyżki dla odbiorców powinny być minimalne. Najwyżej kilkuprocentowe. [b]Czy zgodę prezesa URE na wzrost opłat klientów indywidualnych gdańskiej Energi o 6,8 proc. można uznać za wyznacznik poziomu przyszłorocznych podwyżek?[/b] Energa jako pierwsza firma spełniła nasze wymagania w swoim wniosku taryfowym. Dostosowała kalkulacje do naszych oczekiwań i dlatego dostała zgodę na podniesienie opłat. Zatem inne firmy także mogą to zrobić. [b]Do waszych wymogów dostosują się państwowe spółki. Ale szwedzki Vattenfall i niemiecki RWE uważają, że nie muszą pytać prezesa URE o zgodę na podwyżki cen.[/b] Vattenfall i RWE są w specyficznej sytuacji, bo nie mają własnych źródeł wytwarzania i całą energię dla swoich klientów kupują na otwartym rynku. Obie firmy uważają ponadto, że zostały skutecznie zwolnione z obowiązku przedkładania taryf do zatwierdzania w grupie gospodarstw domowych. My jednak uznaliśmy, że rynek sprzedaży energii dla tej grupy odbiorców ciągle nie jest konkurencyjny, stąd obowiązek taryfowy. Te dwie spółki mogą się spodziewać decyzji przywracającej nakaz przedkładania taryf do zatwierdzenia. [b]Czy to oznacza, że w kolejnych miesiącach nadal nie będzie podstaw do całkowitego uwolnienia cen elektryczności?[/b] Na razie powodów do uwolnienia cen nie ma. Odbiorcy nie są do tego przygotowani. Ponadto mamy do czynienia z niedostatecznie płynnym i przejrzystym rynkiem hurtowym. Chciałbym wierzyć, że wraz ze zmianą prawa energetycznego i nałożeniem na elektrownie obowiązku sprzedaży energii przez giełdę ta sytuacja się zmieni. Istotne są również ułatwienia w zakresie zmiany sprzedawcy energii. Na razie to dla klientów indywidualnych wyzwanie. [b]Ministerstwo Gospodarki, które popiera szybkie uwolnienie cen elektryczności dla gospodarstw domowych, ma plan ochrony tzw. odbiorców wrażliwych, czyli najbiedniejszych. Co pan na to?[/b] Ochrona osób najbiedniejszych to tylko jeden z wielu warunków, które trzeba spełnić, by móc uwolnić ceny. [b]A czy nie obawia się pan, że na przełomie 2010 i 2011 r. uwolnienie cen jednak nastąpi? Zbiegnie się w czasie z realizacją kosztownych inwestycji w energetyce – nawet za 200 mld zł. Czy dla branży będzie to wygodny pretekst do wprowadzania kolejnych podwyżek?[/b] To uzasadnione obawy. Zawsze tak jest, gdy odbiorca jest słaby, a sektor mocny. Już od tylu lat mówimy o pieniądzach koniecznych na inwestycje, że wszyscy za nie przynajmniej kilka razy zapłaciliśmy, a efektów brak. Niestety, powstały tylko trzy nowe bloki w elektrowniach, ale za to energetyka ma pakiety socjalne, ośrodki wypoczynkowe, sponsoruje kluby sportowe.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL