Kraj

Komisja wciąż bez PiS

Szczególnie mocno iskrzyło, gdy pytania Zbigniewowi Wassermannowi zadawał Jarosław Urbaniak
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Przesłuchanie Zbigniewa Wassermanna zamieniło się we wzajemne połajanki
Wzajemne uszczypliwości, dogadywanie i oskarżenia – tak wyglądały zeznania Zbigniewa Wassermanna (PiS) przed Sejmową Komisją Śledczą do wyjaśnienia afery hazardowej.
Wassermanna wezwano przed komisję, bo gdy pełnił funkcję ministra koordynatora w rządzie PiS, wydał opinię w sprawie projektu zmian w ustawie hazardowej. Według polityków PO dyskwalifikuje go to jako członka tej komisji i dlatego na początku grudnia odwołali go z jej składu. – Nie mam się czego wstydzić i nie mam się z czego tłumaczyć. Wykonywałem swoje obowiązki jako minister koordynator służb specjalnych i działałem zgodnie z prawem – mówił przed komisją Wassermann.
Według posła PiS Platforma robi wszystko, by zagmatwać sprawę i nie dopuścić do wyjaśnienia afery. – To musi być w czyimś interesie. Ja dzisiaj zajmuję miejsce panów Sobiesiaka, Chlebowskiego, Drzewieckiego i innych – mówił polityk. Przesłuchanie Wassermanna przerodziło się w wymianę uszczypliwości między nim a politykami PO. Mocno iskrzyło zwłaszcza, gdy pytania zadawał mu Jarosław Urbaniak. Polityk PO chciał wiedzieć m.in.: jaki charakter miała znajomość Wassermanna z udziałowcami Casinos Poland? Czy rozmawiał o zatrudnieniu w spółce swojego doradcy? Dlaczego nie uwzględnił niektórych uwag CBA do projektu nowelizacji ustawy hazardowej. Poseł PiS kategorycznie zaprzeczył, by załatwiał pracę w zarządzie Casinos Poland byłemu współpracownikowi Zbigniewowi Macioszkowi. I podważał związek tych pytań z aferą hazardową. Mówił, że czuje się przez przesłuchujących upokarzany, i zapowiedział, że skieruje przeciwko Urbaniakowi wniosek do komisji etyki. Przy każdej okazji podkreślał, że zasiadający w komisji politycy PO nie mają wykształcenia prawniczego. Poseł Urbaniak nie pozostawał mu dłużny. Zarzucał Wassermannowi, że nie odpowiada na pytania, tylko je zadaje. – Bardzo się denerwuję, gdy ktoś nie odróżnia pytania od zdania oznajmującego – mówił Urbaniak. Komisja nie zdołała wczoraj przesłuchać posłanki Beaty Kempy (PiS), którą odwołano z komisji razem z Wassermannem. Jej przesłuchanie zaplanowano na 5 stycznia 2010 r. Tego samego dnia ma dojść do przesłuchania Wassermana, w niejawnej części posiedzenia. Wiele wskazuje jednak na to, że posłowie PiS do komisji śledczej nie wrócą. Według najnowszej opinii Biura Analiz Sejmowych ich powrót jest niemożliwy. Jak napisali w ekspertyzie prawnicy biura: „Członek komisji jest m.in. powołany do oceny wiarygodności zgromadzonego materiału dowodowego (w tym zeznań świadków), wobec czego nie może łączyć obu tych ról. Osoba występująca przed komisją w roli świadka traci zdolność do bycia członkiem tej komisji”. – Nie wyobrażam sobie takiego powrotu – mówi „Rz” wiceszef Klubu PO Grzegorz Dolniak. – Zresztą zeznania posła Wassermanna udowodniły, że nie jest on w tej sprawie bezstronny. Przeciwnego zdania jest PiS. – Przesłuchanie pokazało tylko jedno, że Platforma na siłę stara się udowodnić swą tezę, nie mając żadnych argumentów – mówi rzecznik Klubu PiS Mariusz Błaszczak. – Nie wyobrażam sobie, żeby nasi przedstawiciele nie wrócili do komisji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL