Muzyka

Urodzona, by wzruszać śpiewem

Rzeczpospolita
Natalie Cole, córka legendarnego Nata Kinga Cole'a, pokazała wczoraj w Sali Kongresowej siłę standardów i klasycznych interpretacji
Co prawda zaczęła koncert od bossa novy, ale później sypała standardami jak z rękawa. Poruszała się z gracją, połyskując w światłach reflektorów elegancką sukienką. W dłoniach trzymała wysadzany kryształami mikrofon. Najważniejsze, że jej głos nie stracił blasku, choć z pewnością nie szarżowała nim w wokalizach, jak dwa lata temu na Torwarze.
Ze swą charakterystyczną chrypką i delikatną artykulacją oddającą najsubtelniejsze niuanse uczuć najlepiej wypadła w balladach. Tych frywolnych, jak „Paper Moon” czy „Nice ’N Easy” zaśpiewanych na samym początku koncertu. – A teraz mała niespodzianka – powiedziała kokieteryjnie intonując temat „Walkin’ My Baby Back Home”. Już w drugiej zwrotce z głośników popłynął głos jej ojca. I chociaż w rozmowie z „Rz” podkreślała, że zdobyła sławę bez jego pomocy, to z pewnością „duety” gruntownie ją utrwaliły. „Walkin’…” pochodzi z ostatniego albumu „Still Unforgettable”, ale w drugiej części koncertu usłyszeliśmy najsłynniejszy duet w wielkim przeboju Nata Kinga Cole’a „Unforgettable” skomponowanym przez Irvinga Gordona. Większość repertuaru wieczoru w wypełnionej do ostatniego miejsca Sali Kongresowej stanowiły standardy z repertuaru Nata. Dlatego z dużą satysfakcją wysłuchałem nowszych tematów, szczególnie kompozycji Michaela Franksa „Tell Me All about It” wykonanej niebywale czule. Trochę słabiej niż dwa lata temu wypadła „Fever”, ale Natalie nadaje jej zawsze tak kobiecy wymiar, że i tak przebija sugestywnością męskie wersje.Piosenkę „Better than Anything” zaśpiewała kiedyś w duecie z Dianą Krall. Na wczorajszym koncercie zamieniła się z nią rolami. W oryginale to Diana przedkładała miłość nad zakupy, teraz to Cole chciała uchodzić za bardziej romantyczną. I udało się to jej bez trudu. A prawda jest zapewne taka, że obie lubią i jedno, i drugie.
– Kiedy byłam małą dziewczynką, bardzo chciałam poznać osobę, o której śpiewał mój ojciec – zapowiedziała kolejny temat i pianista zagrał łatwo rozpoznawalne nuty „Mony Lisy”. Dziękując za gorące przyjęcie Natalie Cole zeszła ze sceny kołysząc zmysłowo biodrami i odwracając się zasalutowała publiczności. A potem zaśpiewała jeszcze trzy piosenki na bis – na bosaka. Żebyśmy lepiej ją pamiętali. Do następnego koncertu, Natalie…
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL