Moja Emerytura

Eksperci krytykują niższą składkę do OFE

Pomysł na obniżenie składki do OFE nie jest ani nowy, ani nowatorski. Od wielu miesiącach pojawia się w kuluarach rządowych
Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
— Obniżenie składek byłoby błędem. Wzrósłby procentowo udział kosztów administracyjnych państwa, spadłoby zaufanie do reformy, podważona byłaby wiarygodność rządu jako partnera sektora prywatnego. Poza tym rzeczywisty bilans państwa wcale nie zmieni się, tylko księgowe rozliczenie — uważa Michał Rutkowski z Banku Światowego, współautor koncepcji reformy emerytalnej
Jego zdaniem nawet połowa ze składki emerytalnej wynoszącej 19,52 proc. powinna trafiać do funduszy. Dziś jest to mniej niż 40 proc., bo 7,3 proc. Resztą idzie na indywidualne konto ubezpieczonej osoby w ZUS. W tym roku do OFE ma trafić około 22 mld zł składek ponad 14 mln oszczędzających. W ubiegłym roku była to kwota 20,5 mld zł.
O ewentualnych zmianach w podziale składki między ZUS i OFE mówiła przy okazji poniedziałkowej konferencji dotyczącej podwyższenia wieku emerytalnego Jolanta Fedak, minister pracy. Jej zdaniem powinniśmy czerpać z doświadczeń Szwecji, gdzie 2,5 proc. składki idzie do prywatnych instytucji. Jednak nasz system różni się tamtego. Szwedzi mogą dzielić składkę między wiele funduszy z listy kilkuset. Z kolei w Polsce cała ona trafia do jednego z 14 działających funduszy emerytalnych. Prof. Marek Góra z SGH, współautor koncepcji reformy emerytalnej, nie wierzy, że tak niedobre społecznie propozycje, jak obniżenie składki do OFE mogą być proponowane przez ministerstwo pracy. — Polski system emerytalny działa dobrze i nie ma powodów do przeprowadzania w nim rewolucji — mówi Marek Góra.
Mniej pieniędzy trafiających do OFE oznaczałoby automatycznie niższy deficyt zarządzanego przez ZUS Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Wtedy można byłoby obniżyć budżetową dotację do emerytur. Zdaniem ekspertów budżet uzyskałby dopływ gotówki dzisiaj w zamian za powiększenie zobowiązań w przyszłości. Czyli coś przeciwnego niż zakłada duch reformy wprowadzonej w 1999 r. — To krok mający na celu równoważenie bieżącego budżetu państwa, ale nie jest korzystny dla przyszłych emerytów i wielkości ich świadczeń — mówi Krzysztof Lutostański, ekspert rynku emerytalnego, były prezes Bankowy PTE. Jego zdaniem porównanie polskiego i szwedzkiego systemu nie jest dobre. Poziom emerytur w tym skandynawskim kraju jest znacznie wyższy niż w Polsce. Poza tym mniej pieniędzy płynących do OFE niekorzystnie wpłynie też na giełdę, która dziś w dużym stopniu opiera się na inwestycjach OFE. Pomysł na obniżenie składki do OFE nie jest ani nowy, ani nowatorski. Od wielu miesiącach pojawia się w kuluarach rządowych. Minister Finansów myślał o ograniczeniu składki do OFE na 2-3 lata. Takie rozwiązanie wybrały w ostatnim czasie wszystkie kraje bałtyckie, które wprowadziły podobną do polskiej reformę emerytalną. Także Rumunia, która zgodnie z planem miała zwiększyć składki i zrobiła to, ale mniej niż pierwotnie planowała. Słowacja z kolei chciała w ogóle zlikwidować fundusze emerytalne. Ostatecznie stanęło na tym, że osoby, które zaczynają pracę decydują czy chcą oszczędzać też w funduszach emerytalnych czy zostać w I filarze. Przed obniżanie składek płynących do prywatnych instytucji przestrzega OECD w ostatnim raporcie. Uważa to za działanie nieroztropne. — Kryzys pokazuje, że zdywersyfikowane źródła, z których będzie pochodzić przyszła emerytura są lepszym rozwiązaniem — mówią eksperci. Model szwedzki reformy emerytalnej jest dziś wzorem dla krajów, które chcą reformować systemy. Nie chodzi jednak o wysokość składki, a raczej o możliwość wyboru, który daje się oszczędzającym z dużej liczby instytucji finansowych. Zdaniem ekspertów polski system w tym kierunku powinien ewoluować w kolejnych latach. [ramka][b][link=http://www.rp.pl/temat/181781.html]Ranking OFE, poradniki[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL