Media

Napoleon, tyle że niższy

Paweł Bravo
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
„Przyszła dekada to ostatnie 10 lat, gdy mamy jeszcze korzystną demografię, gdy możemy szybko rosnąć. To rzeczywiście może być złota polska dekada, najlepsza w naszej historii” – głosi w „Polsce” Krzysztof Rybiński, ekonomista znany mi z trzeźwości umysłu.
Jak sięgnąć po złoto? „Pod warunkiem podjęcia mądrych, zbiorowych decyzji”. Chodzi tu o np. inwestycje w nowe elektrownie i sieci przesyłowe, ograniczenie emisji dwutlenku (Rybiński nie wnika w to, czy one szkodzą, tylko zwraca uwagę, że za chwilę zaczniemy płacić za to drakońskie kary), o zachęcanie ludzi do mnożenia się i lepszą edukację.
Co nam grozi, jeśli prześpimy dekadę? „Staniemy się małym krajem starych ludzi, w dodatku nieszczęśliwych”. A któż ma nas mądrze w tym wszystkim pokierować? Wiadomo – politycy. I tu Rybiński na chwilę wychodzi z luksusowej pozycji eksperta od zjawisk w makroskali i przygląda się bardzo małym realiom: „Jedna połowa POPiSu rządziła dwa lata, a potem druga połowa przez kolejne dwa, nie zrobiono nic, żeby ograniczyć ryzyka, o których mówiłem wcześniej. (...) Idąc do najbliższych wyborów, wrzucę pustą kartkę, bo nie ma na kogo zagłosować”. To tyle jeśli chodzi o złoty róg, a co do kartki – to od znalezienia się niej odżegnuje się Włodzimierz Cimoszewicz (w „Polsce”). Lud go błaga: „Na stacji benzynowej dwóch facetów przerywa tankowanie, żeby mi powiedzieć, że muszę kandydować. I tak wszędzie”. Na darmo. „Jadę do puszczy (...) Muszę jeszcze skończyć szafki” niezmiennie odpowiada nasz swojski Cyncynat. „W Wielkiej Brytanii Partia Pracy 14 lat czekała na Tony'ego Blaira” - odpowiada Cimoszewicz, na pytanie, czy widzi kiełkujące nowe postaci na lewicy. Nie precyzuje przy tym, od kiedy trzeba liczyć te 14 lat w przypadku SLD. I ile to będzie w przeliczeniu na szafki?
Po czołówkach gazet nie widać, że jesteśmy świeżo po fali wstrząsów, które miały coś odmienić w polskim życiu politycznym. Jest już pozamiatane i trudno nie zgodzić się z Cimoszewiczem gdy mówi, że „komisja śledcza niczego nie wyjaśni”. „Wyborcza” eksponuje coś nie mniej bulwersującego, czyli dalsze cięcia w finansowaniu zabiegów przez NFZ. Dziennikarze dotarli do planu katalogu świadczeń na 2010 r., z którego wyłania się np. szatański pomysł zniechęcenia specjalistów do wystawiania skierowań np. na tomografię (przez przerzucenie kosztów badania na placówkę, gdzie pracuje kierujący lekarz), obcięcie stawek na rozmaite operacje i pozbycie się kosztów opieki nad przewlekle chorymi. Tnie się dlatego, że pieniędzy jest za mało. Oglądani przez okienko rejestracji w przychodni już jesteśmy małym krajem nieszczęśliwych ludzi. Cytowani przez gazetę lekarze pokazują wiele rachunkowych absurdów i każą wątpić, czy wszystkie oszczędności mają sens. Czy warto, byśmy podnieśli sobie składkę na zdrowie? „Od Platformy – sejmowej i rządowej – nie można tego oficjalnie usłyszeć, bo premier jest przeciw”. A za czym mianowicie jest? Chyba na wyrost Marek Beylin porównuje dziś Tuska do Napoleona - bo taki jest sens jego wstępniaka do „Świątecznej”, który stanowi z kolei streszczenie 5-kolumnowego tasiemca pióra Adama Michnika o marnym końcu jakobinów. Rozmowy o miliardach są trudne dla laika, ale 90 tysięcy złotych to suma dostępna wyobraźni. Tyle nie chce dać miasto Warszawa na dalsze działanie przychodni dla bezdomnych na dworcu – jak donosi „Wyborcza” na czołówce działu stołecznego. Magistrat zdobył opinię prawną, że ustawa o pomocy społecznej „nie przewiduje” finansowania usług medycznych przez samorząd. Z kolei NFZ nie zapłaci za zastrzyk dla człowieka bez papierów, jeśli ten nie wydębi od urzędów zgody, której załatwianie trwa trzy tygodnie. „Coś jest nie tak z prawem” - zauważa w rozmowie z „Gazetą” osoba zajmująca się tą sprawą. Coś jest nie tak z sumieniem ludzi w ratuszu. Ale co tam paruset kloszardów. Dziś mamy „Dzień planetarnej sprawiedliwości”, zarządzony z łamów „Wyborczej” przez bioetyka Petera Singera. Musimy „odwrócić największe moralne zagrożenie naszych czasów” - czyli wystąpić na rzecz ograniczenia liczby cząsteczek CO2 w atmosferze do 350 na milion. „Wspinacze zawieszą transparenty w Himalajach, a nurkowie na australijskiej Wielkiej Rafie Koralowej (...) 350 rowerzystów okrąży miasta a w wielu miejscach zasadzone zostanie 350 drzew. (...) Nie siedźcie z założonymi rękami w nadziei, że inni zrobią dość”. W równie purnonsensowym duchu „Wysokie obcasy” na okładce pytają: „Ile lesbijek jest potrzebnych do wkręcenia żarówki?”. Obstawiam w ciemno, że 350. „Kapitalistyczna cywilizacja, w której jesteśmy zanurzeni, towarzyszące temu poczucie chaosu i zarazem jakiegoś nierozpoznanego porządku – wszystko to wymaga nowych form opowiadania” - pisze w „Wyborczej” Tadeusz Sobolewski zachęcając do obejrzenia filmu „Zero” . „Jesteśmy przyzwyczajeni, że opowieść o naszym życiu musi zatrącać o los, o niebo, piekło, o zbawienie i potępienie. Zgodnie z naszym światopoglądem wywiedzionym z Biblii chcemy wierzyć, że poza przepływem zdarzeń istnieje jakiś Byt – dobry, a może zły? Tu jednak niczego takiego nie ma (...) jest tylko przepływ zdarzeń, bezduszny przyczynowo skutkowy proces”. Na moment autor schodzi z wyżyn traktatu moralnego, w jaki potrafi obrócić krótką recenzję, czyniąc uwagę co do detalu: „film rozmija się z polskimi realiami, o ile wiem, nie odmawia się u nas przeszczepu ratującego życie – nawet wtedy gdy pacjent jest nieubezpieczony”. Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ale to wskazuje na dobry trop, jak odreagować strumień śmiesznych i strasznych słów z dzisiejszych gazet. Iść do kina na „Zero”. Będzie mniej więcej to samo, tylko w lepszym wydaniu. Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/pawelbravo/2009/10/24/napoleon-tyle-ze-nizszy/]blog.rp.pl/pawelbravo[/link]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL