Unia Europejska

Słabo walczymy o władzę w Brukseli

Budynek Komisji Europejskiej, zdj. magnusfranklin
Flickr
W Komisji Europejskiej pracuje pół tysiąca polskich urzędników, dużo mniej niż mogłoby i tylko na niższych stanowiskach
Polskich samodzielnych urzędników jest w Komisji Europejskiej 562 – wynika z przedstawionych wczoraj przez KE danych. To ciągle dwa razy mniej niż urzędników z porównywalnej z nami Hiszpanii.
Biorąc pod uwagę polski staż w Unii Europejskiej – 5,5 roku – widać, że czynimy postępy. Jednak statystyka nic nie mówi o faktycznym wpływie na unijne decyzje, który można zdobyć dzięki ludziom na stanowiskach kierowniczych. A tam Polaków ze świecą szukać. Nie mamy żadnego z 37 stanowisk dyrektorów generalnych, najwyższych w urzędniczej hierarchii. Dla porównania Niemcy rządzą w siedmiu dziedzinach, Brytyjczycy w sześciu, Francuzi, Hiszpanie i Włosi mają po pięć takich stanowisk.
[wyimek]Polacy nie mają żadnego z 37 najważniejszych stanowisk dyrektorów generalnych[/wyimek] Obsada ważnych urzędów odzwierciedla wielkość unijnego kraju. Największe mają najwięcej stanowisk i w najważniejszych dziedzinach. Niemcy rządzą energią i środowiskiem, Brytyjczycy – konkurencją i rozszerzeniem, Francuzi – rolnictwem i budżetem. Polska, szósty pod względem wielkości kraj UE, jest wyjątkiem i nie ma jej w tym gronie. Rząd liczy na zmianę sytuacji. – Talenty na dyrektorskie stanowiska można znaleźć nie tylko w starych krajach członkowskich – mówi „Rz” Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE). Sama Komisja uważa, że wszystko jest w normie. Opracowano plan (przedłużony teraz do 2009 roku), w którym przewidziano jedno stanowisko dyrektora generalnego lub jego zastępcy na nowy kraj członkowski. Polska wypełniła skromną normę z nawiązką, bo ma dwóch zastępców. Na stanowiskach kierowniczych poniżej dyrektora generalnego i jego zastępcy Polska nie wypełnia nawet tych bardzo skromnych norm. Mamy 11 dyrektorów na przyznanych nam 16, i 40 kierowników wydziałów na 74, których możemy obsadzić. Przyznaje to sama Komisja Europejska, która w raporcie pisze o konieczności zorganizowania dodatkowych konkursów zewnętrznych dla Polaków lub też szybkiej ścieżki promocyjnej dla tych już zatrudnionych na niższych stanowiskach. Nawet jeśli obsadzimy przyznane nam etaty, to i tak Hiszpania, do której się porównujemy, pozostanie daleko przed nami. Na 92 planowanych Polaków na stanowiskach kierowniczych i doradczych przypada ponad 800 Hiszpanów. Doświadczone państwa członkowskie mają specjalne programy szkolenia kandydatów do konkursów i ich promowania w Brukseli. Jak przekonuje szef UKIE, polska administracja też szkoli i lobbuje. Według niego problemem jest czasem brak dobrych kandydatów. – Szczególnie na kierowników wydziałów, gdzie wymaga się średnio dziesięciu lat pracy, najlepiej w administracji, trzech lat na stanowisku kierowniczym, znajomości języków obcych i specjalizacji. My nie mamy wielu takich ludzi. To skutek braku stabilnego korpusu apolitycznych urzędników – uważa Dowgielewicz. Jeszcze gorzej niż w Komisji wygląda sytuacja w Parlamencie Europejskim, bo Polska w czasie negocjacji uzyskała miejsca urzędnicze w Komisji, ale nie w innych instytucjach. W związku z tym w parze z niewątpliwym sukcesem politycznym, jakim był wybór Jerzego Buzka na szefa PE, nie idzie większa obecność Polaków na kierowniczych stanowiskach urzędniczych w tej instytucji. – To rozczarowujące, że proces zatrudniania Polaków, a także Czechów, postępuje wolno, a najwolniej na średnich i wyższych szczeblach zarządzania – przyznaje „Rz” Buzek. Według niego potrzebne jest przyspieszenie. – Zależy mi na tym, aby w Parlamencie Europejskim w tej sprawie w trakcie mojej kadencji udało się osiągnąć widoczny postęp. Nie będzie to łatwe, bo procedury rekrutacyjne są czasochłonne, ale jestem do tego przekonany i będę o to walczył – obiecuje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL