Muzyka

Grunt to muzyczna śmietanka

Them Cream podczas comebacku w 2005 r. (fot: jane mingay)
AP
Them Crooked Vultures Johna Paula Jonesa (Led Zeppelin) i Dave’a Grohla (Nirvana) to sensacja końca roku
Supergrupy są zespołami złożonymi z muzyków, którzy odnieśli już sukces. Przypadek Them Crooked Vultures jest szczególny. Jones to jeden z najsłynniejszych rockowych aranżerów. Pomagał The Rolling Stones („She’s a Rainbow”), Catowi Stevensowi i The Yardbirds.
W Nirvanie najważniejszy był Cobain, ale po jego śmierci Grohl zyskał sławę, stając na czele Foo Fighters. Obaj muzycy są przedstawicielami różnych generacji, co gwarantuje zainteresowanie większej niż zazwyczaj widowni. Bilety na koncerty sprzedały się w 12 minut. – Współpraca układa się znakomicie, koncertuje nam się świetnie – powiedział John Paul Jones. – Jedynym problemem było ukrycie naszej sesji przed wścibskimi mediami.
Pierwszą supergrupą było The Cream, którą założyli w 1966 r. Eric Clapton, Jack Bruce i Ginger Baker. Otworzyli nowy etap w historii rocka i showbiznesu. Do tej pory królowały zespoły złożone z muzycznych supermanów, jak Lennon, McCartney, Jagger czy Richards. Za ich plecami występowali mniej przebojowi koledzy. Supertrio miało dostarczyć rockowy creme de la creme – to, co w muzyce najlepsze. Szybko się okazało, że supergrupy znakomicie się sprzedają, ale nie trwają długo, ponieważ wielkie muzyczne osobowości szybko wchodzą w konflikt. – Na estradzie było rewelacyjnie, ale kiedy tylko z niej schodziliśmy, zaczynało się piekło – wspomina Eric Clapton. The Cream przestało istnieć po dwóch latach. Spotkali się ponownie dopiero cztery dekady po rozpadzie, w 2005 roku. – Na początku było świetnie, a później wróciły stare problemy – powiedział Eric Clapton. Trio znowu się rozpadło. Znamienna jest historia kolejnej supergrupy – Blind Faith, założonej przez Claptona ze Steve’em Winwoodem. Odniosła kolosalny sukces koncertowy, mimo że nie miała muzycznego pomysłu na siebie. Ale to, co martwiło poszukujących artystów – cieszyło fanów. Gwiazdy, którym brakuje nowego repertuaru, ratują się bowiem wykonywaniem przebojów swoich wcześniejszych zespołów. Widownia Blind Faith nie oczekiwała od muzyków nowych piosenek, tylko sprawdzonych hitów The Cream oraz Traffic. Clapton się na to nie godził. Zdarza się, że liderzy najsłynniejszych zespołów, łącząc siły z innymi rockowymi osobowościami, z czasem tworzą nową muzyczną jakość. Potwierdza to współpraca Tony’ego Iomii z Jamesem Ronniem Dio, byłym wokalistą Rainbow. Rozpoczynali współpracę pod szyldem Black Sabbath, ale wyrobili sobie własną markę i obecnie nagrywają i koncertują pod nazwą Heaven and Hell, co jest odwołaniem do nagranej przez nich razem sabbathowskiej płyty. Fani wiedzą, o co chodzi. Osobny rozdział stanowią zespoły złożone z muzyków osieroconych przez charyzmatycznego wokalistę. Velvet Revolver powstał z rozbitków Guns N’ Roses skłóconych z Axlem Rose’em. Połączyli siły ze Scottem Weilandem, frontmanem Stone Temple Pilot. Velvet Revolver rozpadł się, gdy Weiland wrócił do macierzystej formacji. Zdarzają się liderzy, którzy cenią nowych muzycznych partnerów, nawet gdy ich pozycja rynkowa jest słabsza. Jack White spotkał się z wokalistką Alison Mosshart (The Kills) i gitarzystą Deanem Fertitą (Queens of the Stone Age), by nagrać jedną płytę. Gdy stworzyli nową muzyczną jakość, White ogłosił, że będzie druga. Supergrupy bywają też projektami artystów niedocenianych. George Harrison w The Beatles zawsze był tym trzecim. Zespół Traveling Wilburys pokazał, że ma ogromny potencjał. Zaprosił do nagrań Boba Dylana, Toma Petty’ego, Roya Orbisona i Jeffa Lynne’a z Electric Light Orchestra. Dla tego ostatniego gra w zespole była krokiem na rockowy szczyt. Niedługo potem wyprodukował singiel „Free as Bird”, który promował beatlesowską „Antologię”. W Polsce najbardziej utytułowaną supergrupą był zespół Morawski Waglewski Nowicki Hołdys. – Po okresie dyktatury w moich zespołach miał przyjść czas na demokrację – wspomina Hołdys. – Nowa formacja teoretycznie miała ogromny potencjał, jednak nie mogła wiele zwojować, bo kompromisy były zbyt wielkie. Był to jednak ważny moment dla Wojtka Waglewskiego, który wychodził z cienia Osjana, zaczął śpiewać, wrócił do gitary elektrycznej i wkrótce założył Voo-Voo. Bywają i supergrupy, które nie odnoszą sukcesu. Taka była historia Opery. Kiedy Grzegorz Ciechowski, lider Republiki, zdecydował się na solową karierę, pozostali muzycy postanowili w 1986 roku połączyć siły z Robertem Gawlińskim. Zespół się rozpadł, gdy Ciechowski w 1990 r. reaktywował Republikę. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: niedługo potem powstały Wilki. masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=j.cieslak@rp.pl]j.cieslak@rp.pl[/mail] [link=http://www.facebook.com/pages/Serwis-Kulturalny-rppl/140157390741]Komentuj na Facebooku[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL