Biznes

Kosztowne obietnice ochrony klimatu

Fotorzepa, Darek Golik
Najwięcej sporów wywołuje wielkość funduszu klimatycznego dla najbiedniejszych państw. Decyzje, które zapadną w Kopenhadze, mogą poważnie obciążyć polski budżet i firmy. Polska składka wyniesie setki milionów euro
– W ciągu najbliższych dwóch tygodni negocjacji powinniśmy doprowadzić do szybkiego uruchomienia funduszu na adaptację do zmian klimatu i transfer technologii. Drugim celem jest ambitne porozumienie w sprawie redukcji emisji i wieloletnie zobowiązanie do pomocy finansowej w ramach funduszu klimatycznego. Trzecim zadaniem będzie opracowanie wspólnej długoterminowej wizji zmniejszania emisji – powiedział na otwarciu konferencji główny negocjator ONZ ds. klimatu Ivo de Boer.
Stanowisko Unii Europejskiej, w tym Polski, reprezentuje na COP15 Szwecja, która w tym półroczu przewodniczy UE. Polscy negocjatorzy mają jednak wpływ na proces negocjacji. Starają się, by szybka pomoc dla adaptacji do zmian klimatu nie była wpisana do tekstu końcowego porozumienia, ale stanowiła odrębną deklarację. Państwa rozwinięte – Japonia, Norwegia, UE i prawdopodobnie także Stany Zjednoczone – są skłonne przeznaczyć już od przyszłego roku po kilka miliardów dolarów na pomoc dla najbiedniejszych państw dotkniętych klęskami żywiołowymi wywołanymi przez zmiany klimatu. W sumie na koncie ONZ, w ramach tzw. funduszu szybkiej pomocy, mogłoby się zgromadzić 20 – 30 mld dol., co uspokoiłoby trochę roszczenia najbiedniejszych krajów.
[wyimek]100 mld zł musi zainwestować Polska, aby zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych o 20 proc.[/wyimek] Polska nie zgadza się, aby zobowiązania z tytułu tego doraźnego wsparcia miały dla nas charakter obligatoryjny. Oznaczałoby to, że już od przyszłego roku trzeba byłoby znaleźć w budżecie kilkaset milionów euro na ten cel. Nasi negocjatorzy argumentują, że zgodnie z obowiązującym jeszcze protokołem z Kioto należymy do grupy państw w okresie transformacji, które nie są zobowiązane do pomocy innym krajom. Polska deklaruje jednak, że może przekazywać dobrowolną sumę. Od 2012 r. doraźna pomoc bogatych państw ma być zastąpiona funduszem klimatycznym, z którego przez dziesięciolecia będą finansowane kraje biedne. To wokół tego funduszu toczyć się będą najgorętsze negocjacje w Kopenhadze. UE deklaruje, że może do niego wpłacać ok. 15 mld euro rocznie. Polska miałaby płacić 8 proc. tej sumy, jeśli za klucz obliczania składki zostanie uznany poziom emisji CO2, a tylko 2,8 proc., jeśli będzie nim PKB. Które z tych kryteriów będzie obowiązywać, jest sprawą wewnątrzunijną i zostanie rozstrzygnięte po szczycie. Kolejnym spornym punktem w ramach grupy państw unijnych jest nadwyżka uprawnień, jakie przysługują państwom Europy Środkowej i Wschodniej za to, że z nawiązką wypełniły zobowiązania z Kioto. Polska ma ok. 500 mln ton CO2, które może sprzedać innym. Te uprawnienia są warte ok. 2 mld euro, ale po 2012 r. stracą ważność. Do tej pory zawarliśmy tylko umowy na 40 mln euro z Irlandią i Hiszpanią. Polska proponuje, by wprowadzić roczny limit uprawnień, jakie można sprzedać, by nie zachwiać rynkiem praw do emisji CO2. Liczy, że dzięki temu uzyska zgodę na ich sprzedaż po 2012 r. UE będzie musiała przekazać w Kopenhadze jasną deklarację, czy zwiększy redukcję emisji gazów cieplarnianych do 30 proc. w 2020 r. (w porównaniu z 1990 r.). Zgodnie z przyjętym w ubiegłym roku pakietem klimatycznym cel ten wynosi obecnie 20 proc. Realizacja pakietu wymaga od Polski zainwestowania ok. 100 mld zł w modernizacje elektrociepłowni i nowe odnawialne źródła energii oraz ok. 13 mld zł w podniesienie efektywności energetycznej. Jeśli cel redukcyjny zostanie zwiększony o połowę, to wzrosną także obciążenia dla polskich firm. [ramka]Pierwszy dzień szczytu Ministrowie spraw zagranicznych z siedmiu bogatych państw Unii: Danii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Finlandii oraz obecnej i przyszłej prezydencji: Szwecji i Hiszpanii, ogłosili w poniedziałek wspólny front, by zabiegać o ambitne porozumienie w Kopenhadze. W pierwszym dniu konferencji wybrano też nowego przewodniczącego – minister ds. klimatu Danii Connie Hedegaard, która zastąpi polskiego ministra środowiska Macieja Nowickiego. Premier Danii Lars Lokke Rasmussen zaznaczył, że w Kopenhadze możliwe jest zawarcie porozumienia, które będzie prowadziło do konkretnych zobowiązań i przyniesie efekt, jakiego oczekuje świat. Szef amerykańskiej delegacji Jonathan Pershing potwierdził chęć USA do podjęcia działań dla ochrony klimatu, co zostało pozytywnie odebrane przez resztę państw. —pap[/ramka] Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=m.kozmana@rp.pl]m.kozmana@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL