Biznes

Kryzys nadal omija sieci handlowe

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Tylko co dziesiąta firma z branży ma problemy, w całej gospodarce jest ich dwa razy więcej. Polski rynek jest w znacznie lepszej sytuacji niż w większości pozostałych krajów europejskich
Jak wynika z najnowszych danych przeanalizowanych przez wywiadownię gospodarczą Dunn & Bradstreet, spośród zbadanych niemal 4,5 tys. firm prowadzących sklepy spożywcze jedynie 12,7 proc. ma poważne problemy finansowe, które odbijają się na współpracy z dostawcami. Negatywne zjawiska w podobnej skali dotykają też innych firm handlowych, co pokazuje, że w branży sytuacja jest znacznie lepsza niż choćby w transporcie, budownictwie czy produkcji.
Dane potwierdzają też inne firmy, rynek najgorsze ma bowiem za sobą. Zgodnie z ostatnim raportem agencji Nielsen sprzedaż artykułów spożywczych i chemicznych po wzroście w pierwszym kwartale jedynie o 4,7 proc. już w drugim zyskała 10,7 proc., co uplasowało Polskę w ścisłej europejskiej czołówce. – Kryzysu w handlu na pewno nie ma, jednak na poziomie zysków nie jesteśmy zadowoleni z wyników. 19 naszych sklepów działa krócej niż półtora roku, więc jeszcze nie osiągnęły rentowności. Dlatego wynik netto za III kwartał też będzie poniżej naszych oczekiwań, ale końcówka roku będzie zdecydowanie lepsza – mówi Jerzy Mazgaj, prezes Alma Market.
Jednak, jak wyjaśnia, sklepy działające od pięciu do siedmiu lat zwiększają w tym roku obroty o 7 proc., a te, które funkcjonują od dwóch lat – o ok. 15 proc. Mimo to firma ogranicza nowe inwestycje. – Gdybyśmy nie byli spółką giełdową, to inwestowalibyśmy nadal, ale musimy poprawić wyniki – dodaje. W sieci Carrefour sprzedaż zaczęła się kurczyć już w ostatnim kwartale ub.r. – o 2,3 proc. W pierwszym tegorocznym spadek sięgnął 1,6 proc., jednak już kolejne przyniosły wzrost. W dobrej kondycji są też dystrybutorzy, zawsze szybko odczuwający problemy sieci detalicznych. – W hurtowniach Cash & Carry prowadzimy sprzedaż głównie za gotówkę, więc nawet jeśli kontrahenci mają problemy, my ich nie odczuwamy. Firmy, które tak jak Eurocash odpowiednio wcześnie zoptymalizowały strukturę kosztów, nie powinny odczuwać wielu negatywnych skutków sytuacji. Z wyników w trzecim kwartale jesteśmy zadowoleni, idziemy zgodnie z planem – mówi Jan Domański, rzecznik grupy Eurocash, jednego z największych graczy na rynku hurtowym w Polsce. Sklepów detalicznych, podobnie jak hurtowni, sukcesywnie ubywa, ale ma to związek w pierwszym przypadku zwłaszcza z bardzo szybkim rozwojem sieci dyskontów i supermarketów, a w drugim – z umacnianiem się takich firm, jak Emperia, Eurocash oraz Makro. Początek roku szczególnie źle wyglądał w przypadku branży odzieżowej, która miała być jedną z ofiar kryzysu. Wyprzedaże trwały znacznie dłużej niż w poprzednich latach, letnie, zamiast w lipcu, kończyły się nawet we wrześniu. Jednak z ostatnich danych wynika, że spośród 2,5 tys. firm odzieżowych o kłopotach można mówić w przypadku 9,6 proc., natomiast sklepów z artykułami wyposażenia wnętrz i meblami – 10,8 proc. Dane są zaskakujące, bo od kilku miesięcy analitycy i same firmy zupełnie przestały się wypowiadać z optymizmem, powszechnym jeszcze na początku roku. Firma doradcza PMR obniżyła do 3,4 proc. prognozę wzrostu sprzedaży artykułów spożywczych, na które mamy wydać 224,7 mld zł. Z kolei dla odzieży i obuwia PMR prognozował spadek wartości rynku o 6 proc., do 25,5 mld zł. Spodziewano się fali upadłości firm. Owszem, upadły takie firmy jak Monnari i Galeria Centrum, jednak teraz negatywne opinie pojawiają się znacznie rzadziej. – Dla branży odzieżowej końcówka roku to istna kumulacja popytu, dlatego jeśli firmy mają problemy, to mogą się one ujawnić dopiero w 2010 r. Dla nas trzeci kwartał był bardzo dobry, za półrocze wykazaliśmy niewielki zysk, a całoroczny będzie zdecydowanie wyższy – mówi Grzegorz Pilch, prezes Vistula Group. Jednak chociaż można powiedzieć, że handel wychodzi z kryzysu zwycięsko, w niektórych jego segmentach, takich jak sprzedaż materiałów budowlanych, problemy są bardziej zauważalne. – Jak przewidywaliśmy na początku roku, mamy do czynienia ze spowolnieniem na rynku, choć nie jest to znaczący spadek. Sytuacja różni się w zależności od grup asortymentowych, ale cały czas utrzymujemy wzrost liczby klientów – mówi Krzysztof Kordulewski, dyrektor finansowy Leroy Merlin Polska. Znacznie gorzej wygląda sytuacja w konkurencyjnym Praktikerze. Po trzech kwartałach sprzedaż w porównaniu z ub.r. spadła o 28,8 proc., do 142,9 mln euro, co ma związek z silnym osłabieniem złotego. W naszej walucie obroty skurczyły się o 9,1 proc., gorzej jest tylko na Węgrzech. – Wyniki badania są zgodne z naszymi obserwacjami na temat światowego kryzysu, który w większości gospodarek spowodował załamanie sprzedaży detalicznej, lecz w Polsce jak do tej pory objawia się jedynie spowolnieniem tempa wzrostu – mówi Grzegorz Łaptaś, starszy konsultant w Roland Berger Strategy Consultants. Jego zdaniem czynnikiem chroniącym naszą gospodarkę przed recesją był do tej pory znaczny popyt wewnętrzny. – Polskie gospodarstwa domowe są wciąż skłonne do konsumowania, co potwierdza relatywnie największy optymizm w branży odzieżowej, spożywczej i wyposażenia domu, gdzie ponad połowa respondentów oceniła sytuację jako dobrą lub bardzo dobrą – dodaje Łaptaś. [ramka][srodtytul]Opinia: Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji[/srodtytul] Te firmy, które odpowiednio szybko zareagowały na symptomy kryzysu i odpowiednio się do niego przygotowały, nie odczuwają dzisiaj w zasadzie większych zmian koniunktury. Dyskonty rosną zdecydowanie najszybciej, ofertę zmieniły też hipermarkety, które jeszcze mocniej rywalizują o klientów niższymi cenami. Wszystkie firmy rozwijają też ofertę tańszych produktów pod markami własnymi, do których teraz klienci przekonują się jeszcze bardziej. Zwłaszcza duże sieci dalej inwestują w nowe sklepy, nowe projekty wstrzymują ewentualnie tylko ci gracze, którzy są uzależnieni od finansowania przez banki. Te bowiem znacząco ograniczyły akcję kredytową. Jeśli jednak firmy dysponują środkami na rozwój, a takich nie brakuje, to dla nich na rynku nie dzieje się nic negatywnego. Oczywiście podobnie jak w latach poprzednich z rynku zniknie pewnie kilka tysięcy sklepów, zwłaszcza mniejszych, ale to naturalny trend obserwowany od kilku lat, także tych rekordowych pod względem tempa wzrostu rynku. A likwidowane sklepy są szybko zastępowane nowymi w lepszej lokalizacji, nawet w ramach tej samej sieci albo przez konkurencyjną sieć. [i]—pm[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL