Sądownictwo

Posłowie: znieść Trybunał Stanu

Emil Wąsacz przed Trybunałem Stanu (2007)
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Od 1990 r. TS rozstrzygnął tylko jedną sprawę. Były minister skarbu Emil Wąsacz już cztery lata czeka na rozprawę
W tej sytuacji posłowie zastanawiają się nad celowością istnienia tej nieskutecznej instytucji.
– Do Trybunału Stanu wpływa bardzo mało spraw. Skoro tak, to może lepiej go zlikwidować, może jest niepotrzebny – mówi Józef Zych (PSL), szef Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, której głównym zadaniem jest przygotowywanie wniosków o pociągnięcie polityków do odpowiedzialności konstytucyjnej. – Powinniśmy się zastanowić, czy konieczne jest dalsze funkcjonowanie Trybunału Stanu – wtóruje mu Michał Stuligrosz (PO), wiceszef Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. – Choć najpierw powinniśmy spróbować naprawić cały system – zastrzega. Chce rozmawiać na ten temat w Klubie PO.
[srodtytul]Brak oskarżycieli[/srodtytul] Trybunał Stanu, w którego skład wchodzi prezes Sądu Najwyższego i 18 osób wskazanych przez Sejm (często są to politycy), ma sądzić najważniejsze osoby w państwie m.in. za złamanie konstytucji i ustaw. Może orzekać kary przewidziane w kodeksach karnym i karnym skarbowym, a także pozbawić praw wyborczych, zabrać ordery lub zdecydować o utracie stanowiska. Problem w tym, że od 1990 r. rozstrzygnął tylko jedną sprawę – tzw. aferę alkoholową. Chodzi o nieprawidłowości przy imporcie trunków, za które odpowiedzialni byli m.in. ministrowie w rządzie Mieczysława Rakowskiego. W 1997 r. TS skazał dwie osoby na utratę biernego prawa wyborczego na pięć lat. Od 2005 r. ciągnie się sprawa Emila Wąsacza, ministra skarbu w rządzie Jerzego Buzka. Sejm zarzucił mu niedopełnienie obowiązków przy prywatyzacji Domów Towarowych Centrum, TP SA i PZU. W 2006 r. Trybunał ze względów formalnych postępowanie umorzył. Po roku zdecydował, że sprawę rozpatrzy jeszcze raz. Ale od tego czasu postępowanie przed Trybunałem się nie rozpoczęło. Powód? Sejm nie potrafi wyłonić spośród posłów dwóch oskarżycieli. Muszą oni być prawnikami posiadającymi uprawnienia do występowania przed sądem. Na razie jest tylko jeden chętny – Andrzej Dera z PiS. – Mój klub spełnił swój obywatelski obowiązek. Drugiego oskarżyciela powinny wyznaczyć inne kluby – uważa Dera. Stuligrosz podkreśla, że to z inicjatywy PSL i SLD Wąsacz został pociągnięty do odpowiedzialności konstytucyjnej. Dlatego to te kluby powinny doprowadzić sprawę do końca i wyznaczyć ze swojego grona posła oskarżyciela. – Cały Sejm głosował za wnioskiem w sprawie Wąsacza – denerwuje się na taką argumentację Zych.  Dera podejrzewa, że opóźnienia w sprawie Wąsacza mogą mieć charakter polityczny. – Może w Sejmie jest zbyt wiele osób, które są związane z rządem Buzka – zastanawia się.  Sam Emil Wąsacz, obecnie prezes spółki Stalexport Autostrad, twierdzi, że przeciąganie sprawy nie jest mu na rękę. – Ciągle to nade mną wisi. Chciałbym, by ta sprawa wreszcie się zakończyła – mówi „Rz”. [srodtytul]Lepszy sąd?[/srodtytul] Wąsacz nie jest zwolennikiem istnienia TS. – Wolałbym być sądzony przez sąd – podkreśla. – W składzie Trybunału często byli politycy. Moje losy mogą zależeć od tego, czy będzie tam większość przychylna czy nieprzychylna mi politycznie.  Pomysł likwidacji Trybunału oburza natomiast Derę: – Jeśli coś źle funkcjonuje, to nie jest to od razu argument, żeby to coś likwidować. Czy jeśli rząd źle rządzi, to należy zlikwidować rząd?  Stuligrosz podkreśla z kolei, że są kraje, w których nie ma odpowiednika naszego Trybunału Stanu. – Koledzy z parlamentów skandynawskich dziwią się, że u nas istnieje takie ciało. Tam polityków sądzi sąd.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL