Biznes

Liczymy każdego franka

Harry Hohmeister (fot. Swiss)
Rzeczpospolita
- Polska to dla nas ważny rynek. Dlatego zwiększyliśmy liczbę miejsc na trasach z Warszawy – mówi Danucie Walewskiej Harry Hohmeister, prezes i dyrektor generalny szwajcarskich linii Swiss
[b]"Rz":[/b] Właśnie ogłosił pan nową trasę – Zurych – San Francisco. Pokazał pan nowe mundury pilotów i personelu pokładowego. Zapowiada pan nowe trasy dla swojej linii. To wszystko są bardzo kosztowne decyzje. Ile w tym jest pana decyzji, a jaki wkład w taką strategię Swissa ma wasz właściciel, czyli Lufthansa?
[b]Harry Hohmeister:[/b] To wyłącznie nasze decyzje, bo my za to płacimy. Naturalnie, wszystkie zmiany są skoordynowane, Lufthansa jest o nich poinformowana i daje nam swoje „wsparcie moralne”. Ale to, w jakim kierunku mają pójść nasze innowacje, jaki Swiss ma być w przyszłości i gdzie zabezpieczymy sobie finansowanie naszych pomysłów, to wszystko nasze decyzje. I płacimy za nie sami. Sami też planujemy swój wizerunek, na przykład jak ubrać pracowników. I w Szwajcarii te ubrania produkujemy. Nowe samoloty, wymianę foteli w samolotach, nowe trasy moglibyśmy zapowiadać znacznie szybciej, gdyby producenci samolotów nadążali z naszymi zamówieniami. Na razie więc zmiany wprowadzamy dość powoli. Ale sądzę, że do końca przyszłego roku będziemy mieli odnowiony park maszyn. [b]Europejskie linie lotnicze były zmuszone do zwolnienia 38 tysięcy pracowników. Co pan zrobił, aby w kryzysie zwiększyć zatrudnienie?[/b]
Zainwestowaliśmy w produkt, tak aby pasażerowie świadomie wybierali Swissa. Ponadto, kiedy widzimy, że na jakichś połączeniach liczba pasażerów spadła drastycznie, to nie ma co porywać się na wysiłki marketingowe, bo tylko niepotrzebnie wydamy pieniądze, a w efekcie będziemy mieli straty. Cały czas więc liczymy, jaka powinna być podaż miejsc na konkretnych trasach. I wreszcie, przez ostatnie pięć lat cięliśmy koszty wszędzie, gdzie to tylko było uzasadnione i w tej chwili nie można mówić, że w jakiejkolwiek dziedzinie jesteśmy rozrzutni. Mimo to jednak mam świadomość, że zawsze można lepiej gospodarować pieniędzmi, które zarabiamy. Naturalnie ekonomia skali, która coraz bardziej jest po naszej stronie, powinna nam dać w przyszłości swój pozytywny wkład finansowy. Tyle że ta ekonomia skali w transporcie lotniczym wymaga niezwykłej uwagi. Najwięksi przewoźnicy są zawsze bardziej narażeni na niekorzystne zmiany, dlatego bardzo uważnie oglądamy każdego zarobionego franka. W ostatnich dwóch latach zwiększyliśmy liczbę miejsc w samolotach o 30 proc., ale bez zatrudnienia nawet jednego pracownika w administracji. Inwestowaliśmy także tam, gdzie wiedzieliśmy, że zyski być może nie są pewne, ale bardzo prawdopodobne. Zawsze potrzeba czasu, żeby nabrać pewności, że jakaś inwestycja rzeczywiście jest dochodowa. [wyimek]Nowe trasy moglibyśmy zapowiadać szybciej, gdyby producenci samolotów nadążali z zamówieniami[/wyimek] [b]Na niektórych połączeniach, na przykład między Zurychem i Ameryką Północną, Swiss konkuruje z amerykańskimi lotami Lufthansy z Monachium. Teraz do grupy LH wszedł również Austrian Airlines, więc dla pasażerów tranzytowych pojawiły się nowe trasy – z pobliskiego Wiednia. Czy to oznacza, że i w samej grupie Lufthansy, do której należą i Swiss, i Austrian, i naturalnie sama Lufthansa, jest zacięta walka o pasażerów?[/b] Nie, nigdy nie było takiej sytuacji. Mamy profesjonalistów od planowania połączeń i we Frankfurcie, i w Zurychu, i w Wiedniu. Wszyscy musieli się nauczyć nowych zasad funkcjonowania w ramach jednej grupy. Ale działamy wszyscy na otwartym i zliberalizowanym rynku, na którym konkurencja jest wyjątkowo ostra. Natomiast w ramach grupy Lufthansy wszystko jest wyważone i skoordynowane, co nie zmienia faktu, że rzeczywiście konkurujemy między sobą. Tyle że rozmiary tej konkurencji są ograniczone, bo przecież nie możemy sobie pozwolić na kanibalizację partnera. Ostateczny efekt musi być pozytywny pod każdym względem. Na przykład jeśli dochodzi do sytuacji, że na jakimś połączeniu Swiss może zyskać trzech pasażerów, ale Austrian dziesięciu, decyzja jest korzystna dla Austriana. [b]Prezesem Lufthansy zostanie wkrótce były szef Swissa Christopher Franz. Jakie to ma znaczenie dla waszej działalności? [/b] Chris cały czas nas wspiera. Wczoraj był tu w moim biurze. [b]Po wypełnionych samolotach na trasach z Zurychu do Warszawy widzę, że wielu Polaków wybiera Swissa, żeby polecieć dalej. Czy planuje pan otwarcie nowych połączeń między Szwajcarią a Polską?[/b] Zrobiłbym to, gdybym miał odpowiednie samoloty. Polska to dla nas jeden ze strategicznych rynków. Dlatego zwiększyliśmy liczbę miejsc na trasach do Bazylei i Zurychu. Na razie muszę więc poczekać. Niestety, nie mam również żadnego innego połączenia, które można byłoby zamknąć, aby przenieść którąś z maszyn na trasy do Polski. To oznacza, że muszę zainwestować we flotę do połączeń europejskich. Niestety, nie mogę tego zrobić do końca 2011 r. [b]W tym samym czasie, kiedy transport lotniczy boryka się z wielkimi problemami, europejska organizacja Eurocontrol zaleciła krajowym agencjom żeglugi powietrznej podwyższenie stawek za przeloty oraz za starty i lądowania. Czy pana zdaniem europejscy przewoźnicy są w stanie w jakikolwiek sposób zablokować jej naciski, ewentualnie wpłynąć na to, by podwyżki nie były tak wysokie?[/b] AEA, nasza europejska organizacja zrzeszająca linie lotnicze, cały czas interweniuje. To prawdziwe nieszczęście, że w Europie istnieje organizacja, która widząc, że na rynku jest kryzys, zadbała jedynie o własne wpływy. Nie widzi, że dzieje się to z krzywdą dla pasażerów. Z kolei sama nie zadbała ani o jakość usług świadczonych przez podległe jej instytucje, ani przejrzenie kosztów swojej działalności. Transport lotniczy w czasie kryzysu stracił 20 proc. dochodów, jakie miał od każdego pasażera. Tymczasem inni uczestnicy tego rynku chcą zabezpieczyć wpływy, podnosząc stawki. Dla mnie jest to sytuacja absolutnie nie do zaakceptowania. Niestety tak jest, kiedy na rynku rządzi monopol, który nie zastanawia się, czy jego wydatki są uzasadnione z ekonomicznego punktu widzenia. Tyle że nie wszystkie organizacje narodowe podległe organizacji Eurocontrol poddały się jej naciskom. Nie zrobili tego między innymi Szwajcarzy, chociaż wiadomo, że nasz kraj należy do drogich. Ale w Szwajcarii opłaty nie zostaną podniesione, bo władzom bardziej zależy na rozwoju lotnictwa niż drenowaniu kieszeni przewoźników. [b]Czy linie lotnicze nie mają żadnego wpływu na działalność organizacji Eurocontrol?[/b] Na razie musimy przystać na nowe warunki. Wierzę jednak, że w przyszłości znajdzie się jakiś sposób. Bo przecież wszyscy uczestnicy tego rynku muszą zadbać o pasażera. Bez nich stracą rację. Eurocontrol nie może działać tak, jakby nie zauważała sytuacji na rynku. Warto, żeby przyjrzała się, czy jakichś kosztów nie dałoby się zmniejszyć. Można tylko mieć nadzieję, że pozytywny efekt będzie miała umowa o „otwartym niebie”, że wreszcie zostanie uregulowana kwestia tras przelotowych, co skróci czas trwania podróży, umożliwi lepsze wykorzystanie samolotów. Z naszych wyliczeń wynika, że “otwarte niebo” pozwoli nam zaoszczędzić nawet do 20 proc. zużywanego dzisiaj paliwa. [ramka][srodtytul]CV[/srodtytul] 45-letni dzisiaj Hohmeister od początku 2005 r. był członkiem zarządu Swissa. Został mianowany szefem w kwietniu 2009 r. i przez trzy miesiące „terminował” u boku swojego poprzednika, obecnego wiceprezesa Lufthansy, Christophera Franza. Wcześniej odpowiadał za siatkę połączeń Swissa. Swoją pracę zawodową zaczynał w Lufthansie, gdzie zajmował się układaniem rozkładów lotów. Potem był wiceprezesem odpowiedzialnym za planowanie. W 2000 r. rozstał się z LH i przeszedł do giganta turystycznego Tomas Cook.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL