Mniejszości

Zapach świąt w paczce dla emigranta

Barbara Harlejczyk z Łodzi wysłała synowi do Anglii m.in. słoik kiszonych ogórków i przyprawy. Córce do Limy przesłała świerkowe gałązki
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Rodzinom za granicę ślemy opłatki, wędliny, gałązki świerku
– Czekam na przesyłkę z domu, w której będą faszerowana szynka, babka piaskowa, makowiec – wylicza mieszkająca w Londynie Monika Tkaczyk.
– Obawiam się, że z powodu zimy może nie dotrzeć na czas, a wtedy święta będą inne niż zawsze. W ostatnich latach mama przywoziła ze sobą karpia ze stawów hodowlanych w Kędzierzynie-Koźlu, ale w tym roku było to niemożliwe. Pani Monika nie jest jedyną, która czeka na świąteczną przesyłkę z kraju. Najwięcej paczek dotrze prawdopodobnie do Wielkiej Brytanii, bo tam mieszka dziś ok. 800 tys. rodaków. Polscy emigranci mogą korzystać ze sklepów z polską żywnością, ale twierdzą, że nic nie zastąpi dań z regionalnych składników przyrządzonych zgodnie z rodzinną recepturą.
[srodtytul]Śledzie, kutia i rosyjski „szampan”[/srodtytul] Aldona Targowska, która mieszka z mężem w Torquay na angielskiej Rivierze, śledzie w zalewie korzennej zrobi sama, ale według receptury teściowej i z ziołami, które od niej dostała. Żeby smakowały dokładnie jak te w kraju. – Posyłamy także przyprawę do piernika oraz słoik ukiszonych w domu ogórków – opowiada Małgorzata Targowska, teściowa Aldony. Na krajowe śledzie w oleju i wędliny czeka też Iwo Harlejczyk, który mieszka w Guilford koło Londynu. Jego mama Barbara Harlejczyk oprócz wędlin włożyła do paczki opłatek, kutię oraz suszone owoce na kompot. – Tylko krajowe jabłka, śliwki i gruszki – opowiada. – A na sylwestra dodałam rosyjskiego „szampana”, bo tam są wprawdzie wina musujące z całego świata, ale nie dość, że drogie, to ich smak nie odpowiada synowi. [srodtytul]Chleb z węglowego pieca i same „konkrety”[/srodtytul] Marek Dziuba, były reprezentant Polski w piłce nożnej, a dziś trener, wybrał się z wiktuałami do córki mieszkającej w pobliżu Luton. Żeby nie płacić za nadbagaż, spakował niewiele odzieży, zamiast tego włożył: grzyby, wędliny, a nawet swojski chleb wyrabiany na zakwasie. – Obawiam się, że świąt nie doczeka – wyznał „Rz” przed podróżą. – Nie dlatego, że się zestarzeje, ale zostanie zjedzony natychmiast. Tego samego spodziewa się Mirosława Ilska z Aleksandrowa Łódzkiego, która kupiła synowi chleb wypiekany przez znajomego piekarza w węglowym piecu. Do tego dołożyła – jak mówi – same „konkrety”: wiejską kiełbasę i szynkę, domowy sernik i oczywiście opłatek. Córka państwa Kupińskich z Łodzi mieszka w niemieckim Mannheim wraz z mężem Portugalczykiem. Rodzina wysłała im na święta m.in. zmielony mak w puszce i tarty chrzan. – Musimy się ograniczać, bo nie chcemy, żeby paczka przekroczyła wagę kilograma, bo cięższa jest droższa – przyznaje Marek Kupiński. Polscy emigranci nawet drzewka świąteczne chcą mieć podobne do tych, które zawsze stroili w kraju. – Koleżanka czeka na bombki z domu, które odtworzą atmosferę domowych świąt – potwierdza Monika Tkaczyk. Barbara Harlejczyk oprócz paczki do syna wysłała też przesyłkę dla córki Olimpii do Limy. Włożyła m.in. kabanosy, świerkowe gałązki i zapach w aerozolu. – Będzie przypominał jej święta w Polsce, bo nie ma tam zwyczaju przystrajania choinek – tłumaczy. Jak przyznaje Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy Poczty Polskiej, przed świętami Bożego Narodzenia wysyłamy dwukrotnie więcej paczek niż w pozostałych miesiącach. Najczęściej adresujemy je do USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Kanady, Australii i Francji. Ci, których rodziny wyemigrowały na Wyspy Brytyjskie, znaleźli też tańszy od pocztowego sposób na przekazanie świątecznych wiktuałów. Kierowcy podróżujący na Wyspy odbierają paczki w Polsce, a adresaci zgłaszają się na przystanki, do których docierają przewoźnicy. – Zależnie od wielkości syn płaci za nią 5 lub 10 funtów – opowiada Harlejczyk. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.goss@rp.pl]m.goss@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL