Styl życia

Akcja: różowy październik

Marsz Różowej Wstążki. Hiszpania, Pampeluna, 2004 r.
Forum
Kobiety kontra rak piersi. Marsze dla zdrowia odbędą się w 30 krajach na pięciu kontynentach
Dziś w Londynie w hotelu Grosvenor House odbędzie się specjalny pokaz mody połączony ze sprzedażą ubrań w różnych odcieniach różowego. W wydarzenie angażuje się m.in. Andrea McLean, najpopularniejsza w Wielkiej Brytanii prezenterka telewizyjna. Całkowity dochód z imprezy zostanie przekazany fundacjom działającym na rzecz walki z rakiem piersi.
9 października w Waszyngtonie, a 16 w Philadelphi – trzy dni z różowym: konferencje, debaty, targowiska. 25 października w Atlancie – wielki narodowy bieg po zdrowie. Również w Warszawie w sobotę ruszy w południe zdrowotny marsz. Uczestnicy będą trzymać w dłoniach różowe baloniki. W każdym z wydarzeń chodzi o to samo – zapoznanie jak największej liczby ludzi z problematyką raka piersi, zapobieganie mu i wczesne wykrywanie. Choroba dotyka już co ósmej kobiety na świecie i jest najczęstszym nowotworem złośliwym u kobiet.
Różowa wstążka jest symbolem walki z rakiem. Po raz pierwszy została zaprezentowana przez Amerykańskie Stowarzyszenie Raka Piersi. Najpierw, w 1990 r., podczas nowojorskiego biegu po zdrowie członkowie stowarzyszenia rozdali uczestnikom różowe czapki z daszkami. Rok później każda z biegnących kobiet otrzymała różową wstążkę. Pomysł został tak dobrze przyjęty, że kolejny rok – 1992, gazeta „New York Times” ogłosiła Rokiem Wstążki. Od tego czasu w akcję angażują się instytucje i firmy komercyjne, które w październiku opatrują swoje produkty różową wstążką, co oznacza, że dochód z ich sprzedaży zostanie przeznaczony na walkę z rakiem piersi. W USA w rzeczy z różową wstążką można się ubrać od stóp do głów. W Europie takie produkty sprzedają przede wszystkim firmy kosmetyczne – Estee Lauder i Avon. W Polsce różowa kampania organizowana jest już po raz 11. Przed dziesięciu laty na raka piersi chorowało około 9 tysięcy. Polek rocznie, dziś niemal 14 tysięcy. Niezmiennie rocznie umiera z powodu tej choroby około 5 tysięcy polskich kobiet. Przodujemy tą drastyczną liczbą wśród krajów Unii Europejskiej, bo lekceważymy badania profilaktyczne. W ubiegłym roku mammografię zrobiło zaledwie 30 proc. kobiet, choć badania są bezpłatne. [ramka][srodtytul]Powiedziały o sobie [/srodtytul] [b]Adrianna Szepiela, bydgoszczanka, amazonka:[/b] Sama znalazłam tego guza. Była jesień, miałam 32 lata. Córka przeziębiła się, więc to nią zaprzątałam sobie głowę. Ale zbadałam się. Diagnoza: nowotwór złośliwy. Mówili jednak, że mały, tylko blizna po nim zostanie. Rezonans magnetyczny wykazał, że mam go też w węzłach chłonnych. Zaczęła się walka, pierwsza chemia. A w pierwszym dniu nowego roku wszystkie moje długie włosy zostawiłam na poduszce. To był szok, myślałam, że ten proces będzie stopniowy. W lustrze nie zobaczyłam też swoich brwi. W marcu usunięto mi pierś. Minęło już jednak pięć lat od tych wydarzeń, a ja żyję i mam się dobrze. Siłę, by pokonać raka, dała mi córka. Dziś działam w polskim Klubie Amazonek (kobiet po mastektomii – red.) i namawiam do profilaktyki. [b]Anna Mazurkiewicz, autorka książki o raku piersi „Jak uszczypnie, będzie znak":[/b] Gdy zdiagnozowano u mnie raka piersi, byłam zaskoczona. Jak to, ja? Córka lekarza, dziennikarka? Przecież świadoma zagrożeń stosowałam profilaktykę. Dziś wiem, że to może spotkać również osobę, która bada się regularnie. Dzięki badaniom nowotwór odkryłam na tyle wcześnie, że nie okazał się wyrokiem. Ominęła mnie chemioterapia. Mogę o sobie powiedzieć: szczęściara. Walka była jednak długa, rak to choroba przewlekła. Przy nim ciągle trzeba być czujnym. Ja nie byłam. Dlatego po zwycięstwie w walce z nim, której poświęciłam jedną pierś, byłam zszokowana, gdy znowu go we mnie wykryto. Nie byłam przygotowana na powtórkę. Po czymś takim ma się „kancerofobię”. Gdy coś zaboli, od razu myśl: może przerzut? Lekarze uspokajają – rak to nie pchełka, która skacze po organizmie. Do tej choroby radzę podchodzić bez strachu. Nie omijać tematu, myśląc, że problem nas nie dotyczy. Z perspektywy czasu widzę, że rak dał mi nawet pewne korzyści. Przestałam zwracać uwagę na drobiazgi, przywiązywać się do rzeczy. Najcenniejsze jest życie i kontakty z ludźmi. [i]—m.j-l.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL