Archeologia

Ołtarz na wulkanie

Fotorzepa
Coś o tym słyszeli hiszpańscy konkwistadorzy, wspominali to XVI-wieczni kronikarze, ale nie widzieli tego na własne oczy. Gdzieś na stokach świętej góry w Peru była świątynia, do której pielgrzymowali Indianie z Andów. Po pięciu wiekach święte miejsce zlokalizowali polscy archeolodzy
Osadę Maucallacta – 3750 m n. p. m. – założyli na stokach góry Coropuna Indianie Keczua. Coropuna to wygasły wulkan, wznosi się na wysokość 6425 m n. p. m. „Maucallacta” oznacza w języku keczua „starą osadę”. Nazwali ją tak, ponieważ przybyli już po konkwiście, gdy z pierwotnej osady pozostały ruiny, a ich pierwotna nazwa poszła w zapomnienie, podobnie jak to, co się tam działo przed wiekami.
Poniżej ruin leży wioska San Antonio, to przysłowiowy koniec świata. Skąd w takim miejscu kompleks architektoniczny, pozostałości 250 budowli na obszarze ok. 30hektarów? [srodtytul]Zagadka na wysokim poziomie[/srodtytul]
Prostokątne budynki, typowe dla inkaskiej architektury, tworzyły zespoły skupione wokół placów. Niektóre były grubej roboty, w prowincjonalnym stylu, ale niektóre noszą ślady wspaniałej kamieniarskiej sztuki, której nie powstydziliby się specjaliści z Cuzco, stolicy inkaskiego imperium. Maciej Sobczyk z Uniwersytetu Warszawskiego, kierujący obecnie badaniami w Maucallacta, uważa, że w budowie tego kompleksu brali udział inżynierowie ze stolicy. Ale są tam też budowle, zresztą największe, powstałe kilkaset lat przed przybyciem Inków: nad całością górowała piramida z kamieni i ziemi o wysokości 10 m, podstawie 30 x 24 m. Drugi przedinkaski obiekt to platforma ułożona z kamieni –160 x 48 m. Przy fasadzie platformy potężne kamienne schody prowadziły do budowli ceremonialnej. Badania archeologiczne wykazały, że Inkowie przekształcili ją w ołtarz. Szczątki zwierząt, fragmenty naczyń składanych w ofierze wraz z popiołami zrzucano z krawędzi platformy – powstało z tego imponujące (dla archeologów) śmietnisko grubości kilku metrów. Z czasem pozostałości po ofiarach całkowicie zasypały schody, stało się to już przed konkwistą. Badania archeologiczne ujawniły też, że po obu stronach tego ołtarza płonęły ogniska. Po co? Na czyją cześć? Z jakiej okazji? [srodtytul] Szczyt jak ojciec[/srodtytul] Inkowie, tworząc imperium, gdy pojawiali się na nowych terenach, przejmowali lokalne miejsca kultu. Rozbudowywali wówczas stare kompleksy świątynne, tym samym rosło ich znaczenie. Tak stało się w Maucallacta. Większość tamtejszych budynków pochodzi z czasów inkaskich. Gdy Maucallacta utraciła znaczenie..., ale zanim utraciła, co wtedy tam się działo? Nie widzieli tego XVI-wieczni kronikarze, ale „zobaczyli” współcześni archeolodzy. Ułożyli obraz z tysięcy drobnych faktów odkrytych podczas badań. W czasach Inków kipiało tam życie, tysiącami przybywali pielgrzymi. Zanim nastały czasy hiszpańskich konkwistadorów, andyjskie szczyty otaczane były kultem. Najwyższym, takim jak Coropuna, nadawano miano „apu” – opiekun, ojciec. Taką górą, od której ludzie wywodzili swoje pochodzenie, była Coropuna. Wierzyli, że po śmierci wrócą do tego przodka. Przypisywali mu dar wieszczenia, przepowiadania przyszłości. Dlatego na zboczu Coropuny wyrósł świątynny kompleks. Świetnie widać stamtąd wierzchołek świętej góry. Ze świątyni na zboczu ciągnęły w stronę szczytu procesje pątników. Wiele dni wyczerpującej wędrówki aż do granicy wiecznych śniegów. Wiedli ich kapłani. Juczne lamy niosły opał – bez ognisk trudno przetrwać mroźne noce. [srodtytul]Chicha, a może krew[/srodtytul] Niektórym procesjom towarzyszyła lektyka, a w niej odświętnie wystrojone dziecko przeznaczone na ofiarę. Było odurzone: koką, jakimiś halucynogennymi roślinami, grzybami, kukurydzianym piwem (chicha). Umierało z zimna, albo zabijano je uderzeniem w głowę. Czasem duszono. Potem ciało składano w komorze grobowej, obok kładziono gliniane naczynia, żywność, tkaniny, biżuterię z metali i drogocennych muszli sprowadzanych z daleka. Taka ofiara to był „królewski dar” – „capac ucha”. W XVI i XVII wieku Hiszpanie bezceremonialnie rabowali inkaskie miejsca kultu w ramach zwalczania pogaństwa. Nie inaczej było w Maucallacta. Ale i tak pozostawili tyle, że wystarczyło to archeologom do zrekonstruowania najważniejszego pomieszczenia w Maucallacta. Był w nim ołtarz zastawiony naczyniami skupionymi wokół dzbana wkopanego w ziemię. Wokół ołtarza kamienny wieniec. – Jego głównym elementem był kamień z lejkowatym otworem służącym do składania ofiar płynnych. Do drugiego, zakopanego pod otworem, dzbana, spływała chicha, a może krew. Obok spoczywały szczątki tylko jednego człowieka złożonego w ofierze. Są podstawy, aby przypuszczać, że to główny kapłan Coropuny, „głos” wyroczni. [srodtytul]Będzie dobrze[/srodtytul] Co przetrwało z czasów świetności? – Świetnie obrobiony kamień, ciosany w prostopadłościenne bloki, pozostawał aż do całkiem niedawnych czasów łakomym kąskiem dla miejscowych budowniczych. Można go odnaleźć w chodnikach i wielu domach pobliskiego miasteczka Pampacolca. Gdy Maucallacta utraciła znaczenie głównego ośrodka religijnego i administracyjnego w regionie, gdy została opuszczona, zaczęła być traktowana jak olbrzymi kamieniołom, dostarczający w dodatku gotowych elementów. Ten los spotkał wielu przedhiszpańskich stanowisk w Ameryce – wyjaśnia uczestniczący w badaniach dr Janusz Wołoszyn. Ale dzięki polskim archeologom stanowisko nie jest już niszczone. Co więcej, odzyskuje, przynajmniej w części, dawny blask. Trwają tam prace konserwatorskie. Kieruje nimi Gonzalo Presbitero Rodriguez, były stypendysta polskiego rządu. – W Maucallacta chcemy zorganizować także warsztaty konserwatorskie z udziałem polskich specjalistów pracujących w Egipcie. Byłaby to znakomita promocja polskiej szkoły konserwacji zabytków –wyjaśnia prof. Mariusz Ziółkowski, „apu” –ojciec, opiekun polskich archeologicznych badań w Andach. [ramka][srodtytul]Dwa uniwersytety i dwa ministerstwa [/srodtytul] Naukowcy z Ośrodka Badań Prekolumbijskich Uniwersytetu Warszawskiego oraz z peruwiańskiego Katolickiego Uniwersytetu Santa Maria w Arequipie (współpracują z nimi specjaliści z Hiszpanii, Francji, Niemiec, Holandii i Argentyny) realizują Projekt Archeologiczny Condesuyos (tak nazywała się jedna z czterech części inkaskiego imperium). Kieruje nim prof. Mariusz Ziółkowski. Jego zastępcą jest dr Luis Augusto Belan Franco. Wsparcia finansowego udzielają między innymi polskie ministerstwa: Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Spraw Zagranicznych. Obszar badany w ramach projektu obejmuje prowincje Castilla i Condesuyos w departamencie Arequipa. Prace zmierzają do sporządzenia archeologicznej mapy regionu, zbadania inkaskiej sieci osadniczej i stworzenia tu szlaku turystycznego. Do rozpoznania i rejestracji stanowisk archeologicznych (obecnie ich lista przekracza 130 pozycji) na rozległym obszarze wokół wulkanów Coropuna i Solimana wykorzystuje się zdjęcia lotnicze regionu i poszukiwania powierzchniowe. Do tej pory zbadano najważniejsze odkryte stanowiska archeologiczne. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL