Sztuka

Rewers narodowego uniesienia

Powidoki z Polski
www.ekpictures.com.pl, Witold Krassowski w.kra. Witold Krassowski
Fotografie Witolda Krassowskiego z ostatnich dwóch dekad przypominają kolejne fazy polskich przeobrażeń
Na okładce – męskie łzy. Płyną po gębie czerstwej, pooranej, charakternej. Właściciel takiej twarzy nie wzrusza się z byle powodu. Ale w niedzielę czwartego czerwca miał wilgotne oczy: pierwsze wolne wybory w jego długim życiu, które spędził w Lubaczowie. Solidarność zwyciężyła.
Tę scenę utrwalił Witold Krassowski, wybitny fotograf. Od lat przemierzał prowincję kraju z małoobrazkową kamerą. Potem tradycyjna obróbka w ciemni. Żadnej elektroniki, żeby nie zatrzeć autentyzmu kadrów, nie zagubić prawdziwej aury wydarzeń. Do autorskiego albumu „Powidoki z Polski” wybrał sto czarno-białych zdjęć, z tysięcy innych. Zreprodukowane (znakomicie!) prace podzielił na 14 zespołów. To tak, jakby zapisał nasze przechodzenie od socjalizmu do kapitalizmu w 14 rozdziałach z ilustracjami. [srodtytul]Rewers euforii[/srodtytul]
Krassowski latami podpatrywał Polskę B, nawet C. Jak tam żyją ludzie? Co uległo zmianie w ostatnim dwudziestoleciu? Autor „Powidoków” portretuje bez sentymentów, wręcz brutalnie. Lubię jego prace. Nie udają współczucia. Nie upiększają rzeczywistości, ale też nie dołują. Nie śmieszą, ani nie epatują dramatyzmem. Są wyważone w emocjach. Dyskretne. Klimat pamiętnego roku 1989 oddał w kilku kadrach. Spójrzcie, bo to nie do uwierzenia. Spontanicznie organizowana kampania wyborcza, ręcznie wypisywane odezwy, drukowane na nielegalnych powielaczach ulotki. Oto ulica sennego miasteczka, trzy babiny wyrywa z marazmu „wyborcza limuzyna”, w oknie której powiewa flaga z charakterystycznym napisem Solidarność. Z boku pojazdu – wezwanie do głosowania. Kobiety czytają, nie bardzo rozumiejąc treść. Wolne wybory? Powoli do nich, do całego narodu, dociera to niewyobrażalne: komuna pada. Krassowski nie daje się ponieść euforii. Stara się zobaczyć rewers ogólnonarodowego uniesienia. Obserwuje dramat Stoczni, tej kultowej, najbardziej zasłużonej dla ustrojowych przeobrażeń – ale nierentownej, więc skazanej na likwidację. A co gorsze, na obojętność. Tak jak rosnące rzesze bezrobotnych, wpadający w ubóstwo emeryci, byli pracownicy rozwiązanych PGR-ów i w ogóle ci, którzy w III Rzeczpospolitej stracili grunt pod nogami. Ci starzy mężczyźni to chrześniacy Ignacego Mościckiego. Celebrują rocznicową popijawę. Bez bab, w dumnej samotności. One zaś kartkują, nie wiedzieć który raz, album z pamiątkowymi zdjęciami. Zawsze można znaleźć jakąś pociechę… [srodtytul]Sukces w szczękach[/srodtytul] A dno zawsze może być głębsze. Jak u sąsiadów zza wschodnich granic. Im Polska wydaje się eldorado. Ściągają tu nielegalnie, pracują na czarno lub żebrzą. Po 89 roku zmieniła się u nas kolorystyka twarzy. Koczowiska przy bazarach, na dworcach. Obok zaroiło się od rodzimych „przedsiębiorców”. W przejściach podziemnych ustawili się handlujący na „szczękach”. Rozkładane łóżka, stoliki, suszarki zakwitły towarem, konkurencyjnie tanim wobec sklepowego. Jak nie podziwiać tego warszawskiego cwaniaczka: w ustach pet, w ręku bilety na komunikację miejską; informacja naszyta na kurtkę. Jest samowystarczalny. W pejzaż miejski na stałe wpisują się też uliczni muzycy, koncertujący za „co łaska”. Ale na atrakcje, które oferują, nie ma wielu amatorów. Co innego wybory Miss Polonii, zaczynające się od szczebla powiatu. Albo imprezy w klubach disco polo. Do wtóru swojskich rytmów płyną piwo, pot i kasa. Kto niezadowolony, może demonstrować w publicznym miejscu. Protestujący – w dowolnie wybranej sprawie – pojawiają się w stolicy z transparentami, czopują ruch; nic nie uzyskują i wracają z kwitkiem. [srodtytul] Usta Mariana[/srodtytul] Niektórzy liczą na Matkę Boską. Nigdy przedtem nie ukazywała się tak często Polakom. Cuda – to w latach 90. nasza specjalność. Krassowskiemu nie udało się sfotografować nadprzyrodzonych zjawisk, lecz uwiecznił ludzkie reakcje. Twarze rozmodlone, twarze pałające ciekawością, twarze zmęczone, wyczekujące Dobrej Nowiny. Bezskutecznie wpatrują się w okno, na którym pojawia się Madonna. Dziś nie chce się objawić. Nie ma co, trzeba się napić, bez tego depresja zabije. Przeciwny biegun – to ludzie finansowego sukcesu, na mini-skalę. Odkuli się w przyspieszonym tempie, co widać. Bal „Elegancja” w Hotelu Marriott, rok 1994. Para tańczy tango z figurami; on – mucha do marynarki z połyskiem; ona – kapelusz z aksamitu i sportowe obuwie ze skarpetkami. Na koniec dwa polityczne skręty. Najpierw w lewo, za Aleksandrem Kwaśniewskim; potem w kierunku wskazanym przez przewodniczącego AWS, Mariana Krzaklewskiego. Krassowski obydwu nie ufa, zauważa ich gierki pod publikę. Karierę Pięknego Mariana najlepiej oddają ujęcia z całusami. Najpierw on całuje kobiecą łapkę, miękką i młodą. Na sąsiedniej stronie odwrócona sytuacja: przewodniczącego cmoka w rękę kapłan-redaktor Radia Józef. Widok nie do zapomnienia; powidok sytuacji nie do odtworzenia. Taka jest Polska. [i]Witold Krassowski Powidoki z Polski Wyd. Ekpictures, Warszawa 2009 [link=http://www.ekpictures.com.pl] www.ekpictures.com.pl[/link] [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL