Ekonomia

Kurs wymiany złotego na euro może być niższy niż obecny

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Ekonomiści wskazują, że zamiana naszej waluty może się odbyć przy kursie 3,5 zł za euro
Polski rząd jest zdania, że najlepszy dla gospodarki będzie kurs wymiany złotego na euro na poziomie 3,8 – 4 zł. Przedstawiciele banków uważają jednak, że taka relacja walut jest nie do utrzymania w ciągu następnych kilku lat. Złoty zapewne będzie się umacniał i w relacji do euro spadnie poniżej 3,5 zł.
Wyliczenia resortu finansów czy resortu gospodarki opierają się na dzisiejszej sytuacji rynkowej. W okresie spowolnienia trudno bowiem doprowadzić do umocnienia waluty. Ekonomiści mają jednak nadzieję, że w kolejnych miesiącach i latach będzie następował wzrost gospodarczy, a to będzie sprzyjało umacnianiu się złotego. – Jeśli przyjmiemy za dobrą monetę prognozy mówiące o odbiciu gospodarki już w przyszłym roku i założymy, że na decyzję o wejściu do ERM2 inwestorzy zareagują tak jak na Słowacji, to złoty wzmocni się do poziomu 3,5 zł za euro, a może nawet tę barierę przekroczy – wyjaśnia Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.
– Poza tym trzeba także pamiętać o obietnicy rządu dotyczącej przyspieszonej prywatyzacji. Jeśli ją zrealizuje, do naszego kraju napłynie kapitał, co także pomoże naszej narodowej walucie. Zdaniem Dariusza Winka, głównego ekonomisty banku BGŻ, kurs wymiany na euro musi być rynkowy. Dlatego dziś trudno go sprecyzować, nie znając dokładnej daty wejścia Polski do unii walutowej. – Oficjalnej deklaracji nie ma, a spekulacje mówią o latach 2014 – 2015 – wyjaśnia ekonomista. – Moim zdaniem bardziej prawdopodobna jest ta druga data, a to oznacza, że złoty realnie będzie już wówczas na stabilnej mocnej pozycji. Winek szacuje, że za euro możemy za pięć lat płacić około 3,2 – 3,3 zł. Nie chce jednak spekulować, czy to będzie optymalny kurs dla gospodarki. Teoretycy przekonują, że lepiej dla gospodarki, aby kurs był niedowartościowany, bo dzięki temu eksport wzrośnie, a inwestorzy chętniej będą lokowali u nas swój kapitał. Z odwrotnej sytuacji z pewnością ucieszyliby się konsumenci – przewartościowany kurs byłby jednak zgubny dla przedsiębiorców, zwłaszcza tych nastawionych na eksport. W dłuższej perspektywie pogorszyłaby się konkurencyjność ich produktów na rynku. Ekonomiści podkreślają jednak, że szacunki mówiące o umacnianiu się naszej narodowej waluty mają szansę na spełnienie pod jednym warunkiem – że na globalnym rynku nie nastąpi żadne nieprzewidziane wydarzenie. – Gdyby doszło np. do katastrofy związanej z dolarem i Stany Zjednoczone stały się niewypłacalne, wówczas z pewnością odbiłoby się to na złotym – uważa Janecki. Jedno jest pewne, dla naszej waluty, ustalenia rynkowego kursu wymiany i uchronienia go przed nieprzewidzianymi zdarzeniami na rynku lepiej, że będziemy wchodzić do unii walutowej po kryzysie. – Odpadną bowiem pewne elementy, które mogłyby doprowadzić do przewartościowania złotego – wyjaśnia Dariusz Winek z BGŻ. – Przed kryzysem np. Polacy bardzo mocno się zadłużali we frankach szwajcarskich, co sprzyjało wzrostowi wartości naszej waluty. Poza tym przedsiębiorcy bardzo intensywnie wówczas spekulowali, wystawiając opcje walutowe. Po tym, jak wiele firm dotkliwie się na tych praktykach sparzyło, z pewnością nie powtórzy już tego błędu. Przedsiębiorcom trudno się dziś wypowiadać na temat kursu wymiany w nieznanej przyszłości, w której mieliby przechodzić na unijną walutę. – Dziś dla eksporterów jest znacznie lepiej, gdy złoty oscyluje wokół kursu 4,2 zł za euro – mówi Dariusz Sapiński, prezes Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita. – Gdy zaś będziemy wchodzić do unii walutowej, złoty pewnie będzie słabszy, i to dobry kierunek. Sapiński zaznacza jednak, że abstrahując od dzisiejszej w miarę dobrej sytuacji naszej gospodarki, kolejne lata powinny przynieść znaczne przyspieszenie PKB, aby przedsiębiorcy mogli się czuć pewnie na wspólnym unijnym rynku, na którym będzie obowiązywała jedna waluta. – Zachód ma ogromną przewagę nad nami, zarówno pod względem wydajności pracy, efektywności wytwarzania, jak i poziomu życia społeczeństwa – podkreśla prezes Mlekovity. – Ta przepaść mogłaby zostać zlikwidowana, gdyby zachodnia Europa rosła w tempie 1 proc., a my 10 proc. – wówczas kurs wymiany byłby rzeczą wtórną.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL