Dane gospodarcze

Załoga z mniejszymi przywilejami

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Pracownicy prywatyzowanych spółek nie będą jednak mogli skorzystać z ich pierwokupu. Taką możliwość Ministerstwo Gospodarki zakładało jeszcze w sierpniu
Z programu wsparcia prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej, przyjętego we wtorek przez rząd, zniknął najbardziej kontrowersyjny zapis o prawie pierwokupu prywatyzowanych firm przez spółki pracownicze lub spółki aktywności obywatelskiej. Taką możliwość Ministerstwo Gospodarki zakładało jeszcze w sierpniu, kiedy program trafił do konsultacji społecznych.
Zgodnie z poprzednimi planami, minister skarbu miałby poinformować spółkę pracowniczą o wynegocjowanej z inwestorami cenie za szykowaną do sprzedaży firmę. Od tego momentu załoga dostałaby 90 dni na złożenie oświadczenia o skorzystaniu z prawa pierwokupu. Gdyby się na nie zdecydowała, musiałaby wziąć udział w prywatyzacji na warunkach ustalonych przez inwestora zewnętrznego. Wymagałoby to zmian w obowiązującej ustawie o komercjalizacji i prywatyzacji, która nie przewiduje tego typu preferencji. Propozycja przypadła do gustu związkowcom z szykowanych na sprzedaż firm, którzy ruszyli do zakładania spółek pracowniczych. Uaktywniły się też już istniejące. Dlaczego rząd nie zaakceptował tego zapisu? Bo znacznie opóźniłby prywatyzację, która nie idzie tak szybko, jak planowano, a przychody ze sprzedaży spółek Skarbu Państwa muszą - zgodnie z planem - zasilić do końca 2010 r. budżet kwotą blisko 37 mld zł. Dodatkowe trzy miesiące, które zyskałyby załogi na zastanowienie, czy chcą, czy nie chcą kupić swojej firmy, w wielu przypadkach nie doprowadziłoby do żadnej transakcji - bo pracowników większości spółek nie stać na tego rodzaju wydatek.
A byłoby dodatkowym czynnikiem zniechęcającym inwestorów, którzy już teraz okazują się twardymi negocjatorami, licząc na obniżenie ceny za prywatyzowane spółki z powodu m.in. złej sytuacji gospodarczej na świecie. A resort skarbu nie chce sprzedawać firm poniżej ich wartości. Dlatego w tym roku nie udało się sprzedać Enei, fiaskiem zakończyła się też dotąd większość aukcji prywatyzacyjnych. Nic więc dziwnego, że podczas prac nad programem prywatyzacji pracowniczej przedstawiciele MSP nie przejawiali entuzjazmu dla propozycji związanych z pierwokupem, choć wypowiadali się na ten temat ostrożnie. - Projekt, który zyskał akceptację rządu, nie zmieni nic w procedurze prywatyzacji - mówi teraz "Rz" Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu. - Naszym obowiązkiem jest równe traktowanie inwestorów. Największe szanse będzie miał ten, który przedstawi najkorzystniejszą propozycję. Program wsparcia prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej, zaakceptowany przez Radę Ministrów, koncentruje się więc na poręczeniach i gwarancjach, jakie miałby udzielać spółkom pracowniczym i tzw. spółkom aktywności obywatelskiej państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego (który miałby przeznaczyć na ten cel 325 mln zł). Poręczenia - ułatwiające m.in. przejęcie przedsiębiorstwa w leasing pracowniczy, zakup akcji spółki np. w przetargu, negocjacjach ze Skarbem Państwa albo na aukcji, bądź odkupienie części czy całości upadłego przedsiębiorstwa od syndyka - udzielane byłyby na warunkach rynkowych do kwoty stanowiącej równowartość 30 mln euro do wysokości 80 proc. pozostającej do spłaty kwoty zobowiązania objętego poręczeniem. Jako zabezpieczenie służyłyby m.in. akcje lub udziały kupione przez spółkę pracowniczą. Gdyby to taka spółka zawarła umowę prywatyzacyjną z ministerstwem skarbu, przez dwa lata jej akcjonariusze nie mogliby sprzedać posiadanych akcji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL