Publicystyka

Choroba naszych mediów

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Demokracja polega na wyborze między aktualną władzą a opozycją. Dlatego niebezpieczna jest trwająca w Polsce od dwóch lat operacja niszczenia opozycji. Prowadzi ją zarówno partia rządząca, jak i istotna część środowisk opiniotwórczych
To, co zdarzyło się w Polsce w ostatnim miesiącu, w normalnym, demokratycznym kraju wywołałoby wstrząs polityczny, który zasadniczo podważyłby pozycję partii rządzącej. Za wcześnie jest, aby ocenić, jakie będzie miało to konsekwencje u nas, ale z pewnością powiedzieć można, że reakcja większej części mediów i ośrodków opiniotwórczych daleko odbiega od zachowań tego typu instytucji w krajach zdrowej demokracji.
Co więc zostało odsłonięte w Polsce? Politycy z czołówki partii rządzącej porozumiewali się z szemranymi biznesmenami, aby skroić prawo pod ich potrzeby. Przy okazji okazało się, że jeden z nich bez kłopotu ustawić może na kierowniczym stanowisku w Totalizatorze Sportowym swoją córkę. Ta sprawa w ogóle nie miała żadnych konsekwencji. Zaangażowani w aferę zostali poinformowani o śledztwie ok. dziesięciu dni po tym, gdy premier uzyskał o nim wiedzę. Śledztwo zostało spalone.
Podsłuchy w sprawie sprzedaży stoczni odsłoniły rażącą niekompetencję najważniejszych urzędników Ministerstwa Skarbu. Potwierdziła to zresztą konferencja prasowa szefa Agencji Rozwoju Przemysłu. W przetargu faworyzowany był przez ministerstwo jeden, „nasz”, oferent, co nie tylko łamało normy unijne, ale naruszało fundamentalne zasady wolnego przetargu. Minister skarbu Aleksander Grad tłumaczył, że był to jedyny inwestor, który chciał kupić całość stoczni i produkować statki. Dokumenty zadają kłam deklaracjom ministra. Oferentów na całość majątku było kilku, a faworyzowany inwestor nigdzie nie zobowiązał się do produkcji statków. Rząd i jego wpływowi zwolennicy tłumaczą, że wszystkie te działania były wynikiem rozpaczliwego poszukiwania inwestora, który miał produkować statki. Czy naprawdę w tym celu trzeba było oszukiwać Polaków bajeczką o katarskim przedsiębiorcy, którego nie było? Czy nie chodziło o prosty zabieg propagandowy w trakcie kampanii do europarlamentu? Jeśli rząd świadomie okłamuje społeczeństwo – i nie chodzi o obietnice wyborcze, ale o fakty – to wielki skandal, ale rzecz nie wyczerpuje się w tym. Za tą mętną sprawą tkwi podejrzany handlarz broni, który nie chciał budować statków, ale wyciągnąć od firmy Bumaru naliczone przez siebie odsetki o czym najprawdopodobniej wiedziały najważniejsze figury w państwie. Sprawa podsłuchów dziennikarzy to znowu skandal odsłaniający patologie na paru poziomach funkcjonowania państwa. ABW, nie niszcząc podsłuchów niezwiązanych ze sprawą, złamała prawo. Prokuratura, oficjalny dysponent owych podsłuchów, przekazała je do prywatnego procesu wiceszefowi ABW, czym nie tylko złamała prawo, ale udowodniła, że prokuratorzy, którzy tego dokonali, są na usługach ABW. A w tle, nienagłośniona przez media, sprawa nacisków, a nawet marginalizacji i degradacji prokuratorów, którzy odważyli się kontynuować śledztwo przeciw szefom tajnych służb w Polsce. Osoby te mianowane zostały na swoje stanowiska pomimo ciążących na nich niezwykle poważnych zarzutów. Dopiero wszystkie te sprawy razem pokazują problemy polskich służb specjalnych, wymiaru sprawiedliwości i obecnego rządu wreszcie. Odsłaniają również zasadniczą chorobę polskich mediów i szerzej, ośrodków opiniotwórczych. Wszędzie na świecie dziennikarze (i media) mają swoje polityczne preferencje. Trzymają się jednak fundamentalnych standardów, które każą odsłaniać i tropić nieprawości rządzących bez względu na ich polityczne kolory. W Polsce – po pierwszym etapie afery hazardowej, który został szeroko pokazany – obserwować możemy powszechną taktykę relatywizacji i zacierania spraw, które są aferami o państwowym wymiarze. Można się zastanawiać nad tym, czy CBA przy okazji stoczniowej afery wywiązało się ze wszystkich swoich obowiązków. Sprowadzanie całej sprawy do tego jest jednak oburzającą manipulacją, zwłaszcza gdy przemilczana jest rola ABW, która była powołana, aby tę sprawę sprawdzić. Mariusz Kamiński usuwany jest ze stanowiska szefa jedynej służby niemającej PRL-owskich korzeni za to, że wykrył korupcję na szczytach władzy pod rażąco fikcyjnymi zarzutami ze strony premiera (sławetna „pułapka”), które jako udowodnione powtarzane są przez dużą część mediów. Równocześnie szefom ABW, na których ciążą realne zarzuty, pozwala się hasać bezkarnie. Zjawiska te odsłaniają fundamentalny mankament III RP. Zasada demokracji polega na wyborze, którego społeczeństwo może dokonać między aktualną władzą a opozycją. Nikt tak jak opozycja nie potrafi wychwycić błędów i wykroczeń ze strony rządzących. Bez tej funkcji kontrolnej i zagrożenia utraty władzy, którą stwarza opozycja, demokracja nie funkcjonuje. W Polsce od dwóch lat trwa operacja odbierania legitymacji czy wręcz niszczenia opozycji. Dokonuje tego zarówno partia rządząca, jak i istotna część środowisk opiniotwórczych. To postawa tych środowisk i mediów pozwala dziś rządzącym nie ponosić konsekwencji swoich działań. Czy operacja ta uda się po raz kolejny? Dziś medialny front poparcia rządu nie jest już tak szczelny jak kiedyś. Jednak zmiana postaw ludzi, którym wmówiono, że obecna władza nie ma alternatywy, jeśli nawet nastąpi, musi kosztować sporo czasu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL