Wiadomości

UPA walczyła o naszą niepodległość

fot. Mykoła Łazarenko
Sekretariat Prezydenta Ukrainy
Przepraszamy za to, co Polakom zrobili nacjonaliści. Ale to tylko część historii – mówi „Rz” prezydent Ukrainy
[b]Czy jest zagrożenie, że po wyborach prezydenckich 17 stycznia Ukraina przestanie się integrować z Europą?[/b]
[b] Wiktor Juszczenko:[/b] Styczniowe wybory będą wyrazem poparcia dla tego czy innego polityka. Możemy mówić o oligarchicznym wariancie rozwoju, biorąc pod uwagę system wartości i priorytetów reprezentowanych przez Julię Tymoszenko czy lidera opozycji Wiktora Janukowycza. Na Ukrainę, opartą na takich wartościach, w Europie nikt nie czeka. To biznesowe reguły gry, demokracja jest im niepotrzebna. Jednocześnie, co jest ciekawe, około 50 procent ukraińskich wyborców wciąż zastanawia się, kogo wybrać. To pozytywny sygnał, w którym dostrzegam szansę. [b] Wierzy pan w swoje zwycięstwo?[/b]
Moja ocena sytuacji się nie zmieniła. Zwyciężę. Nie mówię tego, by kogoś obrazić czy zademonstrować swoje niezdrowe ambicje. Przejdę do drugiej tury wyborów i skonsoliduję wokół siebie demokratyczny elektorat. Jestem nastawiony optymistycznie. Codziennie przypominam rodakom: styczniowy wybór należy do was i nie będzie dotyczył konkretnego nazwiska, lecz systemu wartości. Tymoszenko nie stworzy biznesowi przejrzystej konkurencji i równych szans. Będzie za to stosować represje polityczne i gospodarcze. To nie są moje osobiste pretensje do Tymoszenko: ona reprezentuje system wartości, który mnie osobiście kompletnie nie odpowiada. [b]Czy Rosja, podobnie jak w latach ubiegłych, ingeruje w proces wyborczy na Ukrainie?[/b] Dziś Rosja wtrąca się w polityczną sytuację na Ukrainie bardziej otwarcie i cynicznie, niż kiedykolwiek wcześniej. Począwszy od krytycznych listów [od prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do Juszczenki – przyp. red.], skończywszy na wyjaśnieniach i tłumaczeniach, kogo w ukraińskich wyborach należy popierać lub nie. Takie zachowanie poniża nasz naród. Nie potrzebujemy rad w sprawie wyborów. Rosja dołożyła starań, by wychować w szeregach moich politycznych przeciwników „małorosów” czy „janyczarów” [określenie zwolenników prorosyjskiego Wiktora Janukowycza – przyp. red.]. Jednocześnie rola Moskwy nie jest aż tak wielka jak pięć czy dziesięć lat temu. Ukraińcy zaczynają żyć samodzielnie, słabiej reagują na wskazówki Kremla, podejmują własne decyzje. [b]22 listopada Ukraina obchodziła piątą rocznicę pomarańczowej rewolucji. Większość Ukraińców jest rozczarowana jej wynikiem. Czy rewolucja była straconą szansą i czy liderzy kijowskiego Majdanu nie powinni ponieść za to odpowiedzialności?[/b] Nie jestem rozczarowany wynikiem Majdanu. Pięć lat, które upłynęły od przełomowych wydarzeń, to najszczęśliwszy okres w 18-letniej historii ukraińskiej niepodległości. Zawsze będę stawiał znak równości między pomarańczową rewolucją, aktem zjednoczenia Ukraińskiej Republiki Ludowej i Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej w 1918 roku i ogłoszeniem ukraińskiej niepodległości w 1991 roku. Wydarzenia z 2004 roku uczyniły z nas Ukraińców. Jesteśmy inni. To nie była stracona szansa. Pięć lat temu Ukraina stała przed wyborem prezydenta. Stała także u progu wojny domowej. Pięć lat temu byłem w Doniecku. Musiałem pokonać parkan, by opuścić teren lotniska. Drogi wyjazdowe były okupowane przez półtora tysiąca moich agresywnych przeciwników. W donieckiej reklamie zostałem przedstawiony w mundurze esesmana. Pojechałem do Doniecka kilka dni temu: żadnych protestów i wieców przeciwko mnie. Mogłem wystąpić w donieckiej telewizji i powiedzieć dziennikarzom: czy zauważyliście, że staliście się innymi ludźmi? Ktoś w kontekście pomarańczowej rewolucji może mówić o kiełbasie czy słoninie, ja mówię o wolności słowa i wolności wyboru. [b]Jak pan ocenia stosunki Ukrainy z Polską?[/b] Są znakomite. Cieszę się, że zwykły Ukrainiec może powiedzieć: Polak to mój przyjaciel. Tak samo ja mogę powiedzieć, że moimi przyjaciółmi w Polsce są prezydent, premier czy marszałkowie Sejmu i Senatu. Dialog z nimi jest otwarty i szczery. Bardzo cenię ich nastawienie do Ukraińców i Ukrainy. Znaczącym przykładem jest także historia naszych stosunków, która pokazuje, że oba demokratyczne kraje mogły sobie nawzajem wybaczyć i podać rękę na pojednanie bez względu na trudną przeszłość. Cenimy otwartą politykę Polski, która popiera europejskie aspiracje Ukrainy. To świadczy o naszym wspólnym systemie wartości. To cel, który nas jednoczy. Przeszłość nas nie przeraża. Przykro mi jedynie z powodu powtarzających się pewnych incydentów z polskiej i ukraińskiej strony. [b]Jakich incydentów?[/b] Mam na myśli protesty towarzyszące wizytom przedstawicieli polskich i ukraińskich władz. Akcji związanych z pewnym epizodem wspólnej historii, tłumaczonej w jednostronny, szowinistyczny sposób. [b]Ma pan na myśli akcje związane z działalnością Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii?[/b] Prawdę o UPA próbuję przekazać pewnym środowiskom w Polsce. Gdy mówimy o tej części historii, dotyczącej działalności UPA, nie wyodrębniamy jej konfliktu z Polakami. Nie o tym chcemy mówić. Jesteśmy gotowi schylić głowy i powiedzieć: „wybaczcie raz jeszcze za ten epizod przeszłości w obustronnych stosunkach”. Koncentrujemy się natomiast na roli tego ruchu w procesie wyzwolenia narodowego. To nie jest polityka przeciwko Polsce. Mój ojciec walczył po stronie Armii Radzieckiej. W tym samym czasie, w 1943 roku pół miliona Ukraińców walczyło o niepodległość Ukrainy po stronie UPA. Nie sądzę, by żołnierze UPA i mój ojciec, którego uważam za wielkiego bohatera i który walczył za Ukrainę wolną od Niemców, byli przeciwnikami. To ludzie, których trzeba podziwiać, którzy walczyli przeciwko imperium i zostali postawieni przed historycznym wyborem. Nie osądzajcie ich. [b]Był pan na otwarciu stadionu Metalist w Charkowie. W tym tygodniu UEFA zdecyduje, czy wytypowane cztery miasta na Ukrainie będą gospodarzami Euro 2012. Jaka może być decyzja?[/b] Werdykt UEFA w Cardiff był mądry. Finałowe rozgrywki europejskich mistrzostw nigdy dotąd nie były organizowane w tej części wschodniej Europy. Być może znacznie łatwiej byłoby zorganizować mistrzostwa np. w Hiszpanii czy w Niemczech, gdzie są hotele i stadiony. Platini wybrał jednak inną strategię, prawidłową i nowoczesną: poprzez sport integrować wszystkie kraje Europy, kierując się na Wschód. Znaczące jest także to, że Euro 2012 organizujemy wspólnie z przyjaciółmi z Polski. Dla nas to dobra próba konsolidacji z procesami integracyjnymi. W ciągu tych dwóch i pół roku nie miałem wątpliwości, że Ukraina i Polska wywiążą się z zobowiązań, związanych z przygotowaniami do mistrzostw. Bez względu na trudności. Żaden kraj, który w ciągu ostatnich 30 – 40 lat przyjmował finałowe rozgrywki Euro, nie zna tych problemów, z którymi boryka się Ukraina: począwszy od granic i służb celnych, skończywszy na budowie dróg i infrastruktury. Nie mam wątpliwości: decyzja UEFA w sprawie ukraińskiej i polskiej organizacji mistrzostw będzie pozytywna. [i]— rozmawiała w Charkowie Tatiana Serwetnyk[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL