Kolekcje

Ogromne znaczenie ma wielkość edycji

Hanna Wróblewska, zastępca dyrektora warszawskiej Zachęty
Rzeczpospolita
Rozmowa z Hanną Wróblewską, zastępcą dyrektora warszawskiej Zachęty
[b]Rz: Polscy kolekcjonerzy i inwestorzy ciągle nieufnie podchodzą do prac innych niż malarskie i rzeźbiarskie.[/b]
Hanna Wróblewska: To wielki błąd. W świecie już od wielu lat prace takie stanowią ważny element rynku sztuki. Nie umiem sobie wyobrazić ważnych kolekcji lub muzeów specjalizujących się w sztuce współczesnej bez instalacji i wideo artu. [b]Wszystko zaczęło się od pisuaru.[/b]
W 1917 r. Marcel Duchamp wystawił leżący pisuar, który nazwał „Fontanna”. Był to niewątpliwie najsłynniejszy ready-made w historii. Praca była sygnowana R. Mutt, czyli nazwiskiem producenta ceramiki łazienkowej. Nie wiadomo, co stało się z oryginalnym dziełem. W 1968 r. artysta zaprezentował limitowaną serię dziesięciu fontann. [b]Jaką cenę mogłaby dziś osiągnąć taka praca?[/b] Gdyby się okazało, że jest dostępna, co uważam za nierealne, kosztowałaby zapewne kilka milionów euro. [b]Gdyby Duchamp zrezygnował z limitowania swojego dzieła i nikt nie potrafiłby powiedzieć, ile egzemplarzy znajduje się na rynku, wartość „Fontanny” byłaby nieporównywalnie niższa.[/b] W przypadku prac powtarzalnych: instalacji, wideo, wideoinstalacji czy fotografii wielkość edycji ma kolosalne znaczenie. Zwykle są to edycje typu trzy plus jeden lub pięć plus jeden, rzadziej dziesięć plus jeden – jeden oznacza egzemplarz autorski. Spośród znakomitych polskich artystów swoich filmów programowo nie limituje Józef Robakowski. Nie robiło tego również wielu twórców aktywnych w drugiej połowie ubiegłego wieku. Dziś właściciele praw czy negatywów po fakcie ustalają liczbę prac. Powoduje to duży bałagan na rynku np. fotografii. Dla odbiorcy szczególnie ważne jest, czy ma do czynienia z oryginałem. O ile oczywiście możemy tu użyć tego słowa. Chodzi o to, by dzieło było jak najbliżej autora. Dlatego tak bardzo ceni się odbitki autorskie – vintage. [b]Zgodnie z definicją są to zdjęcia wykonane przez autora lub pod jego nadzorem z oryginalnego negatywu nie później niż pięć lat po jego powstaniu. Z kolei life time printy to odbitki wykonane przez autorów, lecz w późniejszym okresie.[/b] Ten sposób myślenia o oryginale nie budzi wątpliwości. Problemy zaczynają się przy reprintach, zwykle powstałych po śmierci autora. Jeśli u nas nie będzie się przestrzegać reguł, które w USA i Europie Zachodniej funkcjonują od lat 70., kolekcjonerzy nadal nieufnie będą podchodzić do fotografii, choć ich ceny są ciągle relatywnie niskie. Cieszy mnie to, że galerie popularyzujące młodą sztukę, której reprezentanci szczególnie chętnie posługują się niekonwencjonalnymi technikami, rozumieją ten problem i potrafią zadbać o przestrzeganie standardów. Dlatego zawsze warto kupować w dobrych, rzetelnych galeriach. [b]Zaledwie trzy lata temu można było kupić pracę wideo znakomitego artysty za 2 tys. zł. Dziś uważa się, że 4 tys. zł to minimum. Los na loterii wygrali ci, którzy docenili np. twórczość Wojtka Bąkowskiego z Poznania.[/b] To znakomity przykład twórcy, który konsekwentnie nie posługuje się klasycznymi technikami, a jednak zdobył uznanie kolekcjonerów. Niedawno, kiedy został zaproszony na prestiżową nowojorską wystawę „Younger than Jesus”, jego prace ponownie podrożały. Żartobliwie mówiąc, jako przedstawicielka Zachęty mam szczególne powody do radości, bo dzieła tego artysty są w naszych zbiorach. To samo mogę powiedzieć o kilku innych twórcach, m.in. o Piotrze Wysockim i Wojtku Doroszuku. Zdarza się, że wspieramy projekty, stając się ich współproducentem, tak jak było choćby w przypadku grupy Sędzia Główny. [b]Jak wygląda zakup pracy wideo od strony technicznej?[/b] Artysta sprzedaje tzw. kopię matkę, którą nabywca może skopiować na własny użytek. Precyzyjnie mówiąc, przedmiotem zakupu jest licencja, prawo do wprowadzenia określonego dzieła do obrotu. Nie stosuje się limitów czasowych, natomiast umowa może przewidywać ograniczenia regionalne. Warto dodać, że podobnie jak w przypadku odbitek pojawiają się kopie autorskie prac wykonanych wiele lat temu. Ciekawym wydarzeniem będzie zapewne współczesna edycja głośnego dzieła Zbigniewa Libery z lat 80. „Perseweracja mistyczna”. [b]Bardzo ważną rolę w popularyzacji zarówno określonych zjawisk w sztuce, jak i standardów pełnią czołowe muzea oraz galerie. Jak to wygląda w przypadku Zachęty?[/b] Ukierunkowaliśmy się na poszerzanie zbiorów związanych z wideo. Ktoś mógłby złośliwie skwitować, że zrobiliśmy tak, ponieważ nie mamy miejsca w magazynie, a nośniki wideo zajmują niewiele miejsca. Chcemy oczywiście zaakcentować, jak ważne dla polskiej sztuki jest medium wideo. Konsekwencją takiego podejścia jest przygotowanie odpowiednich warunków do ekspozycji. [i]rozmawiał Piotr Cegłowski[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL