Służba zdrowia

Tysiące pielęgniarek ruszyły na uczelnie

Komisja Europejska pozwoliła, by studia uzupełniające dla pielęgniarek trwały tylko rok. Na zdjęciu Alina Staszkiewicz z Łodzi
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
– Studia odmładzają – mówi pielęgniarka od 30 lat pracująca na neurologii. – I rośnie prestiż naszego zawodu – dopowiadają jej koleżanki po fachu
Liczba dokształcających się pielęgniarek w średnim wieku rośnie z roku na rok, a teraz na uczelnie trafi jeszcze więcej sióstr.
Polska w ubiegłym tygodniu zakończyła dwuletnie negocjacje z Komisją Europejską. Studia uzupełniające dla pielęgniarek, które kończyły licea pielęgniarskie (istniały do 1996 roku, wciąż pracuje 177 tys. ich absolwentek), będą trwały zaledwie rok. Po tym czasie siostry uzyskają tytuł licencjata uznawany w całej UE. – To sukces – mówi Beata Cholewka, dyrektorka Departamentu Pielęgniarstwa Ministerstwa Zdrowia. – Negocjując wejście do Unii, zrobiono błąd i polskie pielęgniarki, by mieć uprawnienia jak koleżanki z Zachodu, musiały uzupełniać wykształcenie.
Dodatkowe zajęcia dające wyższe wykształcenie trwały nawet dwa i pół roku. Teraz wystarczy rok. – Chcemy, by te zasady obowiązywały już przy najbliższym naborze na studia – zapowiada Cholewka. W 2005 roku na studiach uzupełniających finansowanych z pieniędzy UE było 1,5 tys. sióstr. Rok później: 2 tys. W kolejnym roku: 3 tys. – W tym roku mamy 8,4 tysięca studiujących za darmo, a będzie ich jeszcze więcej. Po prostu starczy nam na opłacenie zajęć dla większej liczby koleżanek – mówi Cholewka. Ale tłumaczenie boomu na studia tylko tym, że za zajęcia nie trzeba płacić, byłoby uproszczeniem. Oprócz sióstr, których studia są finansowane z UE, drugie tyle uzupełnia wykształcenie za swoje pieniądze. Płacą 2,5 tys. zł za semestr. – Ja kończyłam licencjat, gdy jeszcze nie było dofinansowania. Płaciłam za niego z pielęgniarskiej pensji i był to duży wysiłek – mówi Alina Staszkiewicz ze Szpitala im. Barlickiego w Łodzi. – Zawsze marzyłam o studiach. Myślę, że to kwestia ambicji. Zmienia się praca pielęgniarki, jej pozycja w szpitalu, dużo daje uzupełnienie wiedzy teoretycznej, choćby z fizjologii czy biochemii. Natomiast praktykę znamy często lepiej niż nasi wykładowcy – opowiada. Dlatego zajęcia miewają charakter seminarium, wymiany doświadczeń, a nie wykładu. Duża grupa studiujących dostaje stypendia naukowe. Wykładowcy lubią panie w średnim wieku: są zdyscyplinowane i zaangażowane w naukę. – Niezręcznie byłoby nie zdać egzaminu u ordynatora, którego mijam codziennie na korytarzu w szpitalu – tłumaczy Staszkiewicz. Wszystkie nasze rozmówczynie podkreślają, że ranga zawodu szybko rośnie. – Studia i specjalizacje, które robimy, mają na to wpływ. Studiów pomostowych nie kończyłam, bo po tylu latach pracy nie muszę udowadniać, że znam się na tym, co robię. Ale mam dwa inne fakultety: resocjalizację i pedagogikę – opowiada pielęgniarka ze Szczecina. – Stałam się pewniejsza siebie i jestem bardziej samodzielna. I co także ważne: studia odmładzają – mówi Jadwiga Biesiadzka, oddziałowa na neurologii Szpitala im. Kopernika w Łodzi z 30-letnim stażem w zawodzie. W tej chwili siostry, które zaczynają pracę, muszą mieć przynajmniej licencjat. To też był powód, dla którego ich starsze koleżanki ruszyły na studia. – Nie chcemy, żeby ktoś pomyślał, że jesteśmy gorsze – mówi jedna z nich. Znaczenie mają też finanse. – Podwyżka to zaledwie około 100 zł, jeśli ma się wyższe wykształcenie. Niewiele. Ale może coś się zmieni w przyszłości – zakłada pielęgniarka z Warszawy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL