Sądownictwo

Sądny dzień szeryfa w spódnicy

Aldona Kostrzewa w 2005 roku
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Sąd w Rawie Mazowieckiej wyda jutro wyrok w sprawie byłej szefowej łódzkiej policji Aldony Kostrzewy oskarżonej o udział w tuszowaniu kolizji drogowej, którą miał spowodować po pijanemu dyrektor szpitala w Brzezinach. Była pani komendant, zwana szeryfem w spódnicy, oczekuje na wyrok uniewinniający.
Adwokat Wojciech Woźniacki w mowie końcowej argumentował, że akt oskarżenia został oparty na pomówieniach, na dodatek bardzo niespójnych. Część świadków wycofała przed sądem zeznania złożone w prokuraturze. Dlatego prosił o odważny, a nie salomonowy wyrok. – Prokuratura zbierała materiały obciążające metodami wydobywczymi, a pomijała wszelkie dowody na korzyść oskarżonych - przekonywał.
Sąd zapowiedział, że może dojść do zmiany kwalifikacji czynów i Kostrzewa może odpowiadać wyłącznie za niedopełnienie obowiązków służbowych, a nie - jak w akcie oskarżenia - także za przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistych, poplecznictwo i podżeganie do poświadczenia nieprawdy w dokumentacji. Jeśli tak się stanie, sąd będzie mógł wymierzyć karę najwyżej 2 lat pozbawienia wolności, a nie dziesięciu. – Żaden wyrok skazujący, nawet z warunkowym zawieszeniem wykonywania kary, nie będzie mnie satysfakcjonował – zapowiada Aldona Kostrzewa. [srodtytul] Pomówiona komendant [/srodtytul]
W 2006 roku na polecenie prokuratury zatrzymano i osadzono w aresztach dyrektora szpitala w Brzezinach Jana Krakowiaka i policjantów z miejscowego garnizonu. Dyrektor w czerwcu 2003 r. miał po pijanemu wjechać w znak drogowy, a policjanci zatuszować przestępstwo. Kostrzewa, która wówczas pełniła obowiązki zastępcy komendanta wojewódzkiego policji, sama zgłosiła się do prokuratury, żeby złożyć wyjaśnienia. W ten sposób uniknęła aresztowania, ale był to koniec jej kariery w policji. Dlaczego? Jedną z osób, której postawiono zarzuty była Joanna W.-M. naczelnik wydziału dochodzeniowego komendy w Brzezinach. Początkowo twierdziła, że jest niewinna, ale po kilku dniach spędzonych w areszcie powiedziała, że zamiast dyrektora w alkotest dmuchał towarzyszący jej policjant. Obciążała Kostrzewę, która miała telefonicznie namówić podwładną, żeby „skręciła” sprawę. Pani szeryf zaprzeczyła zarzutom. Nie przyznali się też pozostali oskarżeni policjanci, a dyrektor szpitala utrzymywał od początku, że był trzeźwy. – Z powodu upału zasłabłem za kierownicą – tłumaczył. [srodtytul] Opinie biegłych na podstawie zeznań [/srodtytul] Kluczem do zatrzymania dyrektora i postawienia mu zarzutów jazdy po pijanemu była opinia biegłego sporządzona po trzech latach od zdarzenia. Jedynym obciążającym go dowodem były zeznania świadków. Na ich podstawie biegły stwierdził, że dyrektor miał 2 promile alkoholu. Przez ostatni rok sąd zbierał kolejne opinie biegłych. Kluczowa dla sprawy okazała się ostatnia, zamówiona przez sąd w katedrze Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Biegła z zakresu toksykologii profesor Maria Kłys stwierdziła, że w takim przypadku zeznań świadków można jedynie przypuszczać, że dyrektor jechał pod wpływem alkoholu. [srodtytul] To miał być proces polityczny [/srodtytul] Aldona Kostrzewa jest najbardziej znaną z oskarżonych w tej sprawie. Prokuratura postawiła w śledztwie tezę, że wraz z panią komendant incydent drogowy z udziałem dyrektora szpitala tuszowali jej przełożeni i politycy. Naczelnik Joanna W.-M. pomówiła Kostrzewę, a poprzez panią komendant powiatową śledczy chcieli trafić do ówczesnego komendanta wojewódzkiego. Ten miał wskazać za wspólników Krzysztofa Janika, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz premiera Leszka Millera. Dlaczego prokuratorzy chcieli dotrzeć do najbardziej wpływowych ówczesnych polityków, nie wiadomo. Obaj byli przesłuchiwani w charakterze świadków i zgodnie oświadczyli, że ze sprawą nie mają nic wspólnego, nie znają ani oskarżonych policjantów ani dyrektora szpitala.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL