Opinie

Coraz mniej papieża

archiwum prywatne
Kiedy Jan Paweł II zostanie beatyfikowany, będziemy zapewne modlić się do niego, aby nam pomógł rozwiązać nasze polskie problemy. Ale czy to nie za mało? – pyta publicystka „Rzeczpospolitej”
Pamięć o Janie Pawle II się zmienia. Jeżeli szybko nie znajdziemy sposobu na przybliżanie nauczania papieża w kontekście naszych dzisiejszych problemów, możemy roztrwonić religijno-patriotyczne odrodzenie ostatnich 30 lat.
   
Zbiorowa pamięć o Janie Pawle II ożywa dwa razy w roku: 16 października, w dzień wyboru Karola Wojtyły na papieża, i 2 kwietnia, w rocznicę jego śmierci. Jutro kolejny Dzień Papieski – z koncertami, wystawami, marszami, konkursami, debatami i modlitwami o rychłą beatyfikację papieża. Potem znów zapadnie cisza, do kwietnia, kiedy ponownie zaczniemy odtwarzać atmosferę tego ogromnego duchowego poruszenia, które w 2005 roku odczuli niemal wszyscy Polacy. I stanie się tak, pomimo że czujemy coraz wyraźniej, iż dzisiaj emocje, wspomnienia już nie wystarczą. Że trzeba się udać w inną stronę, szukać nowych form przypominania nie tylko postaci papieża, ale przede wszystkim tego, co do nas mówił, i odczytywania tego w dzisiejszej perspektywie, w dzisiejszym kontekście. Scenariusz obchodów kolejnej rocznicy śmierci Jana Pawła II nie zmieni się wiele nawet jeżeli – a na co wciąż wiele wskazuje – w kwietniu 2010 roku nastąpi beatyfikacja papieża. Tak czy owak, będą górowały emocje. Ale co dalej? Gdy Jan Paweł II zostanie już beatyfikowany? To pytanie zadaje sobie pewnie coraz więcej osób, ale wciąż nie ma na nie odpowiedzi. Będziemy zapewne się modlić do Jana Pawła II, aby nam pomógł rozwiązać nasze polskie problemy, ale czy to nie za mało? Pamięć o Janie Pawle II się zmienia. Widać to wyraźnie. Papież wciąż jest obecny w indywidualnej pamięci Polaków, ale w przestrzeni publicznej jest go coraz mniej. Jakby te dwa obszary – indywidualny i zbiorowy – się rozchodziły.     Z badań socjologicznych przeprowadzonych przez Centrum Myśli Jana Pawła II w 2007 r. wynika, że nie ma chyba dziedziny życia, w której Polacy nie widzielibyśmy większego czy mniejszego wpływu Ojca Świętego na nasze życie zbiorowe (głównie chodzi o powstanie „Solidarności” i odzyskanie wolności) i indywidualne. Deklarujemy, że świadectwo życia i nauczania papieża przemieniło życie nasze albo naszych bliskich. Co więcej, twierdzimy, że kierujemy się w swoim życiu jego wskazaniami. Uznajemy też w większej czy mniejszej liczbie (w zależności od sondażu) papieża za autorytet moralny. Jak mówił niedawno w wywiadzie dla „Rz” prof. Wojciech Roszkowski, gdyby nie było tych indywidualnych śladów pamięci o papieżu, byłoby z nami – jako społeczeństwem – znacznie gorzej. Ale, dodajmy, co się stanie i z tą pamięcią indywidualną, jeżeli zabraknie merytorycznych, nieemocjonalnych impulsów z zewnątrz? Ponad cztery lata, które minęły od śmierci Jana Pawła II, to jest najdłuższy okres, jaki dzielił kolejne jego pielgrzymki do Polski. Polski papież, chociaż z reguły nie angażował się w nasze spory, zawsze trafiał w nasze problemy i potrzeby. Dawał wskazówki. W czasie ośmiu pielgrzymek do Polski ponad 11 milionów Polaków słuchało papieża bezpośrednio, reszta słuchała homilii w telewizji, radiu, czytała je w prasie. I to wystarczało, by dokonać w Polsce ogromnych zmian. Ale co dalej? Jeżeli nie podejmiemy trudu odczytania na nowo papieskiego nauczania, może się okazać, że łatwo roztrwonimy to wielkie religijno-patriotyczne odrodzenie ostatnich 30 lat. Dlatego czas uderzyć się w piersi i zapytać: Co w ciągu ponad czterech lat, które minęły od śmierci Jana Pawła II, zrobiliśmy jako Kościół, jako społeczeństwo, by przetworzyć papieskie nauczanie zgodnie z dzisiejszym kontekstem społeczno-religijnym?     Jest, owszem, prężnie pracujące, z nowatorskimi pomysłami Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie. Działa kilka placówek naukowych, które zajmują się analizą papieskiego nauczania. Ale aż trudno uwierzyć, że wszystkie one działają na katolickich uczelniach, że nie ma do tej pory żadnego instytutu Jana Pawła II na świeckim uniwersytecie. Episkopat nauczanie Jana Pawła II zwykle przywołuje w jednym kontekście: obrony życia nienarodzonych Jest Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia, która funduje stypendia zdolnej młodzieży z ubogich środowisk. Jest też sporo mniejszych, lokalnych inicjatyw, np. czytania i analizowania w małych grupach papieskich encyklik. Czekamy na powstanie wielkiego kompleksu „Nie lękajcie się” w Krakowie-Łagiewnikach. Za kilka lat powstanie muzeum Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Ale to dopiero przyszłość. W sumie więc niewiele, biorąc pod uwagę ogromną spuściznę Jana Pawła II. Mam czasem wrażenie, że jakby dla nas, Polaków, którzy skądinąd uważamy, że nikt lepiej niż my go nie rozumie, dziedzictwo papieża jest zbyt wielkie. Jakbyśmy się bali zmierzyć z papieską myślą w sposób wolny i twórczy. Kto wreszcie z tego ogromnego nauczania, jakie zostawił Jan Paweł II, wydobędzie program na następne cztery – osiem lat i dłużej? Bo takiego programu na razie nie ma. Nie przygotował go episkopat, który nauczanie papieża najczęściej przywołuje w jednym kontekście: obrony życia nienarodzonych. Nie ma innych pomysłów twórczego wykorzystania myśli i gestów Ojca Świętego. Abp Kazimierz Nycz w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówił rok temu o pomyśle przeprowadzenia rekapitulacji wszystkich papieskich pielgrzymek do Polski i wyjmując z nich to, co jest ponadczasowe, odpowiada na nasze dylematy obecnie, stworzyć program działania dla Kościoła warszawskiego. Ale to dopiero wtedy, gdy powstanie Centrum Opatrzności Bożej, czyli nie wcześniej pewnie niż w 2012 roku. A co do tej pory? I co poza Warszawą? Kto rozpocznie poważną publiczną debatę nad papieskim nauczaniem w kontekście dzisiejszych problemów Polski? Także tego, co się dzieje obecnie – dobra wspólnego, korupcji, zasad życia społecznego, etycznych fundamentów demokracji?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL