Sądownictwo

Napis z Auschwitz odzyskany

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Schwytani złodzieje prawdopodobnie działali na zamówienie kolekcjonera
[srodtytul]Napis z Auschwitz zamówił Szwed?[/srodtytul]
Potwierdzają się podejrzenia, o jakich pisaliśmy wczoraj: zleceniodawcą kradzieży napisu z Muzeum w Auschwitz był prawdopodobnie cudzoziemiec. W jego sprzedaży miał co najmniej pośredniczyć Szwed. Telewizja TVN 24 dowiedziała się, że prawdopodobnie właśnie dlatego pocięty napis był przewożony na północ Polski, gdzie – być może - miał zostać załadowany na prom. Dzisiejsza wizja lokalna w dawnym obozie, która ma rozpocząć się ok. 10.00 powinna wyjaśnić więcej szczegółów tej szokującej kradzieży.
Wiadomo już, że co najmniej trzech z pięciu mężczyzn, którzy brali w niej udział współpracuje z prokuraturą i składa zeznania. Wszyscy usłyszeli wczoraj zarzuty. Grozi im do 10 lat więzienia. [srodtytul]„Arbeit macht frei” wraca[/srodtytul] Po niemal trzech dobach poszukiwań w niedzielę późnym wieczorem policjantom udało się odzyskać skradziony z Muzeum Auschwitz-Birkenau słynny napis „Arbeit macht frei”. Zatrzymano pięć osób, a cztery z nich usłyszały już prokuratorskie zarzuty. Grozi im 10 lat więzienia. Wszyscy podejrzewani o kradzież mężczyźni — w wieku od 20 do 39 lat – pochodzą z Kujawsko-Pomorskiego i byli wcześniej karani – poinformował na specjalnej konferencji prasowej komendant małopolskiej policji Andrzej Rokita. Zabytkowa tablica, odnaleziona w Czernikowie pod Toruniem, została pocięta na trzy części, ale po policyjnym badaniu i konserwatorskiej naprawie powinna wrócić do muzeum najpóźniej na uroczyste obchody 65. rocznicy jego wyzwolenia, która przypada 27 stycznia. Już w poniedziałek napis trafił do laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, gdzie zostanie dokładnie zbadany. Rzecznik Muzeum Auschwitz Jarosław Mensfelt podkreśla, że to, kiedy napis wróci na miejsce, zależy od decyzji policji i konserwatorów. - Jesteśmy gotowi przyjąć go nawet dzisiaj - powiedział "Rz" po tym, jak pojawiły się nieoficjalne informacje, że napis może trafić do muzeum już we wtorek. Odnaleźć napis udało się dzięki informacjom od prywatnych osób, prawdopodobnie dostaną więc one 115 tys. złotych nagrody. Telefonów z informacjami od ludzi, którzy starali się pomóc funkcjonariuszom, były setki – twierdzi minister kultury Bogdan Zdrojewski, który powiedział, że nagroda zostanie wypłacona. Za wszystkie przekazane informacje policja dziękowała podczas konferencji w Krakowie, podkreślając, że bez nich nie wystarczyłby fakt, iż specjalna grupa powołana do tropienia bandytów nie spała trzy doby, a do poszukiwań włączyły się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Interpol. [srodtytul]Koronkowa, dyskretna akcja[/srodtytul] Dwóch z podejrzewanych o kradzież napisu mężczyzn, których w poniedziałek przewieziono do Krakowa, zatrzymano w Gdyni. To jedna z tych osób wskazała, gdzie ukryto napis. A przechowywano go w lesie, niedaleko domu jednego z zamieszanych w kradzież, Marcina A., właściciela hurtowni budowlanej w Czernikowie. Jak udało nam się dowiedzieć, Marcin A. jest zięciem byłego szefa miejscowej policji. To właściciel hurtowni może usłyszeć zarzut nakłaniania do kradzieży, bo kierował akcją, wynika z nieoficjalnych informacji "Rz". Kolejni podejrzani to bracia Radosław i Łukasz M. oraz Paweł S. — mieszkańcy Lipna pod Toruniem. Żaden z nich nie pracuje, byli już karani za kradzieże i rozboje. Nie są powiązani z żadnym neonazistowskim ugrupowaniem ani nie mają takich poglądów. To oni i jeszcze jedna osoba usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, kradzieży napisu "Arbeit macht frei" oraz jego uszkodzenia. Ponieważ to dobro o szczególnym znaczeniu dla kultury, grozi im 10 lat więzienia. Decyzja o ich ewentualnym aresztowaniu zapadnie we wtorek. Na czyje zamówienie działali? Oficjalnie policja nie potwierdza, że chodzi o kolekcjonera, ale tak wynika z pierwszych informacji, jakie uzyskaliśmy. Wszystko wskazuje na to, że motywem tego niebywałego czynu była chęć zysku. Wszystkie czynności śledczych prowadzono od piątkowego poranka z niebywałą dyskrecją. O akcji poszukiwania złodziei na Pomorzu wiedzieli np. tylko nieliczni wysocy funkcjonariusze w tym regionie. — Od początku była to dla nas kwestia honoru i jedna z najpoważniejszych spraw, jakie prowadziliśmy – podkreślał Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji. [srodtytul]Monitoring będzie wzmocniony[/srodtytul] W Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie zarządzono wewnętrzną kontrolę procedur bezpieczeństwa, zostanie wzmocniony system monitoringu. Złodzieje znali bowiem prawdopodobnie słabe strony ochrony obozu i wiedzieli, że obraz z kamery skierowanej na główną bramę z napisem „Arbeit macht frei” nie jest rejestrowany. Wiedzieli też o wyrwie w betonowym ogrodzeniu obozu, która czasowo była zabezpieczona siatką. Ta została zniszczona i prawdopodobnie tędy napis wyniesiono na zewnątrz, by potem wywieźć go z Oświęcimia. Dlatego zamontowane zostaną nowe kamery, z których obraz będzie rejestrowany. Informacje o sukcesie policji niemal cały świat przyjął z radością i ulgą. Prezydent Lech Kaczyński pogratulował policjantom, którzy odnaleźli tablicę. Kradzież uznał za „wyjątkowo haniebną”. Wyrazy uznania przekazał też policji i wszystkim, którzy wspierali Muzeum w Auschwitz w trudnych chwilach jego dyrektor Piotr M. A. Cywiński. Oryginał powróci na swoje miejsce tylko, gdy będzie można uznać, że jest całkowicie bezpieczny - zapewnia. - Przeszliśmy razem egzamin z solidarności – komentował z kolei sukces policjantów i mobilizację osób próbujących udzielić im pomocy Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce. Według niego, w Izraelu wszyscy chcieli, by Polakom udało się znaleźć „skarb pamięci”, bo „jesteśmy wspólnie strażnikami pamięci”.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL