Wspomnienia

Pożegnanie księcia felietonu

Urnę z prochami Macieja Rybińskiego odprowadzila rodzina, przyjaciele i setki czytelników jego tekstów. Na zdjęciu żona zmarłego Krystyna Grzybowska
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Były łzy, podniosłe, ważkie słowa, ale nie zabrakło też uśmiechów
Setki ludzi przyszły wczoraj na warszawski Cmentarz Powązkowski, by pożegnać Macieja Rybińskiego, wybitnego dziennikarza, felietonistę, satyryka i pisarza.
Przybyli głównie wierni czytelnicy niemogący się pogodzić z utratą ulubionego autora i chcący towarzyszyć mu w jego ostatniej drodze. Kiedy przed mszą świętą rozpętała się ulewa, ktoś nawet powiedział: – Niebo płacze po najlepszym z felietonistów. – Zebraliśmy się z powodu Maćka, żeby pamiętać i żałować. Ale tak naprawdę żałujemy siebie, bo jego już nie będzie wśród nas – wyraził odczucia wielu zgromadzonych w kościele św. Karola Boromeusza wspominający go w imieniu przyjaciół Bronisław Wildstein.
[srodtytul]Człowiek, który służył ludziom[/srodtytul] Uroczystej mszy pogrzebowej w intencji zmarłego przewodniczył arcybiskup metropolita warszawski Kazimierz Nycz. – Świętej pamięci Maciej całe życie służył Bogu i ludziom. Służył swojej rodzinie. Służył nam wszystkim, którzy z uwagą czytaliśmy jego teksty, felietony, książki – mówił w homilli. Jeszcze przed rozpoczęciem liturgii Maciej Rybiński został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski – jednym z najwyższych odznaczeń cywilnych. „Niech to będzie wyraz pamięci i wdzięczności za odkrywanie prawdy i przywracanie prawdziwego znaczenia wartościom. Odszedł jeden z najwybitniejszych mistrzów pióra, słusznie nazywany księciem felietonu” – napisał prezydent w specjalnym liście, który odczytał minister Maciej Łopiński. [srodtytul]Rzecznik Polski uśmiechniętej[/srodtytul] Podczas pogrzebu nie brakowało wielkich słów, kiedy mówiono o życiu i dokonaniach dziennikarza. Nie brakowało też łez, kiedy urna z prochami Macieja Rybińskiego spoczęła w rodzinnym grobowcu. Na szczęście nie zabrakło też uśmiechu, który tak często swy- mi felietonami wywoływał Maciej Rybiński. – Teraz, gdy chce się nam płakać, zapewniam was, że nie ma nic przeciwko temu, byśmy, żegnając go, uśmiechnęli się przez moment – mówił jego przyjaciel i kolega z Kabaretu pod Egidą Jan Pietrzak. Dlatego, jak zaznaczył, na wyraźną prośbę zmarłego nad jego grobem odczytał kilka jego złotych myśli, m.in. „Minutę śmiechu trudniej jest wywołać niż minutę ciszy. Dla minuty ciszy wystarczy umrzeć. Na minutę śmiechu trzeba zapracować”. – Maciej Rybiński kochał Polskę i ostro widział jej niedostatki. Był rzecznikiem Polski rozumnej, uczciwej i uśmiechniętej. Taka Polska naprawdę istnieje – żegnał go Pietrzak.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL