Historia

Statki z taśmy

Budowa statku typu Liberty w stoczni w Baltimore, 1943 r.
Archiwum „Mówią Wieki"
„Statki typu Liberty są to takie funkcjonalne szkielety bez dywanów, salonów, barów, sal jadalnych. Mają kilka bardzo prymitywnie wykończonych kabin przeznaczonych dla brygadierów i generałów. Reszta wiary śpi pokotem na ziemi na najwyższej kondygnacji przepaścistych ładowni, wypełnionych czołgami, działami, samochodami i innym sprzętem wojskowym” – opisywał jednostkę znany rysownik Marian Walentynowicz, który płynął nią z Wielkiej Brytanii do Normandii razem z 1. Dywizją Pancerną generała Maczka
Niemcy z wielkimi sukcesami przystąpili do ataku na żeglugę morską, która umożliwiała m.in. obronę Wielkiej Brytanii. Po wejściu USA do wojny Amerykanie musieli zaopatrywać nie tylko swoje oddziały, ale także sprzymierzonych na siedmiu teatrach wojennych. W czasie II wojny światowej dostarczyli więcej zaopatrzenia do Afryki niż w czasie I wojny światowej do Europy. Od 1 października 1941 roku do 31 maja 1945 roku tylko do Rosji Sowieckiej Amerykanie wysłali 17,5 mln t frachtu, z czego Niemcy zatopili 1,3 mln t.
Już w 1941 roku okazało się, że zapewnienie funkcjonowania żeglugi spadło na barki Amerykanów. W maju Roosevelt informował współpracowników, że brytyjska flota handlowa jest na krawędzi zapaści, a brytyjskie stocznie zostały zbombardowane. Polecił zwiększyć produkcję stali dla przemysłu stoczniowego. W 1941 roku stocznie USA zwodowały statki o pojemności 1,1 mln ton, ale straty na morzach były jeszcze większe. Na początku 1942 roku dla pracujących na najwyższych obrotach amerykańskich stoczni zabrakło stali, więc otrzymały pierwszeństwo w dostawach – z tego powodu we wrześniu 1942 roku produkcja czołgów spadła o 40 procent. Rząd USA powiększył produkcję stali – zbudował nowe huty, które do końca 1943 roku powstały w całych Stanach. W grudniu 1942 roku Henry J. Kaiser otworzył pierwszą na zachód od Gór Skalistych stalownię, aby trzy stocznie mogły w 1943 roku wyprodukować ponad 1000 statków. Tylko w 1941 roku Amerykanie uruchomili 18 nowych stoczni, które miały 171 pochylni. W czasie II wojny światowej w USA działały 64 stocznie prywatne, z których 20 zbudowała lub rozbudowała US Maritime Commission dla budowy statków handlowych. Dzięki temu wysiłkowi sprzymierzeni w 1942 roku zwodowali statki o tonażu 7 mln ton i 9 mln ton w kolejnym roku, chociaż na Atlantyku stracili jednostki o łącznym tonażu 8,3 mln ton i 4 mln ton w 1943 roku. Szybki wzrost produkcji stoczniowej był możliwy dzięki wprowadzeniu standardowych statków, wśród których najsłynniejszym i najliczniejszym typem był Liberty. We wrześniu 1941 roku został zwodowany pierwszy taki frachtowiec, który zabierał 10,5 tys. t ładunku i miał prędkość 11 węzłów. Nazywał się „Patrick Henry”, a jego budowa trwała 244 dni. W 1944 roku przeciętny czas budowy wynosił 42 dni. Rekord szybkości budowy padł w stoczni Kaiser Shipyards w Kalifornii: „Robert E. Peary” został zbudowany w ciągu czterech dni, 15 godzin i 29 minut. W czasie wojny amerykańskie stocznie wypuściły 2751 statków Liberty, znanych też jako EC 2. Amerykanie zbudowali także 541 mniejszych Victory Ship (7500 ton, 15 do 17 węzłów i dwa działa) oraz 550 zbiornikowców T1 i T2. Od sierpnia 1942 roku produkcja zaczęła przewyższać straty na morzu. Miesięcznie wodowano 140 jednostek. W grudniu 1942 roku zwodowane zostały statki Liberty o tonażu (po raz pierwszy w historii amerykańskich stoczni) ponad 1 mln ton.
We wrześniu 1943 roku, po podsumowaniu pierwszego roku programu budowy statków „Victory Fleet”, stocznie w USA zwodowały 488 statków o tonażu 5 450 000 ton. Szef Maritime Commission wiceadmirał Elmory S. Land powiedział w 1944 roku, że jeżeli zajdzie potrzeba, stocznie USA mogą rocznie wodować statki o tonażu 25 mln t. Zaznaczył jednak, że ich liczba jest odwrotnie proporcjonalna do jakości. Cały program wart był ok. 8,5 mld dolarów. Już w 1944 roku Amerykanie zdecydowali się pozbyć blisko 3 tys. wojennych statków, oceniając je jako nienadające się do obsługi tras regularnych, co najwyżej do żeglugi trampowej. „Patrick Henry”, pierwszy z brzydkich kaczątek, został przekazany na złom pod koniec 1958 roku. [i]Robert Przybylski, dziennikarz „Rzeczpospolitej”,znawca historii gospodarczej i techniki[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL