Polityka

Wyborcy powinni wiedzieć, ile politycy wydają na PR

Rozmowa z Markiem Migalskim, europosłem PiS
[b]Jak wyglądają szkolenia komunikacyjne i PR dla polityków PiS?[/b]
[b]Marek Migalski:[/b] Nie mogę o tym mówić. [b]Dlaczego? Jest partyjny zakaz wypowiadania się na ten temat?[/b]
Nie ma żadnego zakazu, ale są to strategiczne sprawy partii. Ujawnienia sposobu, w jaki się szkolimy, oraz osób, które świadczą nam takie usługi, byłyby automatycznym pokazaniem konkurencji naszych słabości. [b]A nie obawia się pan, że PR-owiec, który pracuje dla kilku partii, może sprzedawać konkurentom tę strategiczną wiedzę? [/b] Rzeczywiście jest to problem. Wiem o ludziach, którzy pracując z jedną partią czy z jednym politykiem, sprzedawali potem te informację innym. Jest to jednak kwestia moralności ludzi zajmujących się w Polsce public relations. Dlatego też jestem zwolennikiem kształcenia przez partie swoich fachowców w tym zakresie. W ten sposób tajemnic partii będą strzec zaufani, lojalni ludzie, a poza tym nie będzie trzeba wydawać pieniędzy na zewnętrznych fachowców. W dodatku będą oni rozumieli mechanizmy rządzące polityką. [b]Czy wydatki partyjne na PR i marketing powinny być transparentne?[/b] Wyborcy powinni wiedzieć, ile ich ulubiona partia wydaje na szkolenia merytoryczne dla swoich polityków, ile na konferencje, a ile na billboardy, ulotki czy poprawianie urody liderów. [b]Dlaczego więc partie polityczne, w tym także PiS, tak niechętnie o tym informują?[/b] Chyba dlatego, że nie są do tego zmuszone przepisami prawa. Gdyby udało się wprowadzić odpowiednie rozwiązania prawne, wówczas partie nie miałyby innej możliwości i wiedza o szczegółowych wydatkach, nie tylko na PR, stałaby się powszechna. Sądzę jednak, że nie powinno się ujawniać osób lub podmiotów, z którymi współpracujemy w tym zakresie. PiS jest bardzo źle odbierany w środowiskach opiniotwórczych. Tak więc ludzie, którzy zdecydują się na jakąkolwiek współpracę z naszą partią, narażają się na represje. Każdy, kto obserwuje życie publiczne w Polsce, wie, że deklaracja poparcia czy współpracy z PO przynosi prestiż i uznanie społeczne. Z kolei nawet deklaracja, że lubi się PiS, nie mówiąc już o współpracy z nim, naraża takiego człowieka na ostracyzm towarzysko-środowiskowy. [b]Czy jednak ta tajemniczość wokół wydatków na PR nie jest spowodowana na przykład chęcią ukrycia umów podpisywanych ze znajomymi czy wręcz wyprowadzania pieniędzy?[/b] Nie mam na ten temat wiedzy. Mogę się tylko domyślać, że skoro nie jest to regulowane ustawą o zamówieniach publicznych, to rzeczywiście ktoś odpowiedzialny za zlecanie takich umów może dobierać firmę znajomego. Nie można wykluczyć więc takiej sytuacji. Jestem jednak przekonany, że w PiS taki proceder nie ma miejsca.rozmawiał Piotr Nisztor
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL