Zamówienia publiczne

Zlecenie z wolnej ręki może sporo kosztować

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Nowe przepisy umożliwią nakładanie kar finansowych. Zamawiający zapłaci nawet do 10 proc. umowy. Sankcje będą orzekane z inicjatywy firm
Dzisiaj kary finansowe może nakładać prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Przedsiębiorcy nie mają na to wielkiego wpływu. [b]Inaczej będzie po wejściu w życie uchwalonej w ubiegłym tygodniu nowelizacji prawa zamówień publicznych. Na skutek odwołania wniesionego przez firmę Krajowa Izba Odwoławcza będzie mogła nałożyć taką karę, i to nawet do 10 proc. wartości umowy.[/b]
– [b]W Czechach, gdzie podobne przepisy już funkcjonują, niedawno sporo emocji wzbudziła kara tak wysoka, że zachwiała kondycją finansową zamawiającego[/b] – mówi Włodzimierz Dzierżanowski z Grupy Doradczej Sienna. - Urzędy, które wydają duże środki, już teraz powinny pomyśleć o stworzeniu rezerw budżetowych – uważa Arkadiusz Szyszkowski, doktorant w Instytucie Nauk Prawnych PAN.
[srodtytul]Nie nadużywać tego trybu[/srodtytul] Kary będą nakładane tylko wówczas, gdy umowa zostanie już zawarta. W praktyce więc dotyczyć będą głównie zamówień z wolnej ręki. – Mam nadzieję, że skłonią zamawiających do korzystania z tego trybu tylko wówczas, gdy rzeczywiście jest to uzasadnione przepisami. Patrząc na statystykę, trudno oprzeć się wrażeniu, że wolnej ręki się nadużywa – mówi Jacek Sadowy, prezes UZP. – Już samo zagrożenie karą może dyscyplinować zamawiających. I dlatego, mimo pewnych zastrzeżeń, oceniam te przepisy pozytywnie - komentuje Artur Wawryło z Centrum Obsługi Zamówień Publicznych. [srodtytul]Wszystko w rękach firm[/srodtytul] O tym, czy kary będą nakładane, przesądzą tak naprawdę sami przedsiębiorcy. Jeśli nie wniosą odwołania, KIO nie zbada sprawy. – [b]Dla firmy będzie to gra o pietruszkę. Nawet jeśli KIO nałoży karę, to ona nic nie zyska. Pieniądze trafią do Skarbu Państwa[/b] – powątpiewa w aktywność wykonawców Wawryło. – W wypadku dużych korporacji, w których o takich decyzjach przesądzają czynniki ekonomiczne, rzeczywiście tak może być. Jednakże mali przedsiębiorcy nierzadko kierują się emocjami i mogą się odwoływać tylko po to, by utrzeć nosa urzędnikom – zastrzega Dzierżanowski. Zwraca uwagę, że kary nakładane przez KIO trudno będzie zamawiającym podważyć. – Pozostanie im jedynie skarga do sądu. Nowe przepisy jednak wprowadzają bardzo wysokie opłaty sądowe. Będą one wynosić 5 proc. wartości zamówienia – mówi. – Załóżmy, że zamawiający dostanie karę w wysokości 5 proc. zawartej umowy. Czy będzie skłonny zaryzykować kolejne 5 proc., aby przekonać się, czy kara została zasądzona słusznie? Musi mieć świadomość, że jeśli przegra przed sądem, straci te pieniądze. Zabezpieczeniem dla zamawiających może być publikowanie ogłoszeń o zamiarze zawarcia umowy z wolnej ręki. Czy urzędnicy będą chcieli korzystać z tej możliwości? – [b]Gdybym upublicznił taką informację, w ciągu godziny miałbym 20 telefonów od przedsiębiorców z pytaniami, dlaczego to nie z nimi zawieram umowę. To ja już wolę żyć ze świadomością, że ewentualnie będę musiał bronić swoich racji przed KIO[/b] – powiedział nam dyrektor odpowiedzialny za przetargi w jednym z urzędów miast (prosił o niepodawanie nazwiska). masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=s.wikariak@rp.pl]s.wikariak@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL