Lokaty i inwestycje

Zarządzanie finansami osobistymi przenosi się do sieci

ROL
Należąca do Comarchu spółka iFin24 włączyła się do walki o kieszenie polskich internautów. Liczy, że zechcą płacić za korzystanie z serwisu pozwalającego im zarządzać finansami osobistymi
W sieci można znaleźć szereg darmowych programów, stworzonych przez polskich informatyków, które po ściągnięciu na komputer pomogą nam zapanować nad domowym budżetem. Na rynku są również dostępne płatne aplikacje. Koszt nabycia takiego rozwiązania nie przekracza kilkudziesięciu złotych.
Na Zachodzie aplikacje typu PFM (Personal Finance Management) są jeszcze częściej używane niż w naszym kraju. Najpopularniejszy darmowy serwis tego typu – Mint.com, został w bieżącym roku kupiony przez firmę Intuit, której sztandarowym produktem do zarządzania finansami osobistymi jest Quicken. Walczy o palmę pierwszeństwa z MS Money, należącym do Microsoftu. Oba produkty to płatne aplikacje, które każdy może zainstalować na swoim desktopie. Microsoft podjął w tym roku decyzję, że nie będzie już rozwijał MS Money. Skupi się za to na rozwoju swojego portalu finansowego. Podobną ścieżką chce podążać Comarch oraz kilku innych graczy, którzy prowadzą podobne serwisy, m.in. Easybudget. Czym krakowska spółka chce zachęcić internautów do korzystania właśnie z ich produktu? – Użytkownik, któremu gwarantujemy pełną anonimowość, będzie miał dostęp do swojego konta z dowolnego komputera. Kładziemy ogromny nacisk na bezpieczeństwo. Dane będą odpowiednio zabezpieczone w naszym data center (centrum przechowywania danych – red.).
Po trzecie, anonimowe profile użytkowników w serwisie są zabezpieczone w sposób analogiczny do kont w bankowości elektronicznej a dane nie są i nie będą przekazywane do instytucji finansowych czy jakichkolwiek innych podmiotów – wylicza zalety Wawrzyniec Sosnowski, wiceprezes iFin24. Zapewnia, że serwis będzie stale rozbudowywany. – Chcemy, żeby nasi klienci na naszych stronach mogli znaleźć informacje o kredytach, lokatach i innych produktach finansowych. Będą mogli je porównywać, żeby znaleźć dla siebie najlepszą ofertę – mówi. Zapewnia, że serwis nie będzie promował produktów tej czy innej instytucji. – Celujemy z bardziej świadomych klientów, którzy nie chcą być spamowani reklamami bankowymi – tłumaczy. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości spółka nawiąże współpracę z instytucjami, żeby przygotować produkt dedykowany specjalnie dla jej klientów. - Serwisy, które są darmowe dla użytkowników zarabiają na reklamowaniu i polecaniu produktów finansowych, nie są więc obiektywne, a ich standardy bezpieczeństwa często pozostawiają wiele do życzenia – dodaje Konrad Tarański, wiceprezes spółki odpowiedzialny za finanse (odpowiada również za finanse Comarchu). Na czym w takim razie chce zarabiać iFin24? – W ciągu kilku miesięcy, ale nie w tym roku, wprowadzimy opłaty za korzystanie z naszego produktu – wyjaśnia Sosnowski. Nie chce zdradzić szczegółów. Zapewnia, że miesięczny koszt nie przekroczy kilkunastu złotych. Konkurencyjny EasyBudget kosztuje 10 zł za trzy miesiące. Opłaty będzie można regulować za pośrednictwem serwisów do płatności elektronicznych (np. Przelew24). Założyciele iFin24 liczą, że w ciągu roku serwis będzie miał 10 tys. płacących użytkowników. Żeby osiągnąć próg rentowności potrzebne ich będzie 50 tys. – Naszym celem do osiągnięcia za trzy lata jest zdobycie 100 tys. użytkowników – podsumowuje wiceprezes firmy. [ramka][b][link=http://www.rp.pl/temat/321456.html]Jak oszczędzać i być szczęśliwym?[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL