Świat

Mińsk ujarzmia Internet

Alaksander Łukaszenko
AFP
Internautom podejrzewanym o chęć popełnienia przestępstwa będzie odcinany dostęp do sieci.
Dekret kładący kres wolnej wymianie poglądów i informacji w białoruskim Internecie ma być lada dzień podpisany przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę. Treść dokumentu zdobył i opublikował na swojej stronie internetowej opozycyjny białoruski tygodnik „Nasza Niwa”.
Dekret opisuje szczegółowo mechanizmy kontroli Internetu, poczynając od jego dostawców, kończąc na zwykłych użytkownikach. Organ, który został upoważniony do kontrolowania tego, co się dzieje w sieci, to Centrum Operacyjno-Analityczne przy kancelarii prezydenta Białorusi. Na wniosek tego urzędu białoruski rząd będzie decydował o wydaniu lub cofnięciu pozwolenia na dostawy Internetu. Analitycy z administracji prezydenta będą także regulować dostęp użytkowników do stron internetowych mogących zawierać treści szkodliwe dla bezpieczeństwa państwa oraz zabronione w tym kraju.
W ciągu trzech miesięcy po podpisaniu i oficjalnym opublikowaniu dekretu rząd Białorusi opracuje mechanizmy regulujące działalność internetowych portali oraz zgromadzi dane o ich właścicielach. W ciągu półrocza powstaną procedura ich rejestracji oraz mechanizm identyfikacji użytkowników sieci, nawet jeśli korzystają z niej w kafejkach internetowych. Dokument, choć nie został jeszcze podpisany przez głowę państwa, już wywołał popłoch wśród sieciowej społeczności oraz ekspertów. – To jest próba ustanowienia totalnej kontroli w białoruskim segmencie Internetu – ocenia w rozmowie z „Rz” wiceprezes Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy Andrej Bastuniec. Według niego obowiązkowa rejestracja mediów internetowych spowoduje znaczne zubożenie białoruskiej przestrzeni informacyjnej. – Wystarczy wspomnieć o przepisach białoruskiego prawa medialnego, niezezwalających na pełnienie funkcji redaktora naczelnego ludziom bez wyższego wykształcenia – podkreśla Bastuniec. Za skandaliczny uważa także zapis dekretu pozwalający na blokowanie dostępu do sieci jej użytkownikom tylko na podstawie podejrzenia, iż może to sprzyjać popełnieniu wykroczenia lub przestępstwa. Zdaniem białoruskiego politologa Aleksandra Kłaskouskiego dekret nakładający kaganiec na białoruskie media internetowe i ich czytelników opracowano z myślą o wyborach prezydenckich w 2011 roku, w których Aleksander Łukaszenko po raz czwarty z rzędu będzie się ubiegał o najwyższy urząd w państwie. – Władza doskonale pamięta, jak za pomocą sieci w 2006 roku opozycja mobilizowała swych zwolenników do masowych protestów przeciwko fałszerstwom wyborczym. Strachu napędziła im również niedawna tzw. Twitter-rewolucja w Mołdawii – przypomina Kłaskouski w rozmowie z „Rz”. [i]—Andrzej Pisalnik z Grodna[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL