Muzyka

Finałowy wybuch Tiny Turner

Tina Turner, Tina live, DVD + CD EMI 2009
Rzeczpospolita
Razem z nią na scenie pojawiają się seksapil, rockowa energia i staroświeckie maniery. Turner niczego nie odmawia publiczności. Ten ostatni raz. Dla naszych czytelników mamy trzy płyty "Tina Turner, Tina live"
Wita się ubrana w sukienkę mini. Bo istotne jest nie tylko, że wróciła na scenę, by z impetem świętować i zakończyć trwającą pół wieku karierę. Ważne, że wciąż ma te nogi, uwodzące spojrzenie, lśniące stroje. I kondycję.
Od bluesowych początków kariery aż po jej rockowy szczyt w latach 90. Tina była przede wszystkim zjawiskiem scenicznym – wulkanem energii, drapieżną diwą, niezmordowaną dostarczycielką rozrywki. I ten wizerunek, niezmieniony ani na jotę, przypomniała teraz na pożegnanie. Zarejestrowany w holenderskim Arnhem koncert rozpoczyna się od blues-rockowej „Steamy Windows”, w której Tina pokazuje pazur i moc swego głosu. Jest jeszcze bardziej chrapliwy niż przed laty, ale i mocniejszy. W akustycznej wersji „Let’s Stay Together” mikrofon okaże się niemal zbędny.
Kamera śledzi zachwyconą publiczność w wieku od 20 do 70 lat, wszyscy znają refreny na pamięć. To wieczór wielkich przebojów i zagorzałych fanów, a Tina podróżuje w przeszłość, prezentując dawne wcielenia jak z archiwum – obrazki zatrzymane w czasie. Prowokującą „What’s Love Got to Do with It” śpiewa jak w latach 80., w czerwonej sukience. Do „Proud Mary” wychodzi z tancerkami, by odtworzyć wymyśloną w latach 70. choreografię – kręcenie młynków i nurkowanie w powietrzu. W „Nutbush City Limits” podróżuje nad głowami widzów dzięki tinamobile – wysięgnikowi zakończonemu małym balkonem. Wyciąga w dół ramiona i prosi ludzi, by wykrzykiwali nazwę miasteczka, w którym się urodziła – Nutbush. Ten numer był największą atrakcją jej masowych koncertów, także w Warszawie i Sopocie. Teraz wzbogaciła go o cyrkowy trick – przebiega po wysięgniku bez zabezpieczeń na wysokich szpilkach. Mimo wszystko Turner nie jest już tak fenomenalna jak u progu nowego stulecia, gdy ostatnio była w trasie. Wtedy prezentowała wspaniałą formę. Teraz czuć, że już tylko wciela się w tamtą dziką, nieokiełznaną Tinę. Ale warto jeszcze raz zobaczyć, jak przez blisko dwie godziny tańczy i skacze, ciężko pracuje, by nas zadowolić. Wie, co powiedzieć, jak spojrzeć w tłum, jakim utworem zamknąć show. Jest jedną z ostatnich wielkich dam rozrywki – tych, które spędziły życie na scenie i mają prawo zaśpiewać: „Muzyka to mój biznes”. [i]Tina Turner, Tina live, DVD + CD EMI 2009[/i][ramka] KONKURS Dla naszych czytelników mamy 3 płyty "Tina Turner, Tina live". Wygrają 3 pierwsze zgłoszenia na adres [mail=kultura@rp.pl]kultura@rp.pl[/mail]. W tytule prosimy wpisać tytuł płyty. [b]Znamy już zwycięzców, poinformujemy ich drogą elektroniczną. Dziękujemy za udział w konkursie :) [/b] [link=http://www.facebook.com/pages/Serwis-Kulturalny-rppl/140157390741]Zostań fanem serwisu na Facebooku[/link] - informacje o konkursach - zaproszenia na koncerty, do teatru, ciekawe książki. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL