Warszawa

Muranów – stolica Edelmana

Marek Edelman zmarł w piątek wieczorem w Warszawie
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Warszawa Marka Edelmana? Jego miejsca? On sam powiedziałby: „A jakie to ma dziś znaczenie“
Gdy w 2001 roku przyjmował tytuł Honorowego Obywatela Warszawy, stołeczni radni mówili o nim: „To legenda tego miasta. Całym życiem świadczył o sprawiedliwości i godności”.
A on sam, odbierając wyróżnienie, stwierdził wtedy: – Warszawa to moje miasto. Tutaj się nauczyłem mówić po polsku, żydowsku i niemiecku i że trzeba zwracać uwagę na drugiego człowieka. Ale i tu po raz pierwszy dostałem po pysku za to, że jestem Żydem. Fundamenty tego miasta stoją na kościach moich przyjaciół. Zalanych betonem, asfaltem. Niby nic nie widać, ale czasem, jak zaświeci słońce, pokazuje się mała kosteczka, która świadczy, że coś jednak tu było”. Choć po wojnie związany był z Łodzią, w stolicy najważniejszy był dla niego Muranów, właśnie dzięki „kościom przyjaciół” – śladom powstania w getcie, którego był ostatnim przywódcą.
Ale najważniejszą datą był 19 kwietnia 1943 r. Co roku, od kilkudziesięciu lat o tej samej godzinie – w południe – pojawiał się przed pomnikiem Bohaterów Getta na Muranowie. Prywatnie, niezależnie od oficjalnych uroczystości. – Ten marsz śladem bohaterów getta będzie się z nim najbardziej kojarzyć. Cisza, szept: „idzie Edelman“, wszyscy się rozstępują, a potem idą za nim z kwiatami. To zostanie mi na zawsze w pamięci. Nie było patosu. Po prostu szedł człowiek, który walczył o pamięć o poległych Żydach – mówi Gołda Tencer, szefowa fundacji Shalom. – To był manifest bezkompromisowości. Złościło go przesuwanie uroczystości raz ze względu na święto religijne, innym razem na obecność oficjeli. A on mówił, że nic innego nie było ważne wtedy w 1943 r., to i teraz nie powinno być – opowiada Jerzy Halbersztadt, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich. Zapewnia, że za rok, też 19 kwietnia w południe, marsz również się odbędzie o godz. 12. A ulubione miejsca Edelmana w Warszawie? – Nie był człowiekiem, który lubił „bywać”. Pewnie powiedziałby: „A jakie to ma znaczenie?” – uśmiecha się Halbersztadt. Tym szczególnym na pewno był dom państwa Sawickich, w którym mieszkał ostatnie dwa lata. – Tu zmarł, wśród przyjaciół i bliskich – mówi Paula Sawicka.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL