Publicystyka

Cięcie chirurgiczne premiera Tuska

Jacek Kucharczyk
Rzeczpospolita
Automaty hazardowe w naszym kraju to zaraza, która pleni się coraz bardziej. Ale premier jest wystarczająco zdeterminowany, żeby zaproponowane przez siebie rozwiązania wprowadzić – twierdzi prezes Instytutu Spraw Publicznych
Ograniczenia hazardowe rząd Donalda Tuska może wprowadzić teraz albo nigdy. Do tego, żeby zaproponować takie przepisy, potrzebny były wstrząsy polityczny i moralny. Jestem przekonany, że ze strony branży hazardowej będzie silny nacisk na to, żeby rząd sprawę odpuścił. Jeżeli jednak po tak radykalnych deklaracjach rządu lobby hazardowe zablokuje proponowane zmiany, może to oznaczać, że już nikt nie będzie w stanie tego zjawiska poważnie ograniczyć. Wówczas hazard w Polsce będzie mógł się rozwijać bez żadnych ograniczeń.
W tej sytuacji będzie bardzo trudno odróżnić głosy autentycznej debaty na temat skuteczności i celowości planów rządu w sprawie ograniczenia hazardu od niejawnych działań lobbystycznych. Branża związana z automatami będzie teraz w niebezpieczeństwie, dlatego wszystkimi możliwymi sposobami będzie chciała podważyć sens działań zaproponowanych przez premiera, a ponieważ generuje ogromne pieniądze, to posiada też duże możliwości przejścia do kontrataku. Teraz przekonamy się również, jaka jest siła i gotowość rządu do tego, żeby wytrwać w swoich postanowieniach. Te decyzje musiały być radykalne i jednoznaczne, a dodatkowo odpowiednio nagłośnione, bo decyzje połowiczne, które nie zyskałyby takiego rozgłosu, o wiele łatwiej można utopić, a potem uciec od odpowiedzialności. Z tych deklaracji, które ostatnio przedstawił Donald Tusk, trudno będzie się wycofać. Premier wypowiedział hazardowi wojnę, której wygranie nie będzie zapewne łatwe i przyjemne dla rządu.
Automaty hazardowe w naszym kraju to zaraza, która pleni się coraz bardziej. Ostatnio na każdym kroku można spotkać pomieszczenie 2 na 2 metry, a w nim stojące automaty. Postawienia tamy wzrostowi liczby automatów nie można było uniknąć. Ograniczenia – mniej lub bardziej radykalne – stosuje wiele krajów europejskich. Wydaje się, że ograniczenie tej działalności do kasyn, których siłą rzeczy zawsze będzie mniej, a przez to będą trudniej dostępne szczególnie dla młodzieży i będą ściślej monitorowane, będzie mogło skutecznie ograniczyć negatywne społeczne skutki hazardu. Nie przekonuje mnie także argument o groźbie zejścia hazardu do podziemia. Chodzi o ograniczenie zjawiska, a hazard nielegalny będzie o wiele mniej dostępny, a więc także mniej rozpowszechniony niż obecnie. Zjawiskiem szkodliwym społecznie jest również hazard w Internecie. Trudno jest jednak w sposób radykalny kontrolować Internet, bo takie próby mogą przypominać rozwiązania w duchu Wielkiego Brata. Pytanie o takie rozwiązania pozostaje otwarte, bo nie wiemy, jaką cenę w postaci ograniczenia wolności w Internecie społeczeństwo będzie gotowe zapłacić za to, że pewnego rodzaju praktyki zostaną wyeliminowane. [wyimek]Jeśli nawet hazard zejdzie do podziemia, to jako nielegalny będzie o wiele mniej dostępny, a więc także mniej rozpowszechniony niż obecnie[/wyimek] Przeciwnicy podniesienia podatku na automaty o niskich wygranych (tzw. jednoręcy bandyci) powinni zwrócić uwagę, że te same pieniądze ludzie będą wydawać na inne przyjemności, od których także płacić będą podatki, a miejsca pracy stracone w branży hazardowej zastąpią inne miejsca pracy. Zamiast na hazard młodzi ludzie wydadzą pieniądze na kino albo na koncerty czy ciuchy. Nie jest prawdą, że gdy zabraknie podatków od automatów, to te pieniądze nagle wyparują. Problemem do tej pory było przecież wyegzekwowanie podatków od właścicieli branży hazardowej, bo jak widzieliśmy ostatnio, potrafi ona skutecznie zabiegać o to, żeby podatki nie były za wysokie. Dopóki automaty będą generować tak ogromne zyski, to ta branża będzie miała siłę i możliwości, żeby wszelkie próby rzeczywistego ograniczenia jej za pomocą systemu podatkowego skutecznie blokować. Donald Tusk wybrał cięcie chirurgiczne, które oznacza w tym przypadku, że bez pieniędzy siła lobbystyczna tej branży zostanie radykalnie ograniczona. Rozwiązanie jest radykalne, a tym samym trudne do przeprowadzenia, ale czasami w polityce do podjęcia takich trudnych rozwiązań potrzebne jest przekroczenie pewnej masy krytycznej. W innym przypadku nie będą one nigdy możliwe do przeprowadzenia. Pewne grupy interesu będą się skutecznie bronić, dopóki opinia publiczna nie zostanie zmobilizowana do tego, żeby domagać się skutecznych, a nie połowicznych, działań rządu. Premier wydaje się wystarczająco zdeterminowany do tego, żeby zaproponowane przez siebie rozwiązania wprowadzić. Oczywiście od deklaracji do wprowadzenia czeka nas daleka i zapewne niełatwa droga. Zobaczymy, kto tę walkę wygra, ale na pewno opinia publiczna będzie oczekiwać wywiązania się premiera z tego, co publicznie obiecał. Być może sprawa ta będzie miała również dla pewnych grup interesu wymiar społecznie edukacyjny, skłaniając je do pewnych samoograniczeń w dążeniu do realizacji interesów własnych kosztem interesu społecznego. Przy okazji społecznej dyskusji wywołanej tzw. aferą hazardową warto też może podjąć szerszy temat wykorzystania zysków z loterii i gier losowych. W Polsce zyski z legalnego hazardu finansują sport, a przecież jest wiele innych społecznie ważnych celów, które można by w ten sposób wspierać. [i]not. maty[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL