Gotowi na wszystko

Martin Pollack w Rechnitz, przed ruinami budynku, w którym przetrzymywano robotników przymusowych
Fotorzepa, Bartosz Marzec bm Bartosz Marzec
Listy zaczęły przychodzić po tym, jak opublikował "Śmierć w bunkrze". W jednym Martin Pollack przeczytał: "Wciąż tylko słyszałem, że wyrządzono nam krzywdę. Dopiero niedawno odkryłem, że mój ojciec był w SS"
– Wszystko, co nam powiedział, to bzdury – ocenił burmistrz Rechnitz, niewielkiego miasta leżącego w austriackim Burgenlandzie, tuż przy granicy z Węgrami. Burmistrz siedział w gospodzie razem z innymi uczestnikami uroczystości, która każdego roku odbywa się przy ruinach budynku wzniesionego na planie krzyża. Patrzył na słynnego pianistę Paula Guldę, organizatora spotkania upamiętniającego noc sprzed blisko 65 lat. Noc nienawiści i szaleństwa. Noc grozy. Mówił natomiast o człowieku, którego do Rechnitz zaproszono jako gościa honorowego. O austriackim pisarzu Martinie Pollacku.– Dlaczego nie zwróci się pan bezpośrednio do niego? – zdziwił się Gulda. Burmistrz jednak puścił słowa Guldy mimo uszu. Do pisarza nie odezwał się ani słowem.Działo się to w kwietniu tego roku. W Rechnitz pojawili się wtedy ludzie, którym zależy, by przełamać zmowę milczenia w sprawie dokonanej w tym miasteczku rzezi. Choć na dobrą sprawę, co to za rzeź? Jaka zbrodnia...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL