Sylwetki

Ożywienie powróci w 2011 roku

Adam Góral
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
- Cięcie kosztów na dłuższą metę się nie sprawdza. Konieczne są inwestycje - mówi Adam Góral, prezes Asseco Poland
[b]"Rz":[/b] Czy branża informatyczna wróci na tory szybkiego wzrostu w przyszłym roku?
[b]Adam Góral:[/b] Osoby, które wierzą, że nasza branża znowu będzie rosła w tempie kilkunastu procent rocznie, będą zapewne rozczarowane przyszłym rokiem. Ze swojej strony nie oczekuję zwyżek. Myślę, że 2010 r. będzie zbliżony do obecnego. [b]Polska gospodarka przeszła przez kryzys bezboleśnie, a w 2010 r. ma rosnąć w kilkuprocentowym tempie. Skąd więc ten pesymizm?[/b]
Ostrożnie oceniam perspektywy na przyszły rok, bo widzę, że polscy menedżerowie nie decydują się na nowe inwestycje. Ich receptą na przetrwanie spowolnienia było cięcie kosztów. W dalszym ciągu jest to priorytet. Niechętnie sięgają za to do kieszeni. Innymi słowy, nie myślą o rozwoju swoich przedsiębiorstw, ale skupiają się na ochronie posiadanych zasobów i aktywów. Na dłuższą metę taka strategia się nie sprawdza. My jako przedstawiciele branży informatycznej trochę na tym cierpimy, bo klienci bardzo ostrożnie podchodzą do inwestycji w nowe rozwiązania. [b]Kiedy może się to zmienić?[/b] Mam nadzieję, że taka zachowawcza strategia wkrótce zmieni się w bardziej prorozwojową. Wierzę, że w pierwszym półroczu firmy rozpoczną przygotowania do większych projektów informatycznych, które mają szanse ruszyć w drugiej połowie roku. [b]Mówi pan o sektorze komercyjnym. A co z sektorem publicznym, który wciąż, mimo pokładanych w nim nadziei, skromnie wydaje pieniądze na informatykę?[/b] Chciałbym, żeby przyszły rok przyniósł prawdziwy przełom w tym obszarze. Liczę, że w 2010 r. pojawią się przetargi na duże systemy informatyczne dla administracji centralnej i samorządowej. Nie spodziewam się jednak, żeby już w następnym roku firmy informatyczne mogły dużo zarobić na tego typu projektach. To będą dopiero początki dużych wdrożeń, więc na prawdziwe pieniądze branża będzie musiała poczekać na lata 2011 – 2012. [b]Spółki IT od lat żyją nadziejami, że sektor publiczny wreszcie zacznie wydawać pieniądze na informatyzację. Czy pana optymizm nie jest na wyrost?[/b] To prawda, że czekamy na duże kontrakty w tym sektorze już od lat. Politycy działają pod dużą presją na przyspieszenie wydawania środków unijnych, które płyną do nas szerokim strumieniem, a które w dużej części przeznaczone są na inwestycje technologiczne. Zaniechania w tym obszarze mogą się na nich srogo zemścić przy następnych wyborach. Warto zatem zakasać rękawy i coś zrobić w tym kierunku. [b]Nie wszystkie firmy IT dotrwają do tego momentu. Kryzys nieco oczyścił rynek...[/b] Ale z drugiej strony większość przedsiębiorstw ma szanse wyjść z kryzysu wzmocniona. Wydaje mi się, że spowolnienie gospodarcze sprawiło, że w szeregu firm z naszej branży zaszły pozytywne zmiany. Menedżerowie musieli się zastanowić nad przyszłością swoich spółek i przemyśleć strategię na kolejne lata. Nie zajmowali się tym wcześniej, bo nie było takiej potrzeby. Rynek rósł i każdy znajdował na nim trochę miejsca dla siebie. Firmy dość swobodnie gospodarowały pieniędzmi. Obrastały w zbędne koszty. Teraz nadszedł dobry czas, żeby je przyciąć. Spółki pozbawione tego balastu, zrestrukturyzowane, mogą znacznie śmielej kreślić plany na przyszłość. [b]Przejdźmy do Asseco. Patrząc na wyniki spółki, nie widać, że światowa gospodarka przechodzi kryzys, a Polska zmaga się ze spowolnieniem.[/b] Żeby to osiągnąć, musieliśmy jednak bardzo ciężko pracować. Z drugiej strony wyniki pokazują, że nasze starania przyniosły pożądane owoce. To pozwala nam wierzyć, że w 2010 r. umocnimy się na pozycji lidera, jeśli chodzi o branżę informatyczną nie tylko w Polsce, ale w całym naszym regionie Europy. Portfel zamówień, który mamy na przyszły rok, wygląda bardzo obiecująco. [b]Niektórzy analitycy sugerują, że strategia szybkiego wzrostu Asseco poprzez akwizycje jest ryzykowna, bo trudno zapanować nad tak dużą grupą kapitałową, w skład której wchodzi już grubo ponad 100 podmiotów.[/b] Nie zamierzamy wracać ze ścieżki, na którą weszliśmy. W 2010 r. dalej chcemy rosnąć dzięki przejęciom. Rozmawiamy z wieloma firmami z różnych państw naszego kontynentu. Chcemy, żeby podmioty powstałe na ich bazie, np. Asseco South Western Europe,  powtórzyły sukces Asseco Slovakia czy Asseco South Eastern Europe i stały się wiodącymi graczami na rynkach, na których działają. [b]Kilka tygodni temu zapowiedział pan, że kolejnym po Europie kierunkiem ekspansji grupy Asseco będą Stany Zjednoczone.[/b] I nie straciłem wiary, że będziemy obecni na kontynencie amerykańskim. Musimy się jednak do tego dobrze przygotować. Dlatego 2010 r. przeznaczymy na nauczenie się tego rynku i wybranie firm, z którymi może być nam pod drodze. Nie planujemy, że w przyszłym roku dokonamy nań coś wielkiego. Z większymi ruchami poczekamy do 2011 r. [ramka]cv [b]Adam Góral[/b] Jeszcze pięć lat temu był jedynie prezesem niewielkiej firmy technologicznej z Podkarpacia (nosiła wówczas nazwę Comp Rzeszów). Obecnie kieruje największą spółką informatyczną nie tylko w Polsce, ale w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Skokowy rozwój Asseco Poland nie byłby możliwy bez przejęcia Softbanku, Prokomu czy finalizowanego w najbliższych dniach wchłonięcia ABG. W skład grupy wchodzi obecnie ponad 100 firm. Zdaniem analityków w 2009 r. obroty skonsolidowane Asseco sięgną ok. 3 mld zł, a zysk przekroczy rekordowe 350 mln zł. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL