Teatr

Europę łączy trauma wojny

„Troilus i Kresyda” Williama Szekspira w reżyserii Luka Percevala, guru europejskiego teatru, z Muenchner Kammerspiele. Najciekawszy jest zbiorowy portret mężów stanu – pokazanych jako znudzeni clowni
Festiwal Dialog
Festiwal Dialog. Zachodni teatr unika metafizyki i nie ma przesłania. Polski operuje językiem religijnym i szuka nadziei
"Jestem wolny. Nie mam zobowiązań!" – krzyczy w spektaklu Alize Zandwijk z holenderskiego Ro Theater tytułowy bohater "Baala". Młodziutki Bertolt Brecht, pisząc tę sztukę w 1918 r., nie wiedział chyba, że sformułował motto współczesnej, zlaicyzowanej Europy. A może, z dzisiejszej perspektywy, idealizujemy jej XIX-wieczną ideowość. Przecież nie pomogła wyplenić zła.
"Wobec zła" to hasło tegorocznej edycji Dialogu. Jego dyrektor Krystyna Meissner przypomniała też słowa Williama Goldinga: "Człowiek wytwarza zło jak pszczoła miód". [srodtytul]Sceptycy i romantycy [/srodtytul]
Z perspektywy współczesnego zachodniego teatru widać, że po doświadczeniach XX wieku, stulecia zbrodniczych ideologii, Europa uznała, że każda idea jest zła. Skutek jest taki, że przypomina Baala. Cynicznego, hedonistycznego poetę anarchistę, który korzysta z życia, nie zważa na spustoszenie, jakie wywołuje, skazuje się na samozagładę. Alize Zandwijk włożyła mnóstwo pomysłowości i energii w pokazanie upadku swojego bohatera, ale nie wiem, co myśli o nim i o przyszłości. Spektakle innych czołowych reżyserów również są opisem naszej rzeczywistości. Christopher Marthaler piętnuje konsumeryzm. Rene Pollesch wyszydza Europę za to, że stała się supermarketem i megastudiem kiczowatego reality show. Jednak na krytyce się kończy. A po mocnej dawce turbonaturalizmu ciężko wstać z teatralnego fotela. Jeszcze ciężej żyć. Na tym tle polski teatr wciąż robi wrażenie... mesjanistycznego. Michał Zadara, wystawiając "Ifigenię", poczynił ingerencje w finale jansenistycznej tragedii Racine'a, by powiedzieć, że chrześcijaństwo wyklucza fatum i, walcząc do końca przeciwko przeciwnościom losu, można go zmienić. Jan Klata pokazał w "Ziemi obiecanej", że Borowiecki poniósł klęskę, ponieważ sprzeniewierzył się zasadom. Grzegorz Jarzyna kończy "Teoremat" według Passoliniego uliczną sondą wśród zwykłych ludzi, którzy mówią o Bogu i nadziei na pośmiertne życie. To kontra wobec egzystencjalnej pustki, w jakiej wegetuje rodzina głównego bohatera – kapitalistycznego potentata. W końcu rzuca on wszystko, by podążyć na pustynię i odrodzić się duchowo. Natalia Korczakowska, reżyserka "Solaris", panaceum na zło znajduje w miłości. Wszystkie wspomniane spektakle to jakby kolejne części "Romantyczności" Mickiewicza, pisane pod dyktando wskazówki: "Miej serce i patrzaj w serce". O różnicy między wschodem a zachodem Europy świadczy język twórców. Po pierwszych pokazach "Dialogu" zapytałem Grzegorza Jarzynę i Luka Percevala, guru zachodniego teatru, o najważniejsze artystyczne wyzwania. Jarzyna, mówiąc o "Między nami dobrze jest" Doroty Masłowskiej, używał takich pojęć, jak Duch Święty czy teologia negatywna. Belg ostrzegał, że Europa zmierza na prawo, a pod rządami Sarkozy'ego, Berlusconiego i Merkel odbiera teatrowi dotacje. Ale jeszcze bardziej zagraża jej pax americana. Miało to zabawny wydźwięk, ponieważ był ubrany w dżinsowy komplet i kapelusz – niczym hollywoodzki Indiana Jones. [srodtytul]Teatralne gwiazdy [/srodtytul] Rozmowa, jaką prowadzili dwaj inscenizatorzy, przyniosła zaskakujące wnioski: Europę łączy doświadczenie wojny, związana z nią trauma i tabu. Obaj reżyserzy poświęcili tym problemom swoje spektakle: "Między nami dobrze jest" oraz "Troilus i Kresyda". Perceval drąży temat od dawna. W "Marii Stuart" pokazał instrumentalne traktowanie sprawiedliwości z czytelną aluzją do amerykańskiego więzienia Guantanamo. W "Penthesilei" zajął się wojną płci i związanym z tym egoizmem, który rozsadza świat. "Troilus i Kresyda" z Muenchner Kammerspiele robi wrażenie niedokończonego teatralnego szkicu. Ale diagnoza jest czytelna: wojna trwa między cywilizacjami, religiami, państwami, kochankami, w rodzinach. Wojna jest w nas. Mitologiczni herosi zostali pokazani bez taryfy ulgowej jako znudzeni clowni. Świetny portret współczesnych "mężów stanu". Znamienne, że Perceval sięgnął do rzadko wystawianej sztuki Szekspira, która nie zostawia żadnej nadziei. Nawet na miłość. – Czasy, kiedy mogliśmy upatrywać przyczyn zła w podziale świata na bloki: kapitalistyczny i komunistyczny, się skończyły – mówił Perceval. – Odpowiedzialność za zło spoczywa bezpośrednio na nas. Europejski teatr ma też inny, nowy wymiar. Gwiazdorski. Perceval ma swoją stronę w Internecie. Na YouTube można obejrzeć trailery jego teatralnych przebojów. Ale przed wrocławskim pokazem "Troilusa i Kresydy" tłum teatromanów oblegał Krystiana Lupę i to on rozdawał autografy. Europa baluje, ale pojedynek z Dodą i Paris Hilton nie jest jeszcze przegrany. [ramka][b]Wydarzenia we Wrocławiu[/b] "Idiota" w reżyserii Eimuntasa Nekrosiusa z wileńskiego Meno Fortas Theatre (13.10, godz. 18, Teatr Polski). "Teoremat" Grzegorza Jarzyny (13.10, godz. 21, Opera Wrocławska). "W poszukiwaniu zaginionego pracownika" w reżyserii Rabiha Mroue, produkcja Ashkal Alwan z Libanu (13.10, godz. 18; 14.10, godz. 15, Teatr Współczesny). "Tragedie rzymskie" w reżyserii Ivo van Hove, Toneelgropem Amsterdam (14 i 15.10, godz. 18 w Wytwórni Filmów Fabularnych). "Riesenbutzbach. Stała kolonia" w reżyserii Christophera Marthalera, produkcja Wiener Festwochen (16.10, godz. 20; 17.10, godz. 17, ATM, Duże Studio). Oba ostatnie spektakle były wydarzeniami Festiwalu Awiniońskiego. Więcej na [link=http://www.dialogfestiwal.pl" "target=_blank]www.dialogfestiwal.pl[/link]. [/ramka]  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL