Ekonomia

Na euro trzeba się przygotować

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Specjalnie dla „Rzeczpospolitej”: dr Grzegorz Tchorek, doradca Biura ds. Integracji ze Strefą Euro, NBP. adiunkt na Wydziale Zarządzania UW
[b]Rz: O ile łatwiej byłoby dziś prowadzić w Polsce biznes, jeśli mielibyśmy już euro?[/b]grzegorz Tchorek: O tyle, o ile euro zmobilizowałoby polityków i regulatorów do większej dbałości o jakość otoczenia biznesu, w jakim działają firmy. Oczywiście euro to eliminacja ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych. Jednak w długim okresie euro to większy stopień otwartości, który może podkreślać nasze lokalne przewagi (relatywnie niższe koszty i wydajność) oraz eksponować nasze słabości (dalekie miejsca w zakresie łatwości prowadzenia działalności gospodarczej we wszelkich rankingach konkurencyjności). 
Podobnie jak trudno dokonać bilansu korzyści i kosztów euro, tak trudno porównać ryzyko i pożytki z tego, że pozostajemy przy złotym. Często podnoszony jest problem opcji walutowych i strat, do jakich doprowadziły polskie przedsiębiorstwa. Wskazuje się przy tym, że gdybyśmy mieli euro, tego problemu by nie było. Po części jest to prawda. Jednak euro nie zabezpieczy nas przed niefrasobliwością i nieodpowiedzialnością. Tak jak pasy bezpieczeństwa i nowoczesne systemy zabezpieczeń w samochodzie nie zwalniają z konieczności zachowania uwagi w trakcie jazdy. Wiemy, że na straty wynikłe z transakcji opcyjnych narażone zostały firmy, które w ogóle lub w niewielkim stopniu prowadziły wymianę handlową z zagranicą. Podejmowały zakład z rynkiem co do kierunku zmian złotego z chęci zysku, braku wyobraźni etc. Euro nie ustrzeże nas przed podobnymi pokusami, nawet jeśli już nie będzie złotego. [b]Na jakie koszty przedsiębiorcy muszą się przygotować, po przyjęciu euro?[/b]
Główne źródło bezpośrednich kosztów to konieczność dostosowań technicznych i organizacyjnych związanych z wymianą lub adaptacją systemów informatycznych, kas fiskalnych, podwójnym obiegiem walut etc. W krótkim okresie dla mikro – i małych przedsiębiorstw mogą one stanowić istotne wyzwanie, jeśli nie podejmą odpowiednich przygotowań wcześniej i nie rozłożą ich w czasie. Niestety, problemem małych podmiotów jest to, że są małe i cierpią na niedobór zasobów. Doświadczenia innych krajów wskazują, że firmy nie planują przygotowań do przyjęcia euro, co utrudnia optymalizację kosztów konwersji. W średnim i długim okresie pojawią się jednak znacznie ważniejsze wyzwania związane z koniecznością sprostania globalnej konkurencji na większym i bardziej przejrzystym rynku. Obok korzyści euro może bowiem odsłaniać pewne słabości i eksponować na większą konkurencję. Tak się stało we Włoszech i Portugalii, gdzie przedsiębiorcy operujący w dziedzinach o niskiej wartości dodanej nie potrafili sprostać wzmożonej presji m.in. towarów z Chin, które w 2001 r. weszły do WTO.  [b]Jakie korzyści odniosą w późniejszym terminie?[/b] Badania efektów wprowadzenia euro koncentrują się głównie na sferze makroekonomii, a stosunkowo niewiele z nich dotyczy poziomu przedsiębiorstw. A konkurencyjność gospodarki buduje się na poziomie mikro. Euro przyniesie wiele istotnych dla firm efektów bezpośrednich jak eliminacja ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych czy wzrost stabilności. Większe znaczenie będą miały jednak korzyści średnio- i długookresowe, które nie będą już tak oczywiste. Dotyczą one głównie zdolności do podniesienia konkurencyjności w zakresie handlu zagranicznego, zdolności absorpcji inwestycji zagranicznych oraz, generalnie, znalezienia własnego miejsca w globalnej konkurencji. Doświadczenie niektórych krajów strefy euro, szczególnie tzw. peryferyjnych, które nadrabiały zaległości rozwojowe, wskazuje, że przyjęcie euro nie daje automatycznie bezwarunkowej i trwałej poprawy konkurencyjności. Trzeba na nią zapracować. Euro nie wyrzuca śmieci, nie łata dziur w drogach i nie zmienia prawa na bardziej przejrzyste. Może nas tylko do tego zmobilizować.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL