Wiadomości

Robię swoje po swojemu

Eryk Lubos urodził się w 1974 r. w Tarnowskich Górach. W 1998 r. skończył PWST we Wrocławiu. Aktor teatrów Polskiego i Współczesne-go we Wrocławiu, od 2007 r. – warszawskich Rozmaitości. W telewizji wystąpił w "Oficerze", "Fali zbrodni", "Kryminalnych". W kinie grał role charakterystyczne, m.in. w "Pitbullu", "Przebacz", "Z odzysku", "Rysiu". Za rolę Idora w "Boisku bezdomnych" uhonorowany nagrodą w Gdyni (2008). Znakomitą kreację stworzył w "Mojej krwi" Marcina Wrony
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Eryk Lubos, laureat Nagrody im. Zbigniewa Cybulskiego, o teatrze, sporcie i wymarzonym scenariuszu
[b]Rok temu dostał pan nagrodę aktorską w Gdyni za rolę w "Boisku bezdomnych" Kasi Adamik, teraz – Nagrodę im. Cybulskiego za kreację w "Mojej krwi" Marcina Wrony. Czuje się pan w punkcie zwrotnym kariery?[/b]
[b]Eryk Lubos:[/b] A co to takiego "kariera"? Mnie nie chodzi o robienie kariery, tylko o spełnienie. O zdobywanie solidnego warsztatu. [b] Skąd się właściwie wzięło u pana aktorstwo?[/b]
Chciałem zaimponować dziewczynie i w 18. urodziny zabrałem ją do teatru. Sam też wtedy pierwszy raz tam trafiłem, od razu na "Ja, Feuerbach". A ta sztuka to Biblia i klątwa każdego aktora. Wielka rzecz. Zakochałem się w teatrze i zostałem w nim. Do dzisiaj. Gdyby wtedy grali inne przedstawienie, pewnie nie byłbym aktorem. [b]Tylko bokserem?[/b] Bokser to rasa psów. Pięściarzem. I też nie, bo matka chroniła mnie przed tym zajęciem. Uważała, że mężczyźni w naszej rodzinie i tak mają za dużo testosteronu. W dzieciństwie pozwoliła mi chodzić tylko na treningi karate i tenisa. Pięściarstwo zacząłem uprawiać dopiero na studiach, żeby mi się nie przewróciło w głowie od artyzmu. I żeby nie zejść na psy. Na czwartym roku mieliśmy mnóstwo czasu, który poświęcaliśmy na niezbyt zdrowe rozrywki. Dlatego wolałem pójść do klubu i dostać wycisk na sali treningowej. [b]Co daje sport?[/b] Pozwala odczuć zmęczenie fizyczne. Głowa odpoczywa, pracuje ciało. [b] Dla aktora ciało jest środkiem wyrazu.[/b] Są różne techniki aktorskie. Zwolennicy metody Stanisławskiego kombinują inaczej, a powołują się na nich profesorowie ze szkoły Lee Strasberga i pół Hollywoodu. Ale ja akurat wolę tę drugą połowę: Willema Defoe, Nicka Nolte, Klausa Kinskiego... I "biomechanikę" Me- yerholda. [b]W kinie grał pan głównie dilerów, oficerów UB, łobuziaków. Nie buntował się pan?[/b] Widzi pani, jak wyglądam, a do tego potrafię zagrać skrajne emocje. To jakie role mieli mi dawać? Ładni chłopcy w ekstremalnych sytuacjach często się rozsypują. [b]Obsadzać aktora zgodnie z warunkami to nie sztuka. Ciekawiej jest przełamywać schematy.[/b] Tak myślał Nikita Michałkow, kiedy do roli Płatonowa wybrał łysiejącego, grubego kurdupla. I to było genialne, bo on uwodził kobiety energią, sercem, duszą, miłością, zmysłowością. U nas boją się artystycznego ryzyka. Telewizja robi swoje, wszyscy muszą być ładni i wyjątkowi, muszą umieć śpiewać, tańczyć. Inne media pokazują tych ślicznych ludzi, odzierając ich z jakiejkolwiek tajemnicy. Każdy wie, jak mieszkają, co jedzą na śniadanie. Tak wygląda kreowanie gwiazd. A ja słyszę co jakiś czas od producentów, że nie jestem dość popularny. [b]Może jednak powinien pan zacząć tańczyć albo śpiewać?[/b] Nie, nie zamierzam robić wygibasów na parkiecie ani wydawać płyt. Łatwy poklask i łatwy pieniądz psują. Każdy może żyć, jak lubi. Wolę, żeby ktoś mnie cenił za robotę, a nie za to, że pojawiam się w "Fakcie" czy "Super Expressie". [b] Nie bierze pan również udziału w telenowelach.[/b] Nie mam wielkich potrzeb materialnych ani marzeń o brylowaniu w medialnym światku. A telenowele są zwykle marnie pisane i robione z dnia na dzień. W moim przypadku – odpadają, ale dobry, zamknięty serial z pomysłem to zupełnie inna rozmowa. [b]W kinie też już pan chyba znalazł swoje miejsce.[/b] Nie narzekam, dostaję propozycje od dobrych reżyserów, mam specyficzny katalog ról i to mi odpowiada. Robię swoje, po swojemu. [b]W "Mojej krwi" Marcina Wrony zagrał pan umierającego faceta. To musi dużo kosztować. [/b] Kiedy producent z Opus Film ryzykuje obsadzenie mnie w głównej roli, muszę się poświęcić, kombinować, jak zagrać najlepiej. Dla takich ról warto być aktorem. Nawet jeśli nie zdarzają się często. [b]Wielu aktorów mówi, że na czas, kiedy się nie zdarzają, trzeba mieć jakieś zaplecze.[/b] Ale co? Sklep z butami? Knajpę? [b]Nie wiem. Cokolwiek, co pozwoli przetrwać, gdy milczy telefon.[/b] Mam swoje prywatne życie. Kobietę, rodziców, dom, dzieci. Milczący telefon to czasem ulga. Muszę dokończyć komin, powiesić półki, zrobić całą elektrykę, zadzwonić do kolegi, żeby położył podłogę. Zrobić coś z samochodem, bo od trzech miesięcy mechanicy nie potrafią go naprawić. Brakuje czasu na sen, bo teraz jeszcze przygotowuję się do spektaklu w teatrze telewizji. Skończymy 23 grudnia i trzeba będzie przywieźć z działki choinkę, nakryć stół wigilijny. Nie ma szans, abym się martwił, że nie mam roboty. A cisza, która następuje po roli, jest dużo ważniejsza niż komercyjny krzyk. Łatwiej się w niej oswoić z prawdą, rozpoznać kłamstwo. [b]Ale z czegoś trzeba utrzymać rodzinę.[/b] Wiele razy w życiu musiałem uprawiać inne zawody, żeby móc sobie pozwolić na granie. [b]Nie sława, nie pieniądze. Co jest dla pana ważne?[/b] Gdy włożę w rolę cholernie dużo energii i wysiłku, staję się lepszym człowiekiem. A jeśli jeszcze dzięki ciężkiej pracy jest mi dane na chwilę stać się aktorem, przeżywam fantastyczne momenty. [b]Ma pan zawodowe marzenia?[/b] W wieku 35 lat chyba już nie ma marzeń. Człowiek musi zacząć stąpać po ziemi. Ale chciałbym dostać scenariusz, który pozwoliłby mi na cztery miesiące albo na dłużej zapomnieć o świecie. [b]A jak pan widzi siebie za 20 lat?[/b] Będę wrednym, zgredziałym, złośliwym Feuerbachem [i]rozmawiała Barbara Hollender[/i] [ramka][b]Rozmowy z aktorami nominowanymi do nagrody im. Cybulskiego na stronie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej[/b] Eryk Lubos: [link=http://www.pisf.pl/pl/pierwsze-ujecie/dzieje-sie/eryk-lubos-energia-jest-druga-po-bogu] "Energia jest druga po Bogu"[/link] Roma Gąsiorowska: [link=http://www.pisf.pl/pl/pierwsze-ujecie/dzieje-sie/roma-gasiorowska-najwiecej-osiagaja-niekorni]"Najwięcej osiągają niekorni"[/link] Magdalena Czerwińska: [link=http://www.pisf.pl/pl/pierwsze-ujecie/dzieje-sie/magdalena-czerwinska-warsztat-to-sposob-na-siebie]"Warsztat to sposób na siebie"[/link] Małgorzata Buczkowska: [link=http://www.pisf.pl/pl/pierwsze-ujecie/dzieje-sie/malgorzata-buczkowska-prawde-widac-w-sytuacji-ekstremalnej]"Prawdę widać w sytuacji ekstremalnej"[/link] [/ramka] [ramka][b]Młodzi, zdolni, zauważeni[/b] Przyznawana przez redakcję miesięcznika "Kino" Nagroda im. Zbigniewa Cybulskiego to dla młodych aktorów bardzo prestiżowe wyróżnienie. W przeszłości otrzymali je m.in. Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, Marek Kondrat. Równie ważne są laury od widzów, którzy w tym roku uhonorowali Agatę Buzek. Ale warto również zapamiętać nazwiska innych nominowanych: Małgorzaty Buczkowskiej, Magdaleny Czerwińskiej, Romy Gąsiorowskiej. Na pewno jeszcze o nich usłyszymy. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL