Kraj

Kazirodztwo po raz drugi?

Dziewczynki z domu Jana Sz. są nazywane we wsi wnuczkocórki
Fotorzepa
Szok na Pomorzu. Badania wykażą, czy 71-letni rolnik, który ma czworo dzieci z córką, jest także ojcem dziecka wnuczki
Gdy dziesięć lat temu sąd skazał rolnika z pomorskiego Warszkówka pod Sławnem Jana Sz. za kazirodcze stosunki z córką, a szokujące tajemnice jego rodziny za sprawą dziennikarzy ujrzały światło dzienne, wydawało się, że sprawa jest ostatecznie zamknięta.
Jednak Prokuratura Rejonowa w Sławnie prowadzi kolejne śledztwo, dziennikarze znów zjeżdżają stadami, a mieszkańcy zamykają się przed nimi w domach. Już kiedyś czuli się zakłopotani, gdy ich pytano, jak to możliwe, że ich sąsiad latami płodził dzieci z córką i nikt z nich nie interweniował. Tym bardziej dziś nie chcą się zastanawiać, czy mógł to robić także z wnuczką. – To nie było tak, że wszyscy byli odwróceni, że nikt nie reagował – mówi bliski sąsiad rodziny Sz., komendant policji w jednej z sąsiednich miejscowości. – Na pewno byli tacy, co chcieli pomóc, ale nie wiedzieli jak. Bo domyślać się to jedno, a mieć dowody – drugie.
W końcu wybucha: – Prawda jest taka, że gdybym jako policjant nie złożył zeznań, do śledztwa może w ogóle by nie doszło. – Wszyscy dobrze wiedzieli, co się tam dzieje całe lata – mówi z kolei mieszkanka Warszkówka. – I nadal wiedzą, tylko nie chcą się mieszać. Od niektórych słyszę: „Nie wtrącaj się, to nie twoja sprawa”. A Jan Sz. to nawet synową, jak sobie popije, obleśnie poklepuje, i to na oczach wsi. – Ja kiedyś usłyszałem: „Ciesz się, że on nie twoją kobietę, no, ten tego” – dodaje jej mąż. – A jeden to nawet powiedział, że podziwia Jana Sz. za to, że „sobie tak dobrze pod siebie dziewczyny wychował”. – My je nazywamy wnuczkocórki – kwituje sąsiadka. [srodtytul]Córka pod ręką[/srodtytul] Jan Sz., rolnik na 21 hektarach, nie tykał córek, póki miał żonę. Ale zmarła przy 14. dziecku. Kiedy sięgnął po córki, a dwie z nich szybko uciekły z domu, skupił się na Brygidzie. To ona zajęła miejsce gospodyni w domu, tym bardziej że w szkole jej nie szło. Nie skończyła nawet podstawówki. Biegli napisali później, że była ociężała umysłowo. Sąsiadka: – Ktoś opowiadał, że jak Jan Sz. pił z kolegami w domu i grał w karty, to potrafił odejść od stołu, mówiąc, iż „idzie do Brysi odpocząć”. Jak już „odpoczął”, wracał do kart. Pierwsze dziecko Brygida urodziła jako 19-latka w 1986 r. Potem sześcioro następnych w 1988, 1989, 1990, 1992, 1994 i 1996 r. Ósme, ostatnie dziecko – w 1999 r. Wśród nich jest jeden chłopiec. Za każdym razem w rubryce „ojciec” było napisane: „nieznany”. Ale wieś swoje wiedziała, plotki docierały nawet do miasta. Jednak prokuratura w Sławnie wszczęła śledztwo dopiero po formalnym zawiadomieniu Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Kiedy Brygida Sz. przyszła po pomoc na siódme dziecko, pracownice zaczęły ją namawiać, by wystąpiła o alimenty. Usłyszały, że alimentów nie chce. I uparcie milczała. Nagabywany w tej sprawie Jan Sz. reagował agresywnie. Pracownice GOPS domyślały się, że Brygida jako upośledzona może być wykorzystywana przez ojca. Do prokuratury napisały, że relacje między ojcem i córką „mogą nie być zwykłymi”. – Dziewczynki na pytania o dom zwykle milkły – mówi nauczycielka z Warszkowa. – Ale kiedyś jedna z z nich powiedziała w szkole, że „dziadek lubi dziewczynki”. Ani Jan Sz., ani jego córka nie przyznali się jednak do stosunków kazirodczych. Mimo to w 1998 r. prokuratura oboje oskarżyła o przestępstwo, a rok później Sąd Rejonowy w Sławnie skazał Jana Sz. na rok i dwa miesiące więzienia. Brygidę Sz. uniewinnił, uznając, że z po-wodu upośledzenia nie mogła zdawać sobie sprawy z tego, że dopuszcza się przestępstwa. Jedynym, za to niepodważalnym dowodem w sprawie były badania genetyczne, które wykazały, że czwórkę z ośmiorga urodzonych przez Brygidę dzieci spłodził jej ojciec. Sędzia, uzasadniając karę bezwzględną, podał, że „to, iż oskarżony popełniał przypisywane mu czyny regularnie, nie pozwala uznać, że zaniecha on podobnych czynów w przyszłości”. Od wyroku odwołały się obie strony procesu. Rok później Sąd Okręgowy w Słupsku złagodził wyrok – skrócił karę do roku i zawiesił jej wykonanie na pięć lat, bo „kierując się dobrem dzieci”, wyszedł z założenia, że cała liczna rodzina uzależniona jest materialnie od Jana Sz. Cisza trwała osiem lat. [srodtytul]Alarmujący anonim[/srodtytul] Rok temu prokuratura rozpoczęła wobec Jana Sz. postępowanie sprawdzające, bo otrzymała anonim, z którego wynikało, że ma on kolejne dziecko, tym razem z najstarszą wnuczką. Wówczas nie zdecydowała się jednak na wszczęcie śledztwa. Dlaczego? Jarosław Płachta, prokurator rejonowy w Sławnie: – Jan Sz. zdecydowanie zaprzeczył, że dziecko wnuczki może być jego, a ona oświadczyła, że ojcem dziecka jest jej chłopak. Wytłumaczyła, że dziecku dała swoje nazwisko, bo jej chłopak nie ma dowodu osobistego. – Wyjaśnienia były dość logiczne – mówi Płachta. W czerwcu 2009 r. do Ministerstwa Sprawiedliwości trafił kolejny anonim, a w październiku do prezesa Sądu Rejonowego w Sławnie napisał rzecznik praw dziecka, że „nadal małoletnie dzieci są świadkami kazirodztwa w swojej rodzinie, co może stanowić zagrożenie dla ich dobra”. Rzecznik wskazał, że „dzieciom wychowującym się w takiej rodzinie może grozić demoralizacja, istnieje także niebezpieczeństwo, że same staną się ofiarami molestowania seksualnego”. Prokuratura Rejonowa w Sławnie w tym roku zmieniła zdanie i wszczęła śledztwo w sprawie domniemanego kazirodztwa. W przyszłym tygodniu zleci badania genetyczne. Mają one dowieść, czy Jan Sz. wykorzystywał seksualnie także wnuczkę. – Na razie Jan Sz. podejrzanym nie jest, bo śledztwo toczy się w sprawie – mówi prokurator Płachta. Dziewczyna była jedną z tych wnuczek, wobec których ojcostwo Jana Sz. badania genetyczne sprzed dziesięciu lat wykluczyły. Ale w aktach umorzonego postępowania sprawdzającego z 2008 r. znajduje się m.in. wpis, z którego wynika, że pochodzi ona ze związku z mężczyzną blisko spokrewnionym z Janem Sz. Czy tę zagadkę obecne śledztwo też rozwiąże? [srodtytul]Mężczyzna z białym mercedesem[/srodtytul] Kuratorka Brygidy Sz. na potrzeby postępowania sprawdzającego w listopadzie ubiegłego roku sporządziła wywiad środowiskowy. „W pokoju za kuchnią śpią trzy córki Brygidy: Barbara, Kamila i Hanna. W kolejnym – Jan Sz. z wnuczką Kają. Dalej – Brygida (matka) z Pauliną i Zytą. Elżbieta mieszka w pokoju na piętrze. Na piętrze sypiają też dwaj bracia Brygidy” – napisała kuratorka. Wspomniała też o nieładzie w obejściu, ale podkreśla, że Brygida dba o dzieci, a „Jan Sz., choć porywczy i autorytarny, uczestniczy” w wychowywaniu i dziewczynki zawsze zwracają się do niego „dziadek”. Jedynym zastrzeżeniem kuratorki było to, że do domu podopiecznej bardzo często przyjeżdża mężczyzna białym mercedesem i zabiera na przejażdżki same dziewczynki. Jak ustaliła kuratorka, to obcokrajowiec mieszkający w Tychowie, który w zamian za to, że Jan Sz. pożycza mu pieniądze, podwozi dziewczynki do sklepu. „Zwracałam wielokrotnie uwagę, że takie sytuacje nie mogą mieć miejsca” – napisała kuratorka i dodała, że informacje te docierały też do policji, ale „formalnie nie było żadnych niepokojących sygnałów”. Co więcej: „dzieci są czyste” i wyglądają na zadowolone. Są uśmiechnięte i nie wykazują sygnałów świadczących, by były wykorzystywane seksualnie. [srodtytul]Młoda żona Holendra[/srodtytul] W sąsiednim budynku, w którym mieszka Jan Sz., cisza. Za to z posesji jego synowej wychodzą młodzi mężczyźni. W kierunku reporterów lecą wyzwiska. Jan Sz. z nikim nie będzie rozmawiał. Obcokrajowiec, o którym w raporcie pisze kurator, podjeżdża pod dom synowej Sz. To Holender, który prowadzi dużą hodowlę zwierząt w pobliskiej wsi. Trochę po polsku, trochę po angielsku tłumaczy, że jest „friend of family”. I dodaje, że „Tam pani. Osimnaście lat”. I że „two months” będzie żona. [srodtytul]Która z wnuczek?[/srodtytul] Około 50-letni Holender wymienia jej imię i dodaje z szerokim uśmiechem: – Młoda. [i]Imiona dziewczynek zostały zmienione.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL