Siatkówka

Walczyliśmy do końca

Piotr Makowski zastępował Jerzego Matlaka
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Z Holandią nie dały rady, ale ona właśnie z nami zagrała wyjątkowo dobrze - mówi Piotr Makowski, drugi trener polskiej drużyny
[b]RZ: Komu dedykuje pan ten brązowy medal?[/b]
[b]Piotr Makowski:[/b] Po pierwsze zawodniczkom, bo wierzyły do końca, że są w stanie wygrać z każdym. Z Holandią nie dały rady, ale ona właśnie z nami zagrała wyjątkowo dobrze. Po drugie – trenerowi Jerzemu Matlakowi, który stworzył cały zespół. To, że ja się w nim znalazłem, to przecież jego wybór. Po trzecie – tym, którzy w nas nie wierzyli i pod nami kopali dołki, między innymi mówiąc, że się lansuję i próbuję wypłynąć na szersze wody na nieszczęściu Matlaka. To smutne, ale niestety prawdziwe. [b]Spodziewał się pan, że mecz z Niemkami skończy się w trzech setach?[/b]
Niemki nie poddawały się, nikt nie wie, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdy wygrały trzeciego seta. Na szczęście zachowaliśmy czujność do końca. [b]Wróćmy do półfinału z Holandią. Zgadza się pan z Avitalem Selingerem, który mówił, że w pierwszych dwóch setach jego drużyna zagrała najlepiej w historii swych występów?[/b] Selinger miał na myśli ostatnie pięć lat wspólnej pracy. Nie przesadzał. Holenderki naprawdę zagrały perfekcyjnie. [b]Co pan powiedział swoim zawodniczkom po sromotnie przegranych dwóch setach?[/b] Że musimy przyśpieszyć grę bez względu na konsekwencje. To była jedyna szansa, by nawiązać z nimi walkę. [b]Jaki element gry zadecydował o naszej przegranej?[/b] Siatkówka to gra, w której jeden błąd rodzi kolejne. Jeśli masz trudności z przyjęciem serwisu, to od razu masz problem. Nie można precyzyjnie rozegrać piłki, trudno zgubić blok rywalek i bardzo ciężko skończyć atak. Tak właśnie było w meczu z Holenderkami. [b]Trzeci set był już zupełnie inny. Wierzył pan w zwycięstwo?[/b] Na tym poziomie każdy może wygrać z każdym. Holenderki też można zmusić do błędów, ale trzeba grać na granicy swoich możliwości. [b]Niewielu liczyło, że Polki będą grały o medal. Pan wierzył?[/b] Po pierwszej porażce z Holenderkami krytykowano nas bez umiaru. A przecież to nie był zły mecz. Oglądałem go kilka razy i byłem zaskoczony,że graliśmy tak dobrze. [b]Kontaktował się pan z Jerzym Matlakiem podczas ostatnich meczów?[/b] Za każdym razem podkreślam, że pierwszym trenerem jest Matlak, a ja tylko jego asystentem. Rozmawialiśmy kilka razy, wiem, że oglądał mecze w telewizji i cały czas czuwał przy chorej żonie. To, jak tu grały Polki, to jego zasługa. To też jego medal.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL