Muzyka

Szybka podróż do sukcesu amerykańskiej grupy

Thirty Seconds To Mars This Is War EMI, 2009
materiały prasowe
Nowy album Thirty Seconds To Mars udowadnia, że ten zespół nie chce grać tylko dla nastolatków
– Kiedy ukazała się ta płyta, pierwszy egzemplarz chciałem zniszczyć, takiej zmianie uległa nasza muzyka – powiedział lider grupy Jared Leto. – Śpiewamy o wierze i sprawach duchowych. To nas dziś interesuje.
Nawet ci, którzy nie znają Thirty Seconds To Mars, na pewno nieraz oglądali Leto, który jest rozchwytywanym aktorem filmowym. Rówieśnicy śledzą jego karierę od czasu, gdy był gwiazdą serialu MTV "Moje tak zwane życie". Dojrzałe role przyszły z filmami "American Psycho" i "Requiem dla snu". Docenił je Oliver Stone i obsadził muzyka w "Aleksandrze", gdzie zagrał Hefajstiona, przyjaciela macedońskiego króla. Potem Leto wystąpił u boku Nicolasa Cage'a w "Panu życia i śmierci". Zobaczyliśmy go też w roli mordercy Johna Lennona w "Rozdziale 27". Na premierę czeka obraz Jaco Van Dormaela, w którym jako Nemo Nobody pokazuje się w kilkunastu wcieleniach: m.in. 120-latka, wspominającego życie z perspektywy Marsa, roku 2092.
Film z pewnością pomoże w promocji nowej płyty, choćby z powodu powtarzającej się w nim nazwy grupy, którą zainspirowała publikacja jednego z profesorów Harvardu. Przewiduje on, że jeszcze za naszego życia będziemy podróżować na odległą planetę w 30 sekund. Sądzę, że w tym czasie można zmienić tylko zdanie o muzyce zespołu. Na lepsze. Już dwie poprzednie płyty zostały obsypane nagrodami wszystkich telewizji muzycznych. Ale był to typowy amerykański pop-rock dla nastolatków – histeryczny, naiwny. Nowa płyta jest dojrzalsza. Najlepszą kompozycją jest sześciominutowe "Kings and Queens". Pokazuje, że Amerykanie mają ambicje U2, inspirują się stylistyką Bono i jego kolegów. Imponujący jest wideoklip emitowany na MySpace w technologii HD. Nakłady musiały być gigantyczne, oglądamy bowiem rowerowy peleton pędzący nocą przez puste miasto. Przesłanie filmu jest ekologiczne, ale to także manifestacja młodych ludzi – pięknych, oryginalnych, niezależnych, którzy nie chcą wojen i konfliktów rodziców. Przesłanie piosenki jest takie samo jak ostatniej płyty Coldplay "Viva la Vida!". W "This Is War" Leto śpiewa, że trzeba odrzucić prawdy proroków, polityków i czcze gadanie o pokoju. Podkreśla, że młodzi ludzie mogą ufać tylko sobie. Inaczej przegrają. "100 suns" jest akustyczną wersją tej kompozycji. Razem z wokalistą wykonuje ją młodzieżowy chór. To będzie koncertowy hit.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL