Służby mundurowe

Na czele CBA gliniarz z krwi i kości

Paweł Wojtunik (po lewej) dotąd unikał rozgłosu. Choć w policji zajmował znaczące stanowiska, zachował anonomowość, nie godził się na zdjęcia, dlatego jego twarz nie jest powszechnie znana. To jego jedyna fotografia (www.lodzka.policja.gov.pl)
Rzeczpospolita
Nowy szef biura Paweł Wojtunik to specjalista od operacji specjalnych
– Zero polityki, 100 procent kompetencji. To gliniarz z krwi i kości – tak o pełniącym obowiązki szefa CBA Pawle Wojtuniku mówią jego współpracownicy i podwładni.
– To doskonały wybór. Pragmatyczny zawodowiec, który nie da się uwikłać w żadną politykę – mówi „Rz” wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, gen. Adam Rapacki. Paweł Wojtunik, dotychczasowy dyrektor Centralnego Biura Śledczego Komendy Głównej Policji – na tym stanowisku zastąpi go Adam Maruszczak, wicedyrektor CBŚ – jest uważany za jednego z najlepszych w kraju fachowców od operacji specjalnych, które szczególnie upodobało sobie CBA.
Do policji przyszedł w 1992 r. i cztery lata później został rzucony na głęboką wodę: skierowano go do pionu zwalczania przestępczości zorganizowanej KG Policji, tzw. pezetów. Prawnik, świeżo po szkole oficerskiej. – Poznał specyfikę pracy, dobrze sobie radził, uczył się od dobrych fachowców – wspomina gen. Rapacki. W CBŚ Wojtunik pracował od początku jego powstania, czyli od 2000 r. Był naczelnikiem, wiceszefem, wreszcie – około dwóch lat temu – dyrektorem CBŚ. Został nim w trudnym czasie, krótko po tym, gdy z hukiem posadę zwolnił Jarosław Marzec, a w CBŚ panowały kiepskie nastroje. Biuro krytykowano za pogoń za statystyką, postrzegano je jako zaangażo- wane politycznie. Wojtunik przywrócił CBŚ rangę, jaką miało w czasach świetności za Adama Rapackiego. – Mniej liczyła się statystyka, ważny był kaliber spraw – przekonuje rozmówca „Rz”. Jakie sukcesy ma na koncie Wojtunik? Udział w wykryciu głośnej afery starachowickiej. Był szefem grupy policjantów pracujących pod przykryciem, którzy zastawili sieci na lokalnych przestępców mających konszachty z samorządowcami. – Gdy się okazało, że w sprawę są zamieszani wysocy politycy SLD, którzy dali przeciek i uprzedzili gangsterów o policyjnej akcji, Wojtunik i inni zaangażowani w tę operację nie ugięli się – wspomina jeden z rozmówców „Rz”. – Nie mieli później lekkiego życia. To Wojtunik nadzorował m.in. uderzenie CBŚ w młody gang pruszkowski, rozbicie fabryki euro, nie wspominając licznych antynarkotykowych akcji czy niedawnego (w kwietniu) uderzenia w nielegalny hazard, gdy funkcjonariusze zajęli ok. 300 tzw. jednorękich bandytów. – Opanowany, zorganizowany, fachowiec w każdym calu – mówią o nim koledzy. Nowy szef CBA ma jeszcze inny atut – był naczelnikiem Wydziału Operacji Specjalnych CBŚ. To m.in. on w latach 90. zabiegał o możliwość wprowadzenia zakupu kontrolowa- nego, czyli policyjnej prowokacji – mówi rozmówca „Rz”. Kontrolowane wręczenie łapówki czy narkotyków – wszystkie tego typu operacje, których policja przeprowadza kilkadziesiąt rocznie – w ostatnich latach były przygotowywane i nadzorowane przez niego. Czy także w CBA będzie osobiście nad nimi pracował? – Skupię się na ciągłości funkcjonowania instytucji – powie- dział „Rz” po wczorajszej nominacji. – To spec od takich operacji, ma je w małym palcu – mówią w CBŚ. – Jeśli CBA zrobi prowokację, to od strony procesowej będzie to majstersztyk i jej legalności nikt nie podważy – mówi osoba znająca Wojtunika. – Jego filozofia jest taka: prowokacja ma potwierdzić zdobyty wcześniej materiał operacyjny – dodaje. Na tym tle, jak wspominają informatorzy „Rz”, nieraz ścierał się z Marcem. Rapacki podkreśla: – Od lat 90. policja przeprowadziła kilkaset operacji specjalnych. Nigdy zebranych w ich trakcie dowodów sąd nie zakwestionował. Wojtunik ma opinię człowieka zasadniczego, ale cieszy się uznaniem podwładnych. Zawsze stawał za nimi murem. – To nie szef zza biurka. Nawet jako dyrektor CBŚ jeździł na akcje – podkreśla jeden z nich. – Ma poczucie humoru i dużo dystansu do siebie. Przywiązany do żony i dzieci, umie łączyć obowiązki – mówi inny. Zna perfekt angielski, przez rok (2007) odbywał służbę w Scotland Yardzie. – Świetny policjant, wykształcony, najwyższy standard – mówi „Rz” Kazimierz Szwajcowski, zastępca komendanta głównego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL