Społeczeństwo

Można krytykować muzułmanów

Muzułmanki
AFP
Brytyjski sąd uniewinnił parę chrześcijan oskarżonych o obrazę muzułmanki, która zatrzymała się w ich hotelu
Erica Tazi, 60-letnia Brytyjka, która ponad dwa lata temu przeszła na islam, zarzuciła właścicielom hotelu, że nazwali ją terrorystką, a proroka Mahometa uznali za watażkę i porównali do Saddama Husajna i Hitlera.
Doszło do tego w marcu, gdy podczas ostatniego dnia pobytu w Bounty House w Liverpoolu kobieta włożyła hidżab. Właściciele hotelu Benjamin i Sharon Vogelenzang mieli urządzić jej karczemną awanturę, krytykując za zmianę wyznania na islam. Gospodyni uznała strój muzułmanki za symbol zniewolenia i ciemiężenia kobiety. Pani Tazi twierdziła, że zaserwowano jej blisko godzinny wywód na ten temat, podczas gdy świadkowie wspominają o trwającej najwyżej kilka minut wymianie zdań. Hotelarze przekonywali, że ich lokatorka nie przebierała wówczas w słowach. Oprócz wulgaryzmów z jej ust padło stwierdzenie, że Jezus Chrystus jest mało ważnym prorokiem, a Biblia kłamie. Państwo Vogelenzang odpowiadali za naruszenie porządku publicznego z tytułu niechęci do wyznawców innej religii. Kiedy we środę, po dwóch dniach procesu, sąd oddalił pozew przeciwko nim, na sali wybuchł entuzjazm.
– Ta decyzja oznacza zwycięstwo wolności słowa – mówi „Rz” Mike Judge z Christian Institute wspierającego parę w sądzie. I dodaje: – Oby w Wielkiej Brytanii można było krytykować czyjeś poglądy i wierzenia bez obawy, że do drzwi zapuka policja i tego zabroni. Problem wolności słowa dotyczy zresztą całej Europy, zachowującej w kwestii islamu zbyt daleko idącą poprawność polityczną. Przeciwnego zdania jest Detta Regan, działaczka organizacji pacyfistycznej. – Kara powinna spotkać każdego, kto krytykuje osoby innej rasy czy wyznania. Dotyczy to zachowania wobec chrześcijan, żydów czy muzułmanów. Szczególnie że na Wyspach w ostatnim czasie tych ostatnich się szykanuje – mówi „Rz”. Jej zdaniem przyczyniają się do tego informacje o śmierci walczących w Afganistanie brytyjskich żołnierzy, proizraelska polityka Londynu, jak również sami radykalni muzułmanie. – Nie zmienia to jednak faktu, że sąd, oddalając sprawę, wykazał się antyislamskim podejściem – uważa. Hotelarze są zadowoleni. – Spróbujemy przywrócić nasze życie do stanu sprzed dziewięciu miesięcy – zapowiedziała cytowana przez dziennik „The Guardian” pani Vogelenzang. Małżeństwo twierdzi, że obroty hotelu spadły w ostatnim czasie o blisko 80 procent, m.in. za sprawą pobliskiego szpitala, który przestał kierować do nich swoich pacjentów. Postępowanie przeciwko parze uszczupliło też o blisko 20 tysięcy funtów kieszenie brytyjskich podatników.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL